Jump to content

jazlowiak

Forum members
  • Posts

    1813
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

jazlowiak's Achievements

0

Reputation

  1. Znalazłem wszystkie warunki techniczne biedek - odezwij sie na priva Artur bo typów biedek jest zdaje się 6.
  2. A skąd w ogóle wzięło się pojęcie łopatki saperskiej"?
  3. Masz rację - pewnie to znowu 2 pułk szwoleżerów.
  4. Sztandar 2 pułku szwoleżerów Rokitniańskich został wydobyty przez Niemców po kampanii wrześniowej bo jego miejsce zakopania zdradził podoficer-folsdojcz.
  5. o sorry nie widziałem ochraniaczy na ura:-)
  6. Saperzy nosili buty półwysokie zwane saperkami" można do nich było używać zarówno spodni wz. 19 jak i wz. 37. W pułkach piechoty pionierzy nosili trzewiki, a pionierzy z broni jezdnych buty wysokie do jazdy konnej. Znane są mi spodnie saperskie wykonane jak wzoru 1919, ale ze skóry. Buty szeregowych broni jezdnych były dość szerokie u góry i raczej nie ma problemu, żeby w nie wsadzić spodnie wzoru 1919, tym bardziej że spodnie z karwaszami są szersze", bo pogrubione skórą wyściółek. Ochraniacz na lufę zakładano w czasie czyszczenia, żeby zapobiec tzw. wyobleniu lufy", co w konsekwencji powodowało gorszą celność. Ochraniacze stosowane do każdego rodzaju broni strzeleckiej, do karabinów (kbk) stosowano również specjalne zamki wkładane do czyszczenia. Ochraniacze przechowywano w koszarach włożone do woreczków po 25 sztuk.
  7. W Smacznym są setki błędów, te książki, to było zawsze kuriozum wydawnicze, ale niestety te dzieła" zostały w kolorze i są chętnie nabywane i do dziś niektórzy podają je w swoich bibliografiach. Z rzeczy mało wdrożonych i praktycznie bez zdjęć pozostają dziś taczanki na tzw. gumach balonowych. Odnalezione przez nas plany taczanek choć zawierają 11 typów nadwozi - nie zawierają planów tych nowych kół.
  8. Zamów sobie Kukawskiego w www.historyton.pl lub w księgarni odkrywcy
  9. ragment ze wspomnień S.M.Magdaleny od Chrystusa Króla, niepokalanki: KILKA SYLWETEK ze szpitala MALTAŃSKIEGO 1939-1942, w którym pracowała jako sanitariuszka Gdy weszłam na salę tych najciężej rannych któregoś dnia po przywiezieniu nowego transportu za szpitala Ujazdowskiego, zastałam tam siedzącego przy łóżku rosłego, dobrze zbudowanego chłopca, o jasnej czuprynie i rumianych policzkach. Myślałam, że przez pomyłkę przydzielono go tu na salą, ale skierowanie brzmiało wyraźnie: sal nr 5. Uprzejmie więc zaproponowałam, żeby się położył, odmówił. Powiedział, ze woli pochodzić, zapoznać się i porozmawiać z kolegami. - W co jest ranny? - W płuco. - Czy miał opatrunek zrobiony? - Tak, na sali opatrunkowej na dole. Dałam mu spokój, nie interesując się więcej tym przypadkiem, mając i tak co robić wśród chorych. Ale potkawszy doktora Białeckiego, który był głównym chirurgiem na tej sali, zapytałam go, co robi ten dziarski żołnierzyk wśród najcięższych przypadków w szpitalu. Machnął ręką: - Beznadziejny przypadek. Przestrzelane płuca. Pocisk utkwił głęboko, zrobili mu resekcję żebra, ale pocisku nie wyjęli. Teraz ropa leje się jak z wiadra, założyłem mu nowy dren i dużo ligniny, jak przesiąknie trzeba zmienić. - I co dalej? - No, wygnije jedno płuco, ropa przerzuci się na drugie, pójdzie i drugie płuco, chłopak się wykończy. Siostra rozumie -w naszych warunkach nie ma żadnej możliwości uratowania. Gdy wróciłam na salę mniej wesoło patrzyłam się na dziarskiego chłopaka", stwierdziłam, że rzeczywiście opatrunek już trzeba zmienić, koszula cała przesiąknięta była ropą. Gdy zdjęłam warstwę ligniny, ropa chlusnęła na mnie jak z fontanny, wyrzucając dren. Za każdym oddechem z rzężeniem wydobywała się z rany ropa, napełniając wkrótce podsuniętą nerkę. Noc spędził na krześle, leżąc trudniej mu było oddychać. I znów trzeba będzie patrzeć jak bledną rumiane jeszcze policzki, jak duże, pełne życia szafirowe oczy tracą blask, aż przymknie je ostatnia chwila konania. Co rano gruntowny opatrunek w wyjęciem drenu, przepłukaniem rywanolem. Robię to już sama, tyle jest innych wypadków wymagających interwencji chirurga. Któregoś dnia przy zdjęciu opatrunku zawadza mi mały blaszany medalik, zawieszony na sznureczku, cały zalany ropą. Chcę zdjąć, by go oczyścić i z powrotem nałożyć medalik choremu, ale tu napotykam na opór. Chłopak kurczowo trzyma medalik i groźnym głosem mi zapowiada: - Proszę mi tego nie zdejmować! - Chcę tylko oczyścić, a potem znów panu założę. - Proszę mi tego nie zdejmować - woła jeszcze groźniej. - A wiec przekręcimy go na drugą stronę, bo tu muszę opatrunek założyć. Widzę, ze mój żołnierzyk jest nadal niezadowolony, biorę jednak medalik do ręki: zwykła owalna blaszka a na niej... wizerunek Naszej Pani Jazłowieckiej", aż mnie coś za gardło chwyciło: - Skąd pan ma ten medalik? Przecież to jest Nasza Pani Jazłowiecka"! - Ja jestem ułanem jazłowieckim. - A ja wychowanka Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu. Porozumienie jest natychmiastowe. Ułan Naszej Pani" bierze Jej wizerunek do ręki: - Jak Ona mnie nie uratuje - to nikt inny mnie nie uratuje. To rzecz jasna. I już razem bez prostemu z mojej strony medalik przekręcamy w kierunku rany - jest tak blisko, prawie jej dotyka - na tym opatrunek.. bo przecież nikt nie uratuje, tylko Ona. Następnego dnia rano, jak zwykle: opatrunek, ropa leje się, wprowadzam długi dren, by go głębiej założyć i raptem trafiam na opór. Jakieś ciało, które otwór zasłania. Chory zakaszlał: wraz z ropą ukazuje się coś ciemnego. Jeden ruch i chwyt: wyciągam metalowy pocisk, który tak bardzo te biedne płuca uszkodził. Po założeniu opatrunku niosę go triumfalnie doktorowi: - Ropa głęboko drąży - mówi - kiedy aż do niego się dostała i na wierzch go wydobyła. Niech siostra opatrunek zakłada jak dotąd. Cóż, kiedy nadrugi dzień ropy jest bardzo mało, z niepokojem mierzę gorączkę choremu. Ułanik mój coś przyśpiewuje, temperatura normalna,więc ropa nie gromadzi się w innym miejscu. Po paru dniach przestaje w ogóle wyciekać. Idę z moim chorym na przegląd. Dr B. Przygląda się bacznie, wreszcie dren wyjmuje, wyrzuca go na nerkę. - Proszę temperaturę mierzyć dokładnie. - A jeżeli rana się zasklepi i ropa nie będzie miała ujścia? Pytam niespokojnie. - Temperatura to wykaże. Nic nie wykazała. - Kiedy mnie wypiszą ze szpitala? Gdy mu powiedziałam oddając ubranie, ze doktor uznał go za zdrowego i ze szpitala go wypisuje,w dwie minuty był już ubrany. Nie pamiętam nawet, by się ze mną pożegnał. Widzę go, jak zbiega ze schodów rozradowany z czapką na bakier, przed nim życie na nowo się otwiera, bo przecież nikt go nie uratował, tylko Ona". Gdy po latach klęczałam w klasztorze przed posągiem Naszej Pani" migotające wota skojarzyły w mojej pamięci wspomnienie o Jej żołnierzyku. Gdzie przebywa ten ułan jazłowiecki, którego imienia nawet nie pamiętam? Czy w czci swojej do Pani Jazłowieckiej wytrwał? Czy ocenia co Jej zawdzięcza? Ile tajemnie łask doznanych kryje ten biały posąg o skupionej twarzy? Jakieś małe okruchy są nam tylko znane. Niech i ten obrazek do nich się dołączy, co zaświadcza S. M. Magdalena od Chrystusa Króla.
  10. Szwadron „Szlachty Zagrodowej” Jedną z wytycznych polityki naszych zaborców Austrii, Niemiec i Rosji było wynaradawianie ludności polskiej. W tym celu nie przebierano w środkach, a wybór padał zawsze na element najbardziej ciemny i mało uświadomiony. Wobec przemocy ponosiliśmy duże straty, zaborcy natomiast odnosili pewne sukcesy. Po pieerwszej wojnie światowje w Małopolsce Wschodniej poliykę Austrii kontynuowali Ukraińcy przy wydatnej pomocy parochów i starali się utrzymać stan posiadania. Rząd polski tolerancyjny dla mniejszości narodowych dopiero w latach trzydziestych podejmuje wielką akcję repolonizacji, w której to udział bierze również i wojsko. Z inicjatywy płk ks. Miodońskiego, kapelana parafii wojskowej w Przemyślu, zorganizowano w roku 1936 na terenach woj. lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego Koła Związku Szlachty Zagrodowej. W roku 1937 powstają pododdziały w 11 DP i 12 DP oraz szwadrony Szlachty Zagrodowej w 14 p. uł. Z dniem 1.XI.1937 r. Dowódca Pułku płk. Godlewski mianuje 4 szwadron - „Szwadronem Szlachty Zagrodowej” a dowódcą rtm. Bokotę Józefa.Rtm. Bokota powiadomiony wcześniej studiuje historię zaścianków i rodów szlachty zagrodowej, przygotowuje swych młodszych oficerów - ppor. Żurowskiego Zbigniewa i ppor. Ziemińskiego Wiktora, urządza szwadron na przybycie rekrutów. W pierwszych dniach listopada 1937 przybywają jako pierwsi: z powiatu Stryj - Kruszelniccy z Kruszelnicy,Koroczyńscy z Korczyna, z powiatu Przemyślany - Sługoccy, i Łozińscy z Łosiny, Zarebeccy z Zaderebni, z powiatu Lwów - Jasińscy i Czajkowscy z Jaśnik. Ułanów o wyżej wymienionych nazwiskach było najwięcej, a różnili się ylko przydomkami. był to element na strasznym poziomie moralnym i umysłowym, fizycznie bardzo słaby. Praca dowódcy szwadronu natrafiała na duże trudności. Przy pomocy Pań z Białego Krzyża prowadzono regularne kursy dla analfabetów. Rtm. Bokota nawiązuje bezpośrednie kontakty z zaściankami, z rodzinami, które z kolei odwiedzają ułanów, w specjalnie urządzonej świetlicy z rodowodami, herbami i przydomkami. Systematyczna i mozolna praca daje powoli rezultaty. Cały szereg ułanów, którym zaborcy celowo znikształcili nazwiska staje do raportu z prośbą o sprostowanie, co uczyniono drogą administracyjną. Sprawy wyznaniowej narazie nie poruszano. Jak silna była akcja wynaradawiania świadczą o tym np. wypowiedzi ojców ułanów z zaświanka Łosina, którzy jeszcze w roku 1918 - 19 jako polscy wyznania grecko-katolickiego bronili tych ziem przed nawałą ukraińską, a synowie zostali już Ukraińcami. W roku 1938 przybywa drugi rocznik, tak że skład szwadronu wył wyłącznie szlachecki. W tymże roku dzięki staraniom ppłk Czaykowskiego Witolda szwadron otrzymuje specjalne fundusze na zorganizowanie wycieczki krajoznawczej. Ułani zwiedzają Warszawę, Gdynię, Poznań i Kraków. Akcja uświadamiająca zwłaszcza w drugim roku daje coraz lepsze wyniki a Polska odrabia straty niewoli i zyskuje pełnowartościowych i świadomych obywali.
  11. Szwadron „Szlachty Zagrodowej” Jedną z wytycznych polityki naszych zaborców Austrii, Niemiec i Rosji było wynaradawianie ludności polskiej. W tym celu nie przebierano w środkach, a wybór padał zawsze na element najbardziej ciemny i mało uświadomiony. Wobec przemocy ponosiliśmy duże straty, zaborcy natomiast odnosili pewne sukcesy. Po pieerwszej wojnie światowje w Małopolsce Wschodniej poliykę Austrii kontynuowali Ukraińcy przy wydatnej pomocy parochów i starali się utrzymać stan posiadania. Rząd polski tolerancyjny dla mniejszości narodowych dopiero w latach trzydziestych podejmuje wielką akcję repolonizacji, w której to udział bierze również i wojsko. Z inicjatywy płk ks. Miodońskiego, kapelana parafii wojskowej w Przemyślu, zorganizowano w roku 1936 na terenach woj. lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego Koła Związku Szlachty Zagrodowej. W roku 1937 powstają pododdziały w 11 DP i 12 DP oraz szwadrony Szlachty Zagrodowej w 14 p. uł. Z dniem 1.XI.1937 r. Dowódca Pułku płk. Godlewski mianuje 4 szwadron - „Szwadronem Szlachty Zagrodowej” a dowódcą rtm. Bokotę Józefa.Rtm. Bokota powiadomiony wcześniej studiuje historię zaścianków i rodów szlachty zagrodowej, przygotowuje swych młodszych oficerów - ppor. Żarowskiego Zbigniewa i ppor. Ziemińskiego Wiktora, urządza szwadron na przybycie rekrutów. W pierwszych dniach listopada 1937 przybywają jako pierwsi: z powiatu Stryj - Kruszelniccy z Kruszelnicy,Koroczyńscy z Korczyna, z powiatu Przemyślany - Sługoccy, i Łozińscy z Łosiny, Zarebeccy z Zaderebni, z powiatu Lwów - Jasińscy i Czajkowscy z Jaśnik. Ułanów o wyżej wymienionych nazwiskach było najwięcej, a różnili się ylko przydomkami. był to element na strasznym poziomie moralnym i umysłowym, fizycznie bardzo słaby. Praca dowódcy szwadronu natrafiała na duże trudności. Przy pomocy Pań z Białego Krzyża prowadzono regularne kursy dla analfabetów. Rtm. Bokota nawiązuje bezpośrednie kontakty z zaściankami, z rodzinami, które z kolei odwiedzają ułanów, w specjalnie urządzonej świetlicy z rodowodami, herbami i przydomkami. Systematyczna i mozolna praca daje powoli rezultaty. Cały szereg ułanów, którym zaborcy celowo znikształcili nazwiska staje do raportu z prośbą o sprostowanie, co uczyniono drogą administracyjną. Sprawy wyznaniowej narazie nie poruszano. Jak silna była akcja wynaradawiania świadczą o tym np. wypowiedzi ojców ułanów z zaświanka Łosina, którzy jeszcze w roku 1918 - 19 jako polscy wyznania grecko-katolickiego bronili tych ziem przed nawałą ukraińską, a synowie zostali już Ukraińcami. W roku 1938 przybywa drugi rocznik, tak że skład szwadronu wył wyłącznie szlachecki. W tymże roku dzięki staraniom ppłk Czaykowskiego Witolda szwadron otrzymuje specjalne fundusze na zorganizowanie wycieczki krajoznawczej. Ułani zwiedzają Warszawę, Gdynię, Poznań i Kraków. Akcja uświadamiająca zwłaszcza w drugim roku daje coraz lepsze wyniki a Polska odrabia straty niewoli i zyskuje pełnowartościowych i świadomych obywali.
×
×
  • Create New...

Important Information