Jump to content
ekiosk egazety next prenumerata

Mozets

Forum members
  • Content Count

    367
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral
  1. Dawno tu nie zaglądałem. Mam uwagę do smugaczy amunicji ppanc 76mm. W roku 1977 byłem kierownikiem pracowni przygotowania amunicji w jednym z Ośrodków Badań Uzbrojenia Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce . Pracownicy rozbrajali właśnie amunicję ppanc ze smugaczem. Utylizacja i niszczenie zapalników z MW. Wytapianie parą wodną przegrzaną MW. Smugacz wolno było usuwać z części dennej tylko mosiężnym beziskrowym skrobakiem. Nowo przyjęty pracownik wbrew wyraźnemu zakazowi i nie dopuszczony do prac szczególnie niebezpiecznych samowolnie użył do tego śrubokrętu. Smugacz zapalił sie i zaczął latać po pracowni , na której zgromadzona była duża ilość amunicji i prochu do badań 100 mm armaty czołgowej na dbk. Przytomny brygadzista przydeptał smugacz butem a inny pracownik gaśnicą pianową obniżał temperaturę palenia. To oczywiście nie gasiło smugacza bo ugasic się go nie da. Ale ratowało but od przepalenia podeszwy. Natomiast w ułamku sekundy kiedy smugacz opuszczał tuleję płomień wypalił wnętrze dłoni pracownika aż do ścięgien . Widziałem je - były białe jak śnieg . Został odwieziony do szpitala. Do dzisiaj ma niesprawną rękę prawą - przykurcz ścięgien i skóry wnętrza dłoni. Zamoknięty smugacz możliwe, że nie zapali się od potarcia przy próbie demontażu.
  2. Molke napisał: ///Posiadam album zdjecia lotnicze wroclawia 1947 i naprawde jestem zadowolony. 2 lata po wojnie a ulice wygladaja jak plastry miodu a na malo ktorym budynku widac dachy/// ***************** 2 lata po wojnie to jeszcze nic. Mieszkałem w Arnswalde (Choszczno) w latach 1968-1975. Gdy przyjechałem do tego miasteczka - na potężnej świątyni gotyckiej nie było wieży w wys. ok. 1/3 od szczytu.( zerwana w czasie ciężkich walk o miasto i garnizon). Rosły tam brzozy i inne drzewa. Nawet wykorzystywaliśmy jedną z nich - jako wytycznik kierunku - przy pomiarach geodezyjnych. Remont wieży i świątyni zaczęto dopiero po 1970 roku ( wtedy zapadły pomiędzy PRL i Niemcami uzgodnienia co do losów tych ziem). I to wyjaśnia sprawę , dlaczego na terenach byłej Rzeszy na wschód od Odry - nie robiono prawie nic. Nie budowano, nie remontowano. Infrastruktura była tylko utrzymywana". Bo nie wiadomo było , czy pieniądze władowane w remonty i renowacje - nie odpłyną z powrotem do Niemiec ( wraz z terenami). Mój kolega kupił skrawek ziemi nad jeziorem - wystawały spod murawy resztki cegieł. Wybudował dom . Dzisiaj przyjeżdża tam jeden obywatel UE i twierdzi,że los jego domu nie jest taki pewny - bo jego dziadek przed II WW tam mieszkał.
  3. ISU-152-K przerobione na wyrzutnię 8U218 rakiet 8K-11. To rok 1973, cykl tzw. z marszu" - rozkaz startu zastał obsługę na polnej drodze, więc zaczynają przygotowania do startu. Z prawej oficer startowy biegnie do lewych drzwi wyrzutni po śruby wiatrowe" wkręcane w stateczniki rakiety na stole startowym, by wiatr nie przewrócił rakiety przed startem.
  4. Na marginesie dyskusji ambulu" (Tomasza Szczerbickiego) i Klemensa Forela. ******************************** Istotnie czasy tak nam spsiały", że zachowania autorów przypominają grę w 3 karty. A nie honorowe i zgodne z prawem autorskim ( i zwykłą ludzką przyzwoitością ) zachowania. Młodzi ludzie są już nauczeni do nieprzestrzegania żadnych zasad. Jeśli uda się im coś urwać ze zdobyczy - to uważają to za swoje święte prawo. Ale i my - ludzie starej daty, ludzie honoru, ludzie uparcie wierzący w system zasad - bezwiednie lub mimowolnie - oddajemy im przysługi w sposób nierozumny. Ja również kiedyś w dobrej wierze udostępniłem jednemu b.b.młodemu socjologowi materiały do pracy naukowej. Były to zdjęcia historyczne ( niektóre stuletnie) z albumów rodzinnych. Zrobiłem to bezinteresownie. By materiał służył dobrej sprawie. I nauce. Szybko zobaczyłem moje " zdjęcia na portalach ze starymi pocztówkami i aukowiec" oczywiście nie podawał żródła pochodzenia materiałów. A nawet przechwalał się jak to ciekawy materiał zamieszcza. Są to zachowania zwykłych smarkaczy i cwaniaczków, których w rodzinie nie nauczono dobrych zasad. Dlatego jeśli już komuś dajemy materiał - róbmy na zdjęciu (materiale) nadruk autora . Kaleczy to oczywiście materiał - ale chyba nie ma innego wyjścia. Innemu młodziakowi na parkingu pożyczyłem łopatę do śniegu. A jakże, odkopał swój bolid (eemwicę"....) rzucił łopatę w śnieg i ujechał z rykiem silnika. Bo zanikły już stare dobre metody - kiedy smarkaczom nakręcało się ucho i nie pozwalało się na lekceważenie starszych. I to se e vrati". Jednak nie bądźmy naiwni i gdzie sie tylko da- uczmy młodych rozumu. ( Przez nogi).
  5. Cytuję RPS: /// Nie było festung Stalowa Wola". Było miasto i STAHLWERKE BRAUNSCHWEIG G.m.b.H WERK STALOWA WOLA produkująca uzbrojenie. Jako ważny obiekt wymagała ochrony przed nalotami ......... dzielnica niemiecka przy ówczesnej Goethestrasse (dzisiaj Narutowicza)./// ******************************************** Mam zdjęcie tejże podstawy pod uzbrojenie plot , która stała jeszcze do lat 70-tych przy obecnej ulicy K.Wyszyńskiego - dawniej Obrońców Stalingradu. Od wspomnianych przez RPS bloków dzielnicy tzw. dyrektorskiej ( urzędniczej) było to około 200m. Jeśli uda mi się zmienić format na JPG - zamieszczę. Jest na niej widoczny blok nr 19. Którego w czasie IIWW nie było. Istniała cała sieć tych cokołów , które otaczały miasto i Hutę w sporej odległości od ich granic. Istotnie obrona plot była pomyślana jako obrona Zakładów Południowych ( tak się wtedy nazywała HSW) i OZETU ( zakładów energetycznych - Elektrowni. ) I tutaj mam wiele sprzecznych informacji. 20 lat wcześniej nieżyjący już obecnie pracownicy ówczesnych ZP mówili mi,że te stanowiska plot istniały jeszcze przed wybuchem wojny. I że były przygotowane pod podwójnie sprzężone 20mm karabiny (działka dzisiaj - nomenklaturowo) największego kalibru. (Dzisiaj mówimy - wielkokalibrowe). I znowu sprzeczne dane . Mówiono mi o: -20 mm nkm wz.38 FK A -13,2 mm najcięższy karabin maszynowy Hotchkiss wz. 30 -a nawet 20 mm Oerlikon Już nie mówię o 40mm Boforsie. Nikt z nich jednak nie mówił o armacie 75 mm Schneidera. Podobno lotnisko Okęcie było także wyposażone w baterie 20 mmm nkm. Na takich samych betonowych stendach. Co Niemcy montowali na nich także nie wiem. Nie mogę dotrzeć do żadnej dokumentacji zdjęciowej czy planów obrony plot ZP z tego okresu. Że takie istnieją ( -ły) - jest pewne. Tylko gdzie i kto ma do nich dostęp.
  6. Radzę zarejestrować się na portalu Jewish-gen 1920 rok. Są tam szczegółowe wykazy ludności w miejscowościach kresowych. Dotyczą one równie dokładnie ludności starozakonnej jak i pozostałej. Szczególnie cenne są informacje z nazwiskami i profesjami tych osób. Dokładnie opisani są właściciele ziemscy , wyszczególnienie nazw majątków i ich wielkości , czym się zajmowali. Ja znalazłem tam swoich krewnych m.innymi Wandę z Liceum Krzemienieckiego, Wacława z majątków Chiczawka, Sudobicze, Kamienica , Werba. Niestety nie przeżyli 43 roku. Wiele informacji ( na ich temat) uzyskałem od uciekinierów z Krzemieńca - który jeszcze ( staruszkowie ponad 80 lat) żyją w Vermont (USA). Propopnuję również zamieścić swoje dane na portalu Gen-pol. Właśnie poprzez ten portal odezwali się do mnie wspomniani państwo Żelichowscy z Vermont. Oraz boczna linia mojego rodu , której seniorem był Ewaryst ( profesor politechniki w Oslo w czasie wojny) a później dyrektor szkół w Chełmie. (Obecnie zespół szkół - tamże, jest jego imienia.)
  7. Ktoś pisał o tym zdjęciu.
  8. Czarni Polacy Chciałbym podzielić się z Państwem niezwykle ciekawą i kompletnie nieznaną częścią historji naszej dalekiej Ojczyzny. Na strychu domu w Wejherowie, o dźwięcznej nazwie Villa Muzica, należącej do rodziny Wacława Katarzyńskiego, którego Brat Antoni, bohater wojny z Sowietami i który ducha Bogu oddał w walce o Ojczyznę w 1920 – tym roku, znaleziono karton ze zdjęciami, należącymi do tegoż Antoniego, a do którego to kartonu nie zaglądano przez, bez mała 80 lat. Otworzył go przypadkiem Zbigniew Okuniewski, historyk z zamiłowania, a jak zobaczył co jest w środku to własnym oczom nie wierzył. Na zdjęciu między oficerami 12 Lotniczej Eskadry Wywiadowczej, w której świeć Panie nad jego duszą, Antoni Katarzyński służył i na zdjęciu figurował, zobaczył MURZYNA. A na innym zdjęciu jeszcze jednego. W sumie dwóch murzynów w Polskim Lotnictwie Wojskowym w 1920 roku w Wojnie Polsko – Sowieckiej? Jak świat światem, powszechnie wiadomo że my Polacy laliśmy się o wolność i niepodleglość wielu krajów, ale żeby ktoś walczył o naszą, i do tego murzyn – to się w głowie naszego historyka - habbysty nie mieściło. A że bakcyla historji złapał dawno, i dzieje ojczyste ukochał, postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się dlaczego tam na zdjęciach są i co w Polsce w tym czasie robili. Zaangażowano Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum Historii Lotnictwa w Krakowie i fiasco. Nikt nigdy o murzynach w Polskim wojsku nie słyszał. Znana jest co prawda, i to nieźle, historia 12 Eskadry, znane są wszystkie nazwiska służących w niej pilotów i żołnierzy służby naziemnej, ale są to nazwiska Polskie. Wiadomo również, że w Armii Polskiej i Lotnictwie służyli obcokrajowcy, znane są ich nazwiska i postacie, ale żadna z nich nie jest odziana w czarną skórę. Wszyscy wiedzą, że była Wojna Polsko – Sowiecka w 1920-tym roku. Młodzi, czyli tacy jak ja, w szkołach za dużo o niej nie słyszeli. Starzy, to pewnie już nie za bardzo pamiętają, a i niewielu już ich na tym padole zostało. A więc; była wojna Polsko-Sowiecka. Młody dopiero co odrodzony po latach zaborów kraj, przywrocóny do życia mocą Traktatu Wersalskiego zdecydował przyłączyć się do Krucjaty przeciw Komunizmowi. Za namową i aprobata zresztą, Zachodniego, Wolnego Świata. I znowu Polak zaczął, jak nieraz w naszej historii bywało, przelewać krew w interesie innych, niezbyt palących się do pomocy, a chętnych do znalezienia kogoś służącego do wyciągania, jak mówi przysłowie “kasztanów z pieca cudzymi rękami”. W odpowiedzi na antyrewolucyjne zakusy naszych polityków rząd Republiki Sowieckiej, wysłał przeciwko Polakom 100 tysięczną Armię Konną pod wodzą Bohatera Rewolucji Październikowej - Marszałka Budionnego. Ruszyli jak burza, ziemię spaloną za sobą zostawiając. Nieliczne oddziały naszych ułanów odpór im stawiały, lecz molocha takiego nie sposób było zatrzymać. Do historii przeszło bohaterstwo Orląt Lwowskich, i złotymi zgłoskami zapisała się epopea “Cudu nad Wisłą”. Polacy walczyli jak….. Polacy, tak jak biliśmy się przez wieki z każdym kto rękę na wolność naszego Kraju i Narodu podnieść próbował. I nie tylko. Biliśmy się pod Somosierrą, pod Wiedniem, pod Warną (Bułgaria – Władysław Warneńczyk), biliśmy się o wolność Stanów Zjednoczonych, Meksyku pod Benito Juarezem, a nawet Haiti, co zresztą jest malutkim, niewiele znaczącym i prawie nieznanym elementen historji naszych wojaczek. Oczywiście złotymi zgłoskami zapisaliśmy się pod Monte Cassino. Tam gdzie nie dali rady, Amerykanie, Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy – myśmy poradzili. Opowiadał mi jeden z moich krewniaków że, a każdy z nich jak pamięcią sięgam, włącznie ze mną, na swoim grzbiecie mundur nosił, czy to niemiecki, rosyjski, austryjacki, a nawet i Legii Cudzoziemskiej. Gdy Nasi szli pod Monte do ostatniego ataku na bagnety, wiedząc że Hitlerowcy nie mają już amunicji, opróżniali magazynki swoich karabinów żeby dać im równe szanse i czuć niemieckie ścierwo na ostrzach swoich bagnetów. Prawda to, czy do legend włożyć ale pokażcie mi inny naród, który by to potrafił?? Oprócz fantazji i brawury nigdy nie grzeszyliśmy wielką dyscypliną. Jestem przekonany że gdyby pod Gallipoli, w Turcji (WWI) byli Polacy, to zamiast jak Australijczycy, iść na rzeź, paru naszych by zawróciło i palnęło w łeb brytyjskiemu generałowi, którego to kretynizm i brak rozpoznania środków walki, za masakrę Australijczyków były odpowiedzialne. (Aby dać świadectwo prawdzie rząd brytyjski w pewnym momencie planował wycofanie z frontu i internowanie całej Armii Polskiej pod wodzą generała Andersa, gdyż w momencie rozpoczęcia „flirtu” ze Stalinem, nie był pewien jej lojalności. Nie wykluczone ze gdyby tak się stało, mieszkańcy Albionu mówiliby dziś piekną polszczyzną). Pewien Rodak, dowódca oddziału rozpoznawczego walczący pod Monte Cassino, rzekł razu pewnego “dla wygrania wojny ważniejszy jest mądry żołnierz niż głupi generał”. Tego samego zdania był zresztą Napoleon Bonaparte, wieki wcześniej twierdząc “ There is no such thing like bad regiments – just bad generals”. Twierdził on, że każdy nawet najprostszy żołnierz nosi w plecaku buławę marszałkowską. Znaczyło to że nie urodzenie i koneksje rodzinne ale bohaterstwo i znajomość wojennego rzemiosła, awanse w armii “Małego” (bo był mizernego wzrostu) Cesarza dawały. I zapisał się na kartach historii. Jedno jest pewne, że żaden inny naród nie przelał tyle krwi w obronie cudzych interesów co Polacy. No, ale wracając do wojny w 1920 - tym, Armia nasza była biedna, źle wyposażona i będąca zlepkiem pozostałości po zaborcach. Stosunkowo najlepiej wyekwipowane były oddziały sformowane we Francji, z resztą było znacznie gorzej. Francuska amunicja nie pasowała do austryjackich karabinów, mundury szyte były z dodatkiem pokrzyw. I tu muszę nadmienić że razu pewnego Nasi poszli do ataku na Moskali w mundurach, a skończyli go w gaciach, bo uniformy jak pokropiło deszczem, się rozlazły i pospadały z grzbietów naszych wojaków. Krótko mówiąc brakowało nam wszystkiego z wyjątkiem DUCHA WALKI. Tego to zawsze było w u nas pod dostatkiem. Jak historia narodu naszego pamięcią sięga. Do krucjaty przeciwko komunizmowi przyłączyło się oprócz Polaków, wielu przedstawicieli różnych nacji, byli Czesi, Brytyjczycy, Węgrzy, Francuzi, Belg i 20 obywateli Stanów Zjednoczonych. Najznaczniejszym, czy najbardziej znanym był zastępca dowódcy eskadry imienia generała Tadeusza Kościuszki, Kapitan Merian C. Cooper, późniejszy aktor, reżyser, producent filmowy, jeden z twórców King Konga, za którego to wraz z animatorem Willisem O’Brian’em otrzymał Oscara. Sam, po raz ostatni, zasiadł w swym filmie za sterami samolotu atakującego King Konga. Kapitan Cooper został zestrzelony z Sowieckiego balonu obserwacyjnego w czasie bitwy pod Równem, dostał się do niewoli, z której po 9-ciu miesiącach zbiegł a gdy się wojna skończyła pracował w Misji Żywnościowej Hoovera w Warszawie, czego pośrednim efektem był syn, później parający się tłumaczeniami literatury angielskiej na polski, (jest prawdopodobne że syn ów, pod pseudonimem literackim Joe Alex, parał się dla chleba literaturą brukową, pisząc powieścidła kryminalne, a dziełem jego życia było tłumaczenie “Ulissesa” Jamesa Joyce’s na polski. (przypisek autora). Amerykańscy piloci latali w 7 Eskadrze Lotnictwa Rozpoznawczego i kilku z nich nigdy do swej ojczyzny za oceanem nie powróciło. Polegli na polu chwały: kapitan pilot A.H. Kelly, kapitan pilot T.V. Callum, porucznik pilot E.A. Graves. Ciekawostką jest że kpt. Cooper trafił do Polski wiedziony sentymentem i przekazywaną z ojca na syna historią przodka kapitana, który był lekarzem wojskowym w Savannah, w czasie Wojny o Niepodległość i leczył z ran odniesionych generała Pułaskiego. Niestety nieskutecznie, generał oddał ducha Bogu i jako jeszcze jeden Polak położył głowę w walce o niepodleglość, innego niż swój własny narodu. Może kapitan czuł się winien że pradziadowi nie udało się wyleczyć generała i dlatego przyjechał do Polski? Nie wiadomo. Generał Pułaski nie został zapomniany, jest Bohaterem Narodowym Ameryki. Do dziś każdego roku obchodzi się Pulaski Day lecz ciekawiło mnie zawsze ilu, tak naprawdę, Amerykanów wie o innych naszych znamienitych Rodakach. Pytając tych których znam, czy wiedzą kto zbudował West Point – dumę Amerykańskiej Armii – nikt nie wiedział (dla naszych młodocianych Rodaków, tak na marginesie przypominam że był to Generał Tadeusz Kościuszko, z zawodu inżynier wojskowy, Naczelny Wódz Insurekcji Kościuszkowskiej (1794), powstania przeciw Moskwie, po upadku którego został aresztowany i wolność odzyskał dopiero po śmierci carycy Katarzyny II-iej, który to wyjechał z Ameryki ratować Starą Ojczyznę w potrzebie, ale i tak znamienicie się swej nowej ojczyźnie Ameryce przysłużył). Ci co pytałem, znali natomiast nazwisko generała Lafayette, który przyjechał z Francji już z tym tytułem (w tych czasach można go było sobie po prostu kupić), w wieku 19-tu lat (SIC!!). Ranga ta mimo młodego wieku została potwierdzona przez Kongres. Lafayette po kilku latach wojaczki dał się zastrzelić, co prawdopodobnie było jego największym wyczynem militarnym. Osobiście mam wątpliwości o przydatności generałów przed 40-tką. Lecz wracając do wojny Polsko-Sowieckiej, nie ma śladu o czarnych lotnikach ani w archiwach, ani we wspomnieniach uczestników. Wszystkie nazwiska, a te są znane, brzmią z Polska. I tu pozwalam sobie wysunąć teorie o prawdzie, której istnieniu przekonałem się niejako na własnej skórze. W 1976 roku miałem przyjemność nakłaść po pysku pewnemu obywatelowi USA, rasy W.A.S.P., który był na tyle nieuprzejmy że opowiedział mi dowcip z gatunku “Polish Jokes”. Nie skończył, a ja wylądowałem w instytucji użyteczności publicznej zwanej powszechnie pod nazwą “jail”, a wykładu o swobodach obywatelskich i konstytucyjnym prawie mówienia co się komu podoba dawał mi czarny jak smoła szeryf, który to zagadał do mnie czyściutką, mimo że niezbyt literacką zalatującą archaizmami polszczyzną. Nie tylko ukręcił łeb całej sprawie ale się ze mną zaprzyjaźnił, zaprosił mnie do własnego domu, a tam zobaczyłem olbrzymią kolekcję płyt, Mazowsza, Pendereckiego, Chopina, masę książek, jednym słowem wszystkiego co inteligentny Polak, kochający kulturę swej Ojczyzny zwykł posiadać. Szokiem dla mnie było że ten czarnoskóry Rodak święcie wierzył że TO JEST JEGO KULTURA!!!!!! Był synem polskiego emigranta z Pitsburgha i matki czarnoskórej, rodem z Haiti o dźwięcznym nazwisku, de domo Kaczmarek (stąd historia o Polskim Korpusie Ekspedycyjnym wysłanym przez Napoleona aby stłumić powstanie na Haiti, pod wodzą czarnego samozwańczego Generała Toussainta, w owym czasie kolonji Francuskiej. Polacy wychowani na ideach wolnościowych i nie pałający już wtedy wielką miłością do Cesarza, do powstania się przyłączyli i wielu z nich już na Haiti zostało. (Do dziś żyje tam sporo czarnych Kowalskich, Kaczmarkow, i im podobnych). Haiti, zresztą zostało niepodległym państwem, zrzucając jarzmo kolonializmu, jako pierwsze w rejonie Karaibów. Stąd wypływa wniosek że ilekroć Polacy, albo uczyli kogoś wojennego rzemiosła, albo sami wojować pomagali, to uczniowie na ogół zwyciężali swoich przeciwników. Najlepszym przykładem jest zwycięstwo Izraela w wojnach Jom Kipur, gdzie sromotnie nalali jak się patrzy, znacznie przewyższającym ich militarnie Syryjczykom i Egipcjanom. No cóż, generał Moshe Dajan swa znajomość wojennego fachu pogłębiał właśnie w Polsce (studiował na Akademii sztabu Generalnego, na zaproszenie Rządu PRL, gdy był lewicujacym politykiem, po zakończeniu swej chlubnej kariery wojskowej), a “Żelazna Dama” Izraela Golda Meir klęła po polsku lepiej niż ja sam. I tu zachodzi w mojej duszy obawa że biedni amerykańscy GI będą jeszcze długo ginęli w Iraku bo myśmy szkolili swojego czasu Libijczyków a ci zapewne ludzi Bin Ladena. Na domiar złego my jesteśmy najlepiej zorientowani w kanonach i strategji partyzantki miejskiej i każdej innej, bo czegoś takiego jak Powstanie Warszawskie nigdzie w historii wojen nie było. A Rosjanie tylko dlatego zatrzymali Niemców pod Moskwą bo ponad 50% ich dostaw wojskowych wylatywało w powietrze za przyczyną polskich partyzantów. Wracając do uprzednio przedstawionej teorii o czarnych Rodakach wierzę że takich jak mój szeryf jest w USA wielu. Polacy z najwcześniejszej emigracji byli w zasadzie synami chłopów, dla których ziemi w Ojczyźnie nie starczyło. Z braku polskich panien żenili się z murzynkami, które wychowane na plantacjach bawełny znały to samo co oni, jak uprawiać ziemię. Urodzone z takich mieszanych małżeństw dzieci od kołyski uczyły się patriotyzmu i umiłowania dalekiej Ojczyzny Ojców i Dziadów. A gdy usłyszeli że Ojczyzna ta jest w potrzebie, po prostu pojechali jej bronić. Może był jeszcze jeden powód. W Polsce wynagrodzono ich szacunkiem, uznaniem i przyjaźnią, nie skąpiono im butelki (vide; fotografia), w ich drugiej ojczyźnie USA osiągnęli to samo w pewnym niewielkim stopniu, dopiero po wojnie wietnamskiej, po marszach protestacyjnych i śmierci złotoustego oratora Martina Luthera Kinga, który wypowiedział wiekopomne słowa: “I have a dream…..” Jego marzenie spełniło się już w Polsce w 1920 tym roku. Czarni Kowalscy, czy Kaczmarkowie być może dlatego również pojechali walczyć za Polskę, bo USA w podzięce za ich wojenne zasługi odpłacało się im pogardą i stryczkiem Ku Klux Klanu. Oni po prostu pojechali do DOMU, DO POLSKI, DO STAREGO KRAJU. I WIERZĘ ŻE KIEDYS TAM U GÓRY, GDY PRZYJDZIE CZAS SĄDU OSTATECZNEGO KAŻDY Z NAS GDY SPOTKA JEDNEGO Z NICH POWIE MU: CZOŁEM BRACIE POLAKU. Napisał: Kpt. (Emeritus) Zbigniew W. Gamski Chairman Fundacji imienia Inżyniera Witolda Zglenickiego (Polskiego Nobla) /zamieszczone za osobistą zgodą na piśmie autora - zgoda w moim posiadaniu/
  9. Następne zdjęcie czarnoskórego Polaka - żołnierza polskiego walczącego o Polskę w 1920 roku.
  10. Czarni Polacy Chciałbym podzielić się z Państwem niezwykle ciekawą i kompletnie nieznaną częścią historji naszej dalekiej Ojczyzny. Na strychu domu w Wejherowie, o dźwięcznej nazwie Villa Muzica, należącej do rodziny Wacława Katarzyńskiego, którego Brat Antoni, bohater wojny z Sowietami i który ducha Bogu oddał w walce o Ojczyznę w 1920 – tym roku, znaleziono karton ze zdjęciami, należącymi do tegoż Antoniego, a do którego to kartonu nie zaglądano przez, bez mała 80 lat. Otworzył go przypadkiem Zbigniew Okuniewski, historyk z zamiłowania, a jak zobaczył co jest w środku to własnym oczom nie wierzył. Na zdjęciu między oficerami 12 Lotniczej Eskadry Wywiadowczej, w której świeć Panie nad jego duszą, Antoni Katarzyński służył i na zdjęciu figurował, zobaczył MURZYNA. A na innym zdjęciu jeszcze jednego. W sumie dwóch murzynów w Polskim Lotnictwie Wojskowym w 1920 roku w Wojnie Polsko – Sowieckiej? Jak świat światem, powszechnie wiadomo że my Polacy laliśmy się o wolność i niepodleglość wielu krajów, ale żeby ktoś walczył o naszą, i do tego murzyn – to się w głowie naszego historyka - habbysty nie mieściło. A że bakcyla historji złapał dawno, i dzieje ojczyste ukochał, postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się dlaczego tam na zdjęciach są i co w Polsce w tym czasie robili. Zaangażowano Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum Historii Lotnictwa w Krakowie i fiasco. Nikt nigdy o murzynach w Polskim wojsku nie słyszał. Znana jest co prawda, i to nieźle, historia 12 Eskadry, znane są wszystkie nazwiska służących w niej pilotów i żołnierzy służby naziemnej, ale są to nazwiska Polskie. Wiadomo również, że w Armii Polskiej i Lotnictwie służyli obcokrajowcy, znane są ich nazwiska i postacie, ale żadna z nich nie jest odziana w czarną skórę. Wszyscy wiedzą, że była Wojna Polsko – Sowiecka w 1920-tym roku. Młodzi, czyli tacy jak ja, w szkołach za dużo o niej nie słyszeli. Starzy, to pewnie już nie za bardzo pamiętają, a i niewielu już ich na tym padole zostało. A więc; była wojna Polsko-Sowiecka. Młody dopiero co odrodzony po latach zaborów kraj, przywrocóny do życia mocą Traktatu Wersalskiego zdecydował przyłączyć się do Krucjaty przeciw Komunizmowi. Za namową i aprobata zresztą, Zachodniego, Wolnego Świata. I znowu Polak zaczął, jak nieraz w naszej historii bywało, przelewać krew w interesie innych, niezbyt palących się do pomocy, a chętnych do znalezienia kogoś służącego do wyciągania, jak mówi przysłowie “kasztanów z pieca cudzymi rękami”. W odpowiedzi na antyrewolucyjne zakusy naszych polityków rząd Republiki Sowieckiej, wysłał przeciwko Polakom 100 tysięczną Armię Konną pod wodzą Bohatera Rewolucji Październikowej - Marszałka Budionnego. Ruszyli jak burza, ziemię spaloną za sobą zostawiając. Nieliczne oddziały naszych ułanów odpór im stawiały, lecz molocha takiego nie sposób było zatrzymać. Do historii przeszło bohaterstwo Orląt Lwowskich, i złotymi zgłoskami zapisała się epopea “Cudu nad Wisłą”. Polacy walczyli jak….. Polacy, tak jak biliśmy się przez wieki z każdym kto rękę na wolność naszego Kraju i Narodu podnieść próbował. Wracając do wojny w 1920 - tym, Armia nasza była biedna, źle wyposażona i będąca zlepkiem pozostałości po zaborcach. Stosunkowo najlepiej wyekwipowane były oddziały sformowane we Francji, z resztą było znacznie gorzej. Francuska amunicja nie pasowała do austryjackich karabinów, mundury szyte były z dodatkiem pokrzyw. I tu muszę nadmienić że razu pewnego Nasi poszli do ataku na Moskali w mundurach, a skończyli go w gaciach, bo uniformy jak pokropiło deszczem, się rozlazły i pospadały z grzbietów naszych wojaków. Krótko mówiąc brakowało nam wszystkiego z wyjątkiem DUCHA WALKI. Tego to zawsze było w u nas pod dostatkiem. Jak historia narodu naszego pamięcią sięga. Do krucjaty przeciwko komunizmowi przyłączyło się oprócz Polaków, wielu przedstawicieli różnych nacji, byli Czesi, Brytyjczycy, Węgrzy, Francuzi, Belg i 20 obywateli Stanów Zjednoczonych. Najznaczniejszym, czy najbardziej znanym był zastępca dowódcy eskadry imienia generała Tadeusza Kościuszki, Kapitan Merian C. Cooper, późniejszy aktor, reżyser, producent filmowy, jeden z twórców King Konga, za którego to wraz z animatorem Willisem O’Brian’em otrzymał Oscara. Sam, po raz ostatni, zasiadł w swym filmie za sterami samolotu atakującego King Konga. Kapitan Cooper został zestrzelony z Sowieckiego balonu obserwacyjnego w czasie bitwy pod Równem, dostał się do niewoli, z której po 9-ciu miesiącach zbiegł a gdy się wojna skończyła pracował w Misji Żywnościowej Hoovera w Warszawie, czego pośrednim efektem był syn, później parający się tłumaczeniami literatury angielskiej na polski, (jest prawdopodobne że syn ów, pod pseudonimem literackim Joe Alex, parał się dla chleba literaturą brukową, pisząc powieścidła kryminalne, a dziełem jego życia było tłumaczenie “Ulissesa” Jamesa Joyce’s na polski. (przypisek autora). Amerykańscy piloci latali w 7 Eskadrze Lotnictwa Rozpoznawczego i kilku z nich nigdy do swej ojczyzny za oceanem nie powróciło. Polegli na polu chwały: kapitan pilot A.H. Kelly, kapitan pilot T.V. Callum, porucznik pilot E.A. Graves. Ciekawostką jest że kpt. Cooper trafił do Polski wiedziony sentymentem i przekazywaną z ojca na syna historią przodka kapitana, który był lekarzem wojskowym w Savannah, w czasie Wojny o Niepodległość i leczył z ran odniesionych generała Pułaskiego. Niestety nieskutecznie, generał oddał ducha Bogu i jako jeszcze jeden Polak położył głowę w walce o niepodleglość, innego niż swój własny narodu. Może kapitan czuł się winien że pradziadowi nie udało się wyleczyć generała i dlatego przyjechał do Polski? Nie wiadomo. „Nolens Volens” w żadnych archiwach dotyczących wojny Polsko-Sowieckiej, nie ma śladu o czarnych lotnikach. Wszystkie nazwiska, a te są znane, brzmią z Polska. Niewykluczone wszelako że murzyni owi mieli polskich tatusiów a oto jak to mogło się stać; Polacy z najwcześniejszej emigracji byli w zasadzie synami chłopów, dla których ziemi w Ojczyźnie nie starczyło. W zdecydowanej większości prości, niewykształceni nieznający języka nie byli zbyt atrakcyjnymi kandydatami na mężów, z braku polskich panien żenili się z murzynkami, które wychowane na plantacjach bawełny znały to samo co oni, jak uprawiać ziemię. Urodzone z takich mieszanych małżeństw dzieci od kołyski uczyły się patriotyzmu i umiłowania dalekiej ojczyzny Ojców i Dziadów. A gdy usłyszeli że ta Ojczyzna ich jest w potrzebie, po prostu pojechali jej bronić. Może był jeszcze jeden powód. W Polsce wynagradzono ich szacunkiem, uznaniem i przyjaźnią, nie skąpiono im butelki (vide; fotografia), w ich drugiej ojczyźnie USA osiągnęli to samo w pewnym niewielkim stopniu, dopiero po wojnie wietnamskiej, po marszach protestacyjnych i śmierci złotoustego oratora Martina Luthera Kinga, który wypowiedział wiekopomne słowa: “I have a dream…..” Być może jego marzenie spełniło się już w Polsce w 1920 tym roku. I WIERZĘ ŻE KIEDYS TAM U GÓRY, GDY PRZYJDZIE CZAS SĄDU OSTATECZNEGO KAŻDY Z NAS GDY SPOTKA JEDNEGO Z NICH POWIE MU: CZOŁEM BRACIE POLAKU. Napisał: Kpt. (Emeritus) Zbigniew W. Gamski Chairman Fundacji imienia Inżyniera Witolda Zglenickiego (Polskiego Nobla)
  11. Odezwa żołnierzy Armii Czerwonej wzywająca robotników i żołnierzy polskich do ataku, wydana w Mińsku, lipiec 1920r. w okresie wojny polsko-bolszewickiej. /Z konieczności - mało pikseli ale chyba da się rozczytać/.
  12. Szkice słupów granicznych przygotowanych przez Rosjan dla siebie i z rozpędu ( za friko) także dla kolegów Niemców. Proponowane przez Rosjan do wstawienia na wspólnej granicy niemiecko-radzieckiej w 1939r. /dostałem to od kolegi - pochodzi chyba ze Żródła.pl"/
  13. KL Warschau Z sędzią Marią Trzcińską rozmawia Jarosław Szarek Mimo upływu ponad pół wieku nie została jeszcze utrwalona pamięć o pomordowanych 200 tys. Polaków w niemieckim obozie koncentracyjnym w Warszawie, a wielu neguje nawet jego istnienie. Przeprowadzone przez Panią śledztwo w latach 1973-1994 pozwoliło zebrać poważny materiał dowodowy w tej sprawie. W jakim celu hitlerowcy założyli obóz koncentracyjny w samym centrum stolicy Polski? Maria Trzcińska: Założenie obozu koncentracyjnego w Warszawie nie było dziełem przypadku. 6 lutego 1940 roku przedłożono generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi plan urbanistów z Würzburga, zwany planem Pabsta", przewidujący in fine zlikwidowanie Warszawy jako stolicy Polski i zbudowanie na jej miejscu owego niemieckiego miasta Warszawy". Himmler w rozkazie z 16 lutego 1943 roku, dotyczącym dalszej rozbudowy obozu koncentracyjnego w Warszawie, korespondującym z powyższym planem Pabsta", polecał: ałożenie obozu koncentracyjnego jest konieczne, gdyż inaczej nigdy nie spacyfikujemy Warszawy". - Kiedy zatem powstał obóz KL Warschau i czy można odtworzyć jego strukturę? - Obóz koncentracyjny w Warszawie założony został na podstawie trzech rozkazów Himmlera: z 9 października 1942 roku, 16 lutego 1943 oraz 11 czerwca 1943. Działał przez dwa lata - pomiędzy główną likwidacją getta warszawskiego a Powstaniem Warszawskim, tj. od 1942 do 1944 roku. W dniach od 28 do 31 lipca 1944 roku został ewakuowany do obozów koncentracyjnych w Dachau, Ravensbrück i Gross-Rosen. Ze zdjęć lotniczych przekazanych przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, odczytanych w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii, udało się odtworzyć strukturę obozu. KL Warschau był kompleksem złożonym z pięciu lagrów rozlokowanych w pięciu dzielnicach Warszawy: na osiedlu Koło w forcie Bema (jeden lager), w Warszawie Zachodniej za dworcem PKP (dwa lagry, przy ulicy Bema i Skalmierzyckiej) oraz na terenie zlikwidowanego getta (dwa lagry przy ul. Gęsiej i Bonifraterskiej). Wszystkie lagry połączone były wewnętrzną bocznicą kolejową, podłączoną do torów ogólnych na odcinku Warszawa Zachodnia - Warszawa Gdańska, tworząc zwarty kompleks pod jedną komendanturą. Do zespołu obozu koncentracyjnego w byłym getcie wchodziły ponadto: przedwojenne więzienie wojskowe przy ul. Gęsiej, róg Zamenhoffa; więzienie Pawiak przy ul. Dzielnej włączone do KL Warschau rozkazem Himmlera z 11 czerwca 1943 roku oraz podobóz dla Żydów między ulicami Nowolipki i Nowolipie. W części dawnego więzienia wojskowego działał okresowo tzw. wychowawczy obóz pracy policji bezpieczeństwa. Przenoszono do niego więźniów z Pawiaka i zatrudniano m.in. na terenie obozu koncentracyjnego. Jesienią 1943 roku przeniesiony został na ulicę Litewską, a jego zabudowania i pomieszczenia w całości przejął KL Warschau. - Jaki obszar zajmował obóz i ilu więźniów w nim przebywało? - Zajmował on powierzchnię ok. 120 hektarów, na których zbudowano 119 baraków dla więźniów. Z raportu Delegatury Rządu z 3 grudnia 1942 roku wynika, że obóz przeznaczony był dla Polaków i miał pomieścić jednorazowo 40 tys. więźniów. Podobną liczbę podał księgowy kuchni obozu warszawskiego M. Fleischer, urzędnik niemiecki przesłuchany przez Amerykanów w Dachau, 4 października 1945 roku. Nie zdołano ustalić, ilu więźniów ogółem przeszło przez KL Warschau z powodu ogromnej ilości transportów nie rejestrowanych przez ruch oporu. - Jaki był los więźniów KL Warschau? - O losach więźniów decydowali głównie szef warszawskiego gestapo, Ludwig Hahn oraz dowódca policji i SS w Warszawie, w ostatnim okresie był nim Otto Paul Geibl, w którego siedzibie na rozkaz Hessa urzędował komendant obozu. Geibl na procesie przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie, 25 maja 1954 roku zeznał, że w Generalnej Guberni ginęło na dobę przeciętnie 40 Niemców. W odwecie hitlerowcy tracili 10-krotną liczbę Polaków w Warszawie, czyli 400 na dobę. Eksterminacja na taką skalę nie mogła być realizowana tylko przez egzekucje uliczne. Wymagała rozwiązań systemowych, urządzeń masowej zagłady. KL Warschau takie urządzenia posiadał, były nimi komory gazowe i krematoria. Komory gazowe Niemcy urządzili w zaadaptowanym, przedwojennym tunelu w ciągu ulicy Bema w Warszawie Zachodniej. Krematoria zbudowano w lagrze w byłym getcie, nazywanym przez warszawian, Gęsiówką. Tam też znajdowały się magazyny z gazem. Świadek Andrzej Janusz D. zeznał 16 lutego 1989 roku na ten temat: wiosną 1946 roku chodziłem z kolegą po terenie byłej Gęsiówki. W więzieniu przy ul. Gęsiej wiedzieliśmy 20 lub ponad 20 cel wymalowanych olejną farbą na brudnoburaczkowy kolor kojarzący się z krwią (...) Za budynkiem więzienia, jakby na dziedzińcu, stał budynek z kominem, który - według mnie był krematorium. Przy nim był zespół pomieszczeń. W jednym z tych pomieszczeń zobaczyliśmy puszki, które były puszkami z gazem. Puszek tych na Gęsiówce widzieliśmy tysiące". Dwie komory w tunelu w Warszawie Zachodniej, zajmujące ok. 630 m kw. dawały Niemcom warunki do zabijania nawet po kilkaset osób jednorazowo. - W jaki sposób oprawcy pozbywali się tak wielu zwłok mordowanych więźniów? - Ciała ludzi zagazowanych i rozstrzelanych zwożono ze wszystkich miejsc i spalano w znajdującym się na terenie lagru Gęsiówka krematorium. Z uwagi na to, że miało ono pojemność na 200 zwłok, a tracono w ciągu doby 400, uzupełniająco spalano zwłoki na stosach drewna w wyludnionych podworcach dawnego getta przy ul. Nowolipki 25-31, Nowolipie 32-36 oraz na dawnym boisku Skry", naprzeciwko obozu przy ul. Okopowej. Nadto na cele kremacji zaadaptowano pomieszczenie w pożydowskiej fabryce przy ul. Smoczej oraz w dawnym więzieniu wojskowym od strony Zamenhoffa 19. W 1944 roku zbudowano dwa nowe krematoria, w tym jedno elektryczne. Spalaniem zwłok zajmowało się specjalne komando obozowe. Komisja międzyresortowa przeprowadzająca po wojnie ekshumacje porównała ten badany w KL Warschau do rzeczywistości obozu w Treblince. Mordując po 400 osób na dobę, hitlerowcy zlikwidowali w ciągu dwóch lat funkcjonowania obozu co najmniej 200 tys. mieszkańców Warszawy. Obok Polaków, w warszawskim obozie poniosło też śmierć kilka tysięcy osób innych narodowości: Żydów, Cyganów, Białorusinów, Greków, Węgrów oraz 150 włoskich oficerów. - Czy wybuch Powstania Warszawskiego położył kres istnieniu obozu? - Po ewakuacji obozu w ostatnich dniach lipca 1944 roku, w tunelu w Warszawie Zachodniej mordowano jeszcze ludność powstańczej Warszawy. Trwało to do 8 sierpnia, kiedy to, na interwencję Rządu Polskiego w Londynie, przybyła do stolicy Komisja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Wówczas mordów w tunelu zaprzestano. Natomiast lagry w byłym getcie wyzwolili żołnierze Armii Krajowej Batalionu ośka". Należy tu uzupełnić, że Niemcy, obawiając się połączenia więźniów z powstańcami, przed wybuchem Powstania ewakuowali obóz zgodnie z rozkazem dowódcy policji i bezpieczeństwa w rządzie GG Wilhelma Koppa. Przed ewakuacją większość więźniów polskich zagazowano. Pozostały ich nieliczne grupy, które ewakuowano do wymienionych już obozów. - W czasie II wojny światowej Warszawa straciła 800 tys. mieszkańców (500 tys. Polaków i 300 tys. Żydów). Jak wykazało przeprowadzone przez Panią śledztwo, 1/4 tych globalnych strat zamordowano w KL Warschau... - Śledztwo dało odpowiedź, gdzie podziało się 200 tys. mieszkańców Warszawy, których nie mogły doliczyć się powojenne spisy ludności. Dało też odpowiedź, gdzie się podziewały znikające bez śladu ransporty niewiadome", warszawian z łapanek i obław. Dzisiaj wiemy, że miejscem ich kaźni był właśnie KL Warschau. - Śledztwo w sprawie tego obozu było już wstępnie prowadzone w 1945 roku, lecz od razu zostało przerwane, gdyż w obiektach obozu zorganizowano obóz pracy NKWD. Śledztwo wznowione przez Panią po 30 latach też było przerywane i utrudniane, ale ostatecznie udało się je zakończyć. Materiały dowodowe zostały też przekazane prokuraturze niemieckiej w Monachium, która prowadziła w tej sprawie własne śledztwo na terenie Niemiec. Nadszedł chyba czas na upamiętnienie ofiar KL Warschau? - Samorzutnie powstał Komitet Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau. Na jego wniosek, dzięki pomocy Prymasa Polski ks. kard. Józefa Glempa, Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił kamień węgielny pod pomnik ofiar tego obozu. Sejm RP w podjętej 27 lipca 2001 roku Uchwale w sprawie upamiętnienia ofiar KL Warschau" oddał im hołd oraz wezwał do wzniesienia pomnika. Uchwała została przyjęta przez aklamację. Poseł ziemi śląskiej, Tomasz Wójcik wystąpił z dramatycznym apelem w tej sprawie: powstaje więc pytanie, dlaczego hitlerowski KL Warschau, którego celem była eksterminacja stolicy nie został do dziś upamiętniony jako jeden z obozów koncentracyjnych na terenie Polski. Stan ten musi budzić niepokój i bije na alarm. Doszło bowiem do tego, że hitlerowcy dla wymazania Warszawy z mapy Europy założyli obóz koncentracyjny, a my zamiast przekazania i utrwalenia tego faktu dla historii uczyniliśmy z tej bezprecedensowej zbrodni na narodzie polskim największą białą plamę w Europie. Niech sumienie i otrzeźwienie przywoła do bezzwłocznego działania odpowiedzialnych za tę sprawę, której już dłużej odkładać się nie da. Apeluję do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Instytutu Pamięci Narodowej oraz prezydenta miasta Warszawy o dokonanie jeszcze w tym roku upamiętnienia ofiar martyrologii stolicy wyrządzonej przez KL Warschau". /oryginalny tekst - wywiad z Sędzią Marią Trzcińską/
×
×
  • Create New...

Important Information