Jump to content

Mozets

Forum members
  • Content Count

    367
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral
  1. Dawno tu nie zaglądałem. Mam uwagę do smugaczy amunicji ppanc 76mm. W roku 1977 byłem kierownikiem pracowni przygotowania amunicji w jednym z Ośrodków Badań Uzbrojenia Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce . Pracownicy rozbrajali właśnie amunicję ppanc ze smugaczem. Utylizacja i niszczenie zapalników z MW. Wytapianie parą wodną przegrzaną MW. Smugacz wolno było usuwać z części dennej tylko mosiężnym beziskrowym skrobakiem. Nowo przyjęty pracownik wbrew wyraźnemu zakazowi i nie dopuszczony do prac szczególnie niebezpiecznych samowolnie użył do tego śrubokrętu. Smugacz zapalił sie i zaczął latać po pracowni , na której zgromadzona była duża ilość amunicji i prochu do badań 100 mm armaty czołgowej na dbk. Przytomny brygadzista przydeptał smugacz butem a inny pracownik gaśnicą pianową obniżał temperaturę palenia. To oczywiście nie gasiło smugacza bo ugasic się go nie da. Ale ratowało but od przepalenia podeszwy. Natomiast w ułamku sekundy kiedy smugacz opuszczał tuleję płomień wypalił wnętrze dłoni pracownika aż do ścięgien . Widziałem je - były białe jak śnieg . Został odwieziony do szpitala. Do dzisiaj ma niesprawną rękę prawą - przykurcz ścięgien i skóry wnętrza dłoni. Zamoknięty smugacz możliwe, że nie zapali się od potarcia przy próbie demontażu.
  2. Niektórzy pytają ( w tym temacie ) o szczegóły działania pocisku kumulacyjnego na pancerzu. Mogę powiedzieć co widziałem na własne oczy. Na Oficerskiej Szkole Uzbrojenia w Olsztynie widziałem fragmenty wyciętych bloków pancerza po zadziałaniu w/w pocisków. Wyglądało to od strony wlotu jak niewielki ( wytopiony) lejek i dalej kanał przebiegał nieregularnie aż do wnętrza pancerza zmniejszając średnicę. Cały kanał był wytopiony" jak w maśle i przebiegał dość krętą drogą. Tak,że nie można było zaobserwować światła" kanału. W części środkowej kanał miał średnicę mniejszą od małego palca ręki. Oficerowie - wykładowcy - tłumaczyli efekt kumulacyjny jako przetapianie pancerza" strugą rożarzonych gazów ładunku wybuchowego o ogromnej energii, skumulowanych precyzyjnie na punkcie pancerza. Efekt soczewki" uzyskiwany jest za pomocą właśnie wkładki kumulacyjnej o kształcie stożka z czystej miedzi elektrolitycznej. Stopiona miedź jako pierwsza przenika przez pancerz i wpada do wnętrza czołgu. Wewnątrz pojazdu wzrasta gwałtownie ciśnienie, jeśli pamiętam to do około paru tysięcy atmosfer. Wszystkie organy wewnętrzne załogi - płuca, uszy, tkanki miękkie zostają zniszczone w ułamku sekundy. (Tak jakbyście zostali napompowani ogromną sprężarką) . Załoga nie cierpi. Nie wie nawet co się stało - bo już jest błyskawicznie na łonie Abrahama. A dalej to już jak piszecie - pożar wewnątrz pudła i co za tym idzie. Podobny ( choć mniejszy efekt) jest podobno po wybuchu ładunku paliwowo-powietrznego - jeśli chodzi o zniszczenie narządów wewnętrznych miękkich osób znajdujących się wew. pomieszczenia w którym wybucha ładunek.
  3. Ktoś wspomina o uruchamianiu zimnych silników czołgowych w niskich temperaturach. (Około 0 i minus). W silnikach sowieckich czołgów. Nie wiem jak T-34 - nie znam go, ale czołgi ciężkie jak ISU - miały podgrzewacz układu chłodzenia silnika ( podgrzewacz cieczy chłodzącej) pracujący na olej napędowy. Podgrzewacz ten podgrzewał dość szybko sam silnik jak i przedział bojowy . To było b.proste urządzenie pracujące jak silnik pulsacyjny ( takie puf,puf). ( Podobny był w autobusach). Wylot spalin poprzez luk pod pudło podwozia. Przedział bojowy - nadmuch ciepłego powietrza poprzez wymiennik z układu podgrzewania.
  4. Cytuję mgieta: ///tam drzwi wywalone, szyby powybijane zaczyna sie typowa polska degradacja./// *********************** Widzisz przed wojną te wszystkie pałacyki, dworki, miały swoich właścicieli, którzy o nie dbali . Zachwycały pięknem Po wojnie przejęły to PGRY-y, zjednoczenia przemysłu, zarządy ZMS-u ( nie wymieniam dalej). Były tam szkoły rolnicze , magazyny, biura GS-owskie. Nikt nie dbał o utrzymanie stanu - a wszystko co było cenne zostało rozkradzione przez „wyzwolicieli” i miejscową ludność. Nowi właściciele" traktowali to jak łup wojenny i sprawiedliwość dziejową. I wszelkie pamiątki po dawnych właścicielach - których nie dało się spieniężyć - były niszczone z premedytacją. Przypominały - kto był panem. I PANAMI zostali sołtysi, sekretarze PPR-u, sklepowe, przewodniczący ZMP, (ZMS, ZMW) , naczelnicy. Pałace i dworki tylko użytkowano, zatykając niezbędne dziury w dachu. Niszcząc otoczenie, parki i drzewostan. Młodzież tam urzedująca także nie miała nawyków do pańskiego obchodzenia się z pięknymi często elementami wystroju. Bo skąd - pochodziła z gminu - a ten tego nie rozumiał. Nie był „naucuny”. Żołnierze sowieccy w majątku Sapiehów załatwiali się na środku salonów , palili tam także ogniska. A do pojenia koni używali cynowych wewnętrznych trumien z grobowców Sapiehów. Kości Sapiehów , które setki lat spoczywały w spokoju – wyrzucone z trumien, walały się po majdanie i wśród końskich odchodów. Dziś nic się nie zmieniło. Przecież obyczaje ziemiańskie nie wróciły. Dzieci , które wyrosły w tych PGR-ach skończyły studyja, ale ie czują bluesa", bo skąd mają szanować np. dorobek kultury ziemiańskiej. Czuli, że to nie było ich i dzisiaj traktuja to jak wykorzystaną dziewkę. Jak zbrzydła – nikt nie ma na nią ochoty. Dziś ich wnukowie poszukują winnych tej polskiej" degrengolady – chętnie obarczyli by za to byłych przedwojennych właścicieli- ale ich przecież nie ma . Większość z nich leży w śniegach tajgi i Syberii. , lesie katyńskim, piwnicach i lochach po UB i NKWD , śmietnikach i bezimiennych dołach na bagnach i po lasach. Reszta rozgoniona została po całym świecie. Część z nich ( jak mój ojciec) pisała w życiorysach po wojnie – „pochodzenie robotnicze” – by przeżyć. I brała się za zajęcia nie rzucajace się w oczy. Proste i pospolite – ale wielkiego wyboru nie było. Nowa „elyta” – musiała mieć swoja przestrzeń życiową. Książę Czartoryski pracował jako stróż i ogrodnik we własnym pałacu. Choć nazwisko zawsze było podejrzane. I niebłagorodne. To nie polska degrengolada. To bizantyńsko-stepowa , bolszewicka „kultura” doprowadziła do takich zniszczeń w mentalności społeczeństwa – które pozbawiono intelektualnej nadbudowy (głowy). To co zostało – konsumuje resztki po minionej cywilizacji. TO SE NE VRATI, mówią Czesi. I nie ma szacunku do przeszłości. Czy nie można uporządkować praw własności – skoro „lud” wypiął się na resztki po dawnych antenatach . Można – ale nie ma woli politycznej. Bo inne są plany zagospodarowania folwarku pod nazwą ( jeszcze) Polska. A jak się już wszystko zaorze i sprowadzi nowych właścicieli – wtedy nastanie nowy ład. Tzw. „szczastie i dobrobyt”. Zapowiadane od 1939 przez komandirów i politrukowoditieli. Więc spokojnie. Nie szukajmy „narodowych” wad w narodzie , który zmienił oblicze. Temat „polskich wad narodowych” jest bardzo stary ale w mediach elektronicznych na dobre zagościł około 20 lat temu. Ten smętny motyw był jednym z popularniejszych jakimi ważniacy karmili klakierów. Bywało, że ktoś wyjechał na Zachód i nagle odkrywał, że się boi polskich wad, chociaż nie był w stanie zdefiniować tego pojęcia.Wymieniano obżarstwo jako „polską wadę”, jakby Polska była wyspą grubasów na tle zdrowej, szczupłej Europy. Wymieniano lenistwo - nie wiem na jakiej podstawie, kłótliwość (myślę, że w większym stopniu występuje na południu kontynentu) i naturalnie używano takich słów jak zacofanie, wstecznictwo i ciemnota – wyrazów, które istnieją nie po to, by opisać rzeczywistość, tylko po to, aby ktoś kogoś mógł obrażać (podobnie jak używane w innych kontekstach wyrazy: czarnuch, konował, burżuj, żabojad).Wad narodowych nie ma. Narodowe mogą być symbole, reprezentacja, dochód narodowy albo Tatrzański Park Narodowy. Mamy też Teatr Narodowy, Operę Narodową, Filharmonię Narodową, Muzeum Narodowe, epopeję narodową i mniejszości narodowe. Istniała kiedyś Narodowa Demokracja i Fundusz Obrony Narodowej (przed wojną), Narodowe Siły Zbrojne (w czasie wojny), a Narodowy Bank Polski istnieje (jeszcze podobno) . Od czasu do czasu zbiera się Zgromadzenie Narodowe pochodzące z wyborów powszechnych albo Wielka Loża Narodowa Polski, która wybrała się sama. Od paru lat mamy też Narodowy Fundusz Zdrowia, a niedługo powstanie Stadion Narodowy. A wady są wyłącznie międzynarodowe, nie narodowe, uniwersalne, nie unikalne, ludzkie, nie polskie. Możemy powiedzieć natomiast - „Boję się uniwersalnych, międzynarodowych, ludzkich wad występujących między innymi na terenie Polski. Wady nie stanowią części folkloru, tradycji, ani historii żadnego narodu, dlatego też z narodowością nie mają nic wspólnego. Nie są też dziedziczne, dlatego nie mają nic wspólnego z rasą. Wady ludzkie są indywidualne. To samo się tyczy zalet. To że w danej społeczności jest więcej ludzi posiadających określone wady, lub zalety nie zależy od ich narodowości. Często występuje niechęć do wszystkiego co polskie i cielęcy zachwyt zagranicznym" blichtrem. Bez kompleksów, wśród Polaków spotyka się te same ludzkie przywary co i u innych narodów.
  5. Oddać prawowitym właścicielom - czyli potomkom niemieckich rodów?. Czy zechcą wziąć? To pytanie. A może jednak? Może byłoby to precedensem ,że i polscy właściciele mogliby co nieco odzyskać. Oczywiście same pałace - ogrodzone siatką w odl. 2 metry od obrysu ścian. Bo parku z dawnym ogrodzeniem przyległego do pałacu - to już nikt na pewno im nie odda. Może ci zza Buga - co zostawili tam pałace - wezmą jako rekompensatę?. Ale oni także się chyba nie liczą. Co z tym fantem zrobić?. Tylko duże trzęsienie ziemi jest w stanie wspaniale załatwić sprawę.
  6. Molke napisał: ///Posiadam album zdjecia lotnicze wroclawia 1947 i naprawde jestem zadowolony. 2 lata po wojnie a ulice wygladaja jak plastry miodu a na malo ktorym budynku widac dachy/// ***************** 2 lata po wojnie to jeszcze nic. Mieszkałem w Arnswalde (Choszczno) w latach 1968-1975. Gdy przyjechałem do tego miasteczka - na potężnej świątyni gotyckiej nie było wieży w wys. ok. 1/3 od szczytu.( zerwana w czasie ciężkich walk o miasto i garnizon). Rosły tam brzozy i inne drzewa. Nawet wykorzystywaliśmy jedną z nich - jako wytycznik kierunku - przy pomiarach geodezyjnych. Remont wieży i świątyni zaczęto dopiero po 1970 roku ( wtedy zapadły pomiędzy PRL i Niemcami uzgodnienia co do losów tych ziem). I to wyjaśnia sprawę , dlaczego na terenach byłej Rzeszy na wschód od Odry - nie robiono prawie nic. Nie budowano, nie remontowano. Infrastruktura była tylko utrzymywana". Bo nie wiadomo było , czy pieniądze władowane w remonty i renowacje - nie odpłyną z powrotem do Niemiec ( wraz z terenami). Mój kolega kupił skrawek ziemi nad jeziorem - wystawały spod murawy resztki cegieł. Wybudował dom . Dzisiaj przyjeżdża tam jeden obywatel UE i twierdzi,że los jego domu nie jest taki pewny - bo jego dziadek przed II WW tam mieszkał.
  7. ISU-152-K przerobione na wyrzutnię 8U218 rakiet 8K-11. To rok 1973, cykl tzw. z marszu" - rozkaz startu zastał obsługę na polnej drodze, więc zaczynają przygotowania do startu. Z prawej oficer startowy biegnie do lewych drzwi wyrzutni po śruby wiatrowe" wkręcane w stateczniki rakiety na stole startowym, by wiatr nie przewrócił rakiety przed startem.
  8. Na marginesie dyskusji ambulu" (Tomasza Szczerbickiego) i Klemensa Forela. ******************************** Istotnie czasy tak nam spsiały", że zachowania autorów przypominają grę w 3 karty. A nie honorowe i zgodne z prawem autorskim ( i zwykłą ludzką przyzwoitością ) zachowania. Młodzi ludzie są już nauczeni do nieprzestrzegania żadnych zasad. Jeśli uda się im coś urwać ze zdobyczy - to uważają to za swoje święte prawo. Ale i my - ludzie starej daty, ludzie honoru, ludzie uparcie wierzący w system zasad - bezwiednie lub mimowolnie - oddajemy im przysługi w sposób nierozumny. Ja również kiedyś w dobrej wierze udostępniłem jednemu b.b.młodemu socjologowi materiały do pracy naukowej. Były to zdjęcia historyczne ( niektóre stuletnie) z albumów rodzinnych. Zrobiłem to bezinteresownie. By materiał służył dobrej sprawie. I nauce. Szybko zobaczyłem moje " zdjęcia na portalach ze starymi pocztówkami i aukowiec" oczywiście nie podawał żródła pochodzenia materiałów. A nawet przechwalał się jak to ciekawy materiał zamieszcza. Są to zachowania zwykłych smarkaczy i cwaniaczków, których w rodzinie nie nauczono dobrych zasad. Dlatego jeśli już komuś dajemy materiał - róbmy na zdjęciu (materiale) nadruk autora . Kaleczy to oczywiście materiał - ale chyba nie ma innego wyjścia. Innemu młodziakowi na parkingu pożyczyłem łopatę do śniegu. A jakże, odkopał swój bolid (eemwicę"....) rzucił łopatę w śnieg i ujechał z rykiem silnika. Bo zanikły już stare dobre metody - kiedy smarkaczom nakręcało się ucho i nie pozwalało się na lekceważenie starszych. I to se e vrati". Jednak nie bądźmy naiwni i gdzie sie tylko da- uczmy młodych rozumu. ( Przez nogi).
  9. Cytuję RPS: /// Nie było festung Stalowa Wola". Było miasto i STAHLWERKE BRAUNSCHWEIG G.m.b.H WERK STALOWA WOLA produkująca uzbrojenie. Jako ważny obiekt wymagała ochrony przed nalotami ......... dzielnica niemiecka przy ówczesnej Goethestrasse (dzisiaj Narutowicza)./// ******************************************** Mam zdjęcie tejże podstawy pod uzbrojenie plot , która stała jeszcze do lat 70-tych przy obecnej ulicy K.Wyszyńskiego - dawniej Obrońców Stalingradu. Od wspomnianych przez RPS bloków dzielnicy tzw. dyrektorskiej ( urzędniczej) było to około 200m. Jeśli uda mi się zmienić format na JPG - zamieszczę. Jest na niej widoczny blok nr 19. Którego w czasie IIWW nie było. Istniała cała sieć tych cokołów , które otaczały miasto i Hutę w sporej odległości od ich granic. Istotnie obrona plot była pomyślana jako obrona Zakładów Południowych ( tak się wtedy nazywała HSW) i OZETU ( zakładów energetycznych - Elektrowni. ) I tutaj mam wiele sprzecznych informacji. 20 lat wcześniej nieżyjący już obecnie pracownicy ówczesnych ZP mówili mi,że te stanowiska plot istniały jeszcze przed wybuchem wojny. I że były przygotowane pod podwójnie sprzężone 20mm karabiny (działka dzisiaj - nomenklaturowo) największego kalibru. (Dzisiaj mówimy - wielkokalibrowe). I znowu sprzeczne dane . Mówiono mi o: -20 mm nkm wz.38 FK A -13,2 mm najcięższy karabin maszynowy Hotchkiss wz. 30 -a nawet 20 mm Oerlikon Już nie mówię o 40mm Boforsie. Nikt z nich jednak nie mówił o armacie 75 mm Schneidera. Podobno lotnisko Okęcie było także wyposażone w baterie 20 mmm nkm. Na takich samych betonowych stendach. Co Niemcy montowali na nich także nie wiem. Nie mogę dotrzeć do żadnej dokumentacji zdjęciowej czy planów obrony plot ZP z tego okresu. Że takie istnieją ( -ły) - jest pewne. Tylko gdzie i kto ma do nich dostęp.
  10. Radzę zarejestrować się na portalu Jewish-gen 1920 rok. Są tam szczegółowe wykazy ludności w miejscowościach kresowych. Dotyczą one równie dokładnie ludności starozakonnej jak i pozostałej. Szczególnie cenne są informacje z nazwiskami i profesjami tych osób. Dokładnie opisani są właściciele ziemscy , wyszczególnienie nazw majątków i ich wielkości , czym się zajmowali. Ja znalazłem tam swoich krewnych m.innymi Wandę z Liceum Krzemienieckiego, Wacława z majątków Chiczawka, Sudobicze, Kamienica , Werba. Niestety nie przeżyli 43 roku. Wiele informacji ( na ich temat) uzyskałem od uciekinierów z Krzemieńca - który jeszcze ( staruszkowie ponad 80 lat) żyją w Vermont (USA). Propopnuję również zamieścić swoje dane na portalu Gen-pol. Właśnie poprzez ten portal odezwali się do mnie wspomniani państwo Żelichowscy z Vermont. Oraz boczna linia mojego rodu , której seniorem był Ewaryst ( profesor politechniki w Oslo w czasie wojny) a później dyrektor szkół w Chełmie. (Obecnie zespół szkół - tamże, jest jego imienia.)
  11. Ktoś pisał o tym zdjęciu.
  12. Czarni Polacy Chciałbym podzielić się z Państwem niezwykle ciekawą i kompletnie nieznaną częścią historji naszej dalekiej Ojczyzny. Na strychu domu w Wejherowie, o dźwięcznej nazwie Villa Muzica, należącej do rodziny Wacława Katarzyńskiego, którego Brat Antoni, bohater wojny z Sowietami i który ducha Bogu oddał w walce o Ojczyznę w 1920 – tym roku, znaleziono karton ze zdjęciami, należącymi do tegoż Antoniego, a do którego to kartonu nie zaglądano przez, bez mała 80 lat. Otworzył go przypadkiem Zbigniew Okuniewski, historyk z zamiłowania, a jak zobaczył co jest w środku to własnym oczom nie wierzył. Na zdjęciu między oficerami 12 Lotniczej Eskadry Wywiadowczej, w której świeć Panie nad jego duszą, Antoni Katarzyński służył i na zdjęciu figurował, zobaczył MURZYNA. A na innym zdjęciu jeszcze jednego. W sumie dwóch murzynów w Polskim Lotnictwie Wojskowym w 1920 roku w Wojnie Polsko – Sowieckiej? Jak świat światem, powszechnie wiadomo że my Polacy laliśmy się o wolność i niepodleglość wielu krajów, ale żeby ktoś walczył o naszą, i do tego murzyn – to się w głowie naszego historyka - habbysty nie mieściło. A że bakcyla historji złapał dawno, i dzieje ojczyste ukochał, postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się dlaczego tam na zdjęciach są i co w Polsce w tym czasie robili. Zaangażowano Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum Historii Lotnictwa w Krakowie i fiasco. Nikt nigdy o murzynach w Polskim wojsku nie słyszał. Znana jest co prawda, i to nieźle, historia 12 Eskadry, znane są wszystkie nazwiska służących w niej pilotów i żołnierzy służby naziemnej, ale są to nazwiska Polskie. Wiadomo również, że w Armii Polskiej i Lotnictwie służyli obcokrajowcy, znane są ich nazwiska i postacie, ale żadna z nich nie jest odziana w czarną skórę. Wszyscy wiedzą, że była Wojna Polsko – Sowiecka w 1920-tym roku. Młodzi, czyli tacy jak ja, w szkołach za dużo o niej nie słyszeli. Starzy, to pewnie już nie za bardzo pamiętają, a i niewielu już ich na tym padole zostało. A więc; była wojna Polsko-Sowiecka. Młody dopiero co odrodzony po latach zaborów kraj, przywrocóny do życia mocą Traktatu Wersalskiego zdecydował przyłączyć się do Krucjaty przeciw Komunizmowi. Za namową i aprobata zresztą, Zachodniego, Wolnego Świata. I znowu Polak zaczął, jak nieraz w naszej historii bywało, przelewać krew w interesie innych, niezbyt palących się do pomocy, a chętnych do znalezienia kogoś służącego do wyciągania, jak mówi przysłowie “kasztanów z pieca cudzymi rękami”. W odpowiedzi na antyrewolucyjne zakusy naszych polityków rząd Republiki Sowieckiej, wysłał przeciwko Polakom 100 tysięczną Armię Konną pod wodzą Bohatera Rewolucji Październikowej - Marszałka Budionnego. Ruszyli jak burza, ziemię spaloną za sobą zostawiając. Nieliczne oddziały naszych ułanów odpór im stawiały, lecz molocha takiego nie sposób było zatrzymać. Do historii przeszło bohaterstwo Orląt Lwowskich, i złotymi zgłoskami zapisała się epopea “Cudu nad Wisłą”. Polacy walczyli jak….. Polacy, tak jak biliśmy się przez wieki z każdym kto rękę na wolność naszego Kraju i Narodu podnieść próbował. I nie tylko. Biliśmy się pod Somosierrą, pod Wiedniem, pod Warną (Bułgaria – Władysław Warneńczyk), biliśmy się o wolność Stanów Zjednoczonych, Meksyku pod Benito Juarezem, a nawet Haiti, co zresztą jest malutkim, niewiele znaczącym i prawie nieznanym elementen historji naszych wojaczek. Oczywiście złotymi zgłoskami zapisaliśmy się pod Monte Cassino. Tam gdzie nie dali rady, Amerykanie, Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy – myśmy poradzili. Opowiadał mi jeden z moich krewniaków że, a każdy z nich jak pamięcią sięgam, włącznie ze mną, na swoim grzbiecie mundur nosił, czy to niemiecki, rosyjski, austryjacki, a nawet i Legii Cudzoziemskiej. Gdy Nasi szli pod Monte do ostatniego ataku na bagnety, wiedząc że Hitlerowcy nie mają już amunicji, opróżniali magazynki swoich karabinów żeby dać im równe szanse i czuć niemieckie ścierwo na ostrzach swoich bagnetów. Prawda to, czy do legend włożyć ale pokażcie mi inny naród, który by to potrafił?? Oprócz fantazji i brawury nigdy nie grzeszyliśmy wielką dyscypliną. Jestem przekonany że gdyby pod Gallipoli, w Turcji (WWI) byli Polacy, to zamiast jak Australijczycy, iść na rzeź, paru naszych by zawróciło i palnęło w łeb brytyjskiemu generałowi, którego to kretynizm i brak rozpoznania środków walki, za masakrę Australijczyków były odpowiedzialne. (Aby dać świadectwo prawdzie rząd brytyjski w pewnym momencie planował wycofanie z frontu i internowanie całej Armii Polskiej pod wodzą generała Andersa, gdyż w momencie rozpoczęcia „flirtu” ze Stalinem, nie był pewien jej lojalności. Nie wykluczone ze gdyby tak się stało, mieszkańcy Albionu mówiliby dziś piekną polszczyzną). Pewien Rodak, dowódca oddziału rozpoznawczego walczący pod Monte Cassino, rzekł razu pewnego “dla wygrania wojny ważniejszy jest mądry żołnierz niż głupi generał”. Tego samego zdania był zresztą Napoleon Bonaparte, wieki wcześniej twierdząc “ There is no such thing like bad regiments – just bad generals”. Twierdził on, że każdy nawet najprostszy żołnierz nosi w plecaku buławę marszałkowską. Znaczyło to że nie urodzenie i koneksje rodzinne ale bohaterstwo i znajomość wojennego rzemiosła, awanse w armii “Małego” (bo był mizernego wzrostu) Cesarza dawały. I zapisał się na kartach historii. Jedno jest pewne, że żaden inny naród nie przelał tyle krwi w obronie cudzych interesów co Polacy. No, ale wracając do wojny w 1920 - tym, Armia nasza była biedna, źle wyposażona i będąca zlepkiem pozostałości po zaborcach. Stosunkowo najlepiej wyekwipowane były oddziały sformowane we Francji, z resztą było znacznie gorzej. Francuska amunicja nie pasowała do austryjackich karabinów, mundury szyte były z dodatkiem pokrzyw. I tu muszę nadmienić że razu pewnego Nasi poszli do ataku na Moskali w mundurach, a skończyli go w gaciach, bo uniformy jak pokropiło deszczem, się rozlazły i pospadały z grzbietów naszych wojaków. Krótko mówiąc brakowało nam wszystkiego z wyjątkiem DUCHA WALKI. Tego to zawsze było w u nas pod dostatkiem. Jak historia narodu naszego pamięcią sięga. Do krucjaty przeciwko komunizmowi przyłączyło się oprócz Polaków, wielu przedstawicieli różnych nacji, byli Czesi, Brytyjczycy, Węgrzy, Francuzi, Belg i 20 obywateli Stanów Zjednoczonych. Najznaczniejszym, czy najbardziej znanym był zastępca dowódcy eskadry imienia generała Tadeusza Kościuszki, Kapitan Merian C. Cooper, późniejszy aktor, reżyser, producent filmowy, jeden z twórców King Konga, za którego to wraz z animatorem Willisem O’Brian’em otrzymał Oscara. Sam, po raz ostatni, zasiadł w swym filmie za sterami samolotu atakującego King Konga. Kapitan Cooper został zestrzelony z Sowieckiego balonu obserwacyjnego w czasie bitwy pod Równem, dostał się do niewoli, z której po 9-ciu miesiącach zbiegł a gdy się wojna skończyła pracował w Misji Żywnościowej Hoovera w Warszawie, czego pośrednim efektem był syn, później parający się tłumaczeniami literatury angielskiej na polski, (jest prawdopodobne że syn ów, pod pseudonimem literackim Joe Alex, parał się dla chleba literaturą brukową, pisząc powieścidła kryminalne, a dziełem jego życia było tłumaczenie “Ulissesa” Jamesa Joyce’s na polski. (przypisek autora). Amerykańscy piloci latali w 7 Eskadrze Lotnictwa Rozpoznawczego i kilku z nich nigdy do swej ojczyzny za oceanem nie powróciło. Polegli na polu chwały: kapitan pilot A.H. Kelly, kapitan pilot T.V. Callum, porucznik pilot E.A. Graves. Ciekawostką jest że kpt. Cooper trafił do Polski wiedziony sentymentem i przekazywaną z ojca na syna historią przodka kapitana, który był lekarzem wojskowym w Savannah, w czasie Wojny o Niepodległość i leczył z ran odniesionych generała Pułaskiego. Niestety nieskutecznie, generał oddał ducha Bogu i jako jeszcze jeden Polak położył głowę w walce o niepodleglość, innego niż swój własny narodu. Może kapitan czuł się winien że pradziadowi nie udało się wyleczyć generała i dlatego przyjechał do Polski? Nie wiadomo. Generał Pułaski nie został zapomniany, jest Bohaterem Narodowym Ameryki. Do dziś każdego roku obchodzi się Pulaski Day lecz ciekawiło mnie zawsze ilu, tak naprawdę, Amerykanów wie o innych naszych znamienitych Rodakach. Pytając tych których znam, czy wiedzą kto zbudował West Point – dumę Amerykańskiej Armii – nikt nie wiedział (dla naszych młodocianych Rodaków, tak na marginesie przypominam że był to Generał Tadeusz Kościuszko, z zawodu inżynier wojskowy, Naczelny Wódz Insurekcji Kościuszkowskiej (1794), powstania przeciw Moskwie, po upadku którego został aresztowany i wolność odzyskał dopiero po śmierci carycy Katarzyny II-iej, który to wyjechał z Ameryki ratować Starą Ojczyznę w potrzebie, ale i tak znamienicie się swej nowej ojczyźnie Ameryce przysłużył). Ci co pytałem, znali natomiast nazwisko generała Lafayette, który przyjechał z Francji już z tym tytułem (w tych czasach można go było sobie po prostu kupić), w wieku 19-tu lat (SIC!!). Ranga ta mimo młodego wieku została potwierdzona przez Kongres. Lafayette po kilku latach wojaczki dał się zastrzelić, co prawdopodobnie było jego największym wyczynem militarnym. Osobiście mam wątpliwości o przydatności generałów przed 40-tką. Lecz wracając do wojny Polsko-Sowieckiej, nie ma śladu o czarnych lotnikach ani w archiwach, ani we wspomnieniach uczestników. Wszystkie nazwiska, a te są znane, brzmią z Polska. I tu pozwalam sobie wysunąć teorie o prawdzie, której istnieniu przekonałem się niejako na własnej skórze. W 1976 roku miałem przyjemność nakłaść po pysku pewnemu obywatelowi USA, rasy W.A.S.P., który był na tyle nieuprzejmy że opowiedział mi dowcip z gatunku “Polish Jokes”. Nie skończył, a ja wylądowałem w instytucji użyteczności publicznej zwanej powszechnie pod nazwą “jail”, a wykładu o swobodach obywatelskich i konstytucyjnym prawie mówienia co się komu podoba dawał mi czarny jak smoła szeryf, który to zagadał do mnie czyściutką, mimo że niezbyt literacką zalatującą archaizmami polszczyzną. Nie tylko ukręcił łeb całej sprawie ale się ze mną zaprzyjaźnił, zaprosił mnie do własnego domu, a tam zobaczyłem olbrzymią kolekcję płyt, Mazowsza, Pendereckiego, Chopina, masę książek, jednym słowem wszystkiego co inteligentny Polak, kochający kulturę swej Ojczyzny zwykł posiadać. Szokiem dla mnie było że ten czarnoskóry Rodak święcie wierzył że TO JEST JEGO KULTURA!!!!!! Był synem polskiego emigranta z Pitsburgha i matki czarnoskórej, rodem z Haiti o dźwięcznym nazwisku, de domo Kaczmarek (stąd historia o Polskim Korpusie Ekspedycyjnym wysłanym przez Napoleona aby stłumić powstanie na Haiti, pod wodzą czarnego samozwańczego Generała Toussainta, w owym czasie kolonji Francuskiej. Polacy wychowani na ideach wolnościowych i nie pałający już wtedy wielką miłością do Cesarza, do powstania się przyłączyli i wielu z nich już na Haiti zostało. (Do dziś żyje tam sporo czarnych Kowalskich, Kaczmarkow, i im podobnych). Haiti, zresztą zostało niepodległym państwem, zrzucając jarzmo kolonializmu, jako pierwsze w rejonie Karaibów. Stąd wypływa wniosek że ilekroć Polacy, albo uczyli kogoś wojennego rzemiosła, albo sami wojować pomagali, to uczniowie na ogół zwyciężali swoich przeciwników. Najlepszym przykładem jest zwycięstwo Izraela w wojnach Jom Kipur, gdzie sromotnie nalali jak się patrzy, znacznie przewyższającym ich militarnie Syryjczykom i Egipcjanom. No cóż, generał Moshe Dajan swa znajomość wojennego fachu pogłębiał właśnie w Polsce (studiował na Akademii sztabu Generalnego, na zaproszenie Rządu PRL, gdy był lewicujacym politykiem, po zakończeniu swej chlubnej kariery wojskowej), a “Żelazna Dama” Izraela Golda Meir klęła po polsku lepiej niż ja sam. I tu zachodzi w mojej duszy obawa że biedni amerykańscy GI będą jeszcze długo ginęli w Iraku bo myśmy szkolili swojego czasu Libijczyków a ci zapewne ludzi Bin Ladena. Na domiar złego my jesteśmy najlepiej zorientowani w kanonach i strategji partyzantki miejskiej i każdej innej, bo czegoś takiego jak Powstanie Warszawskie nigdzie w historii wojen nie było. A Rosjanie tylko dlatego zatrzymali Niemców pod Moskwą bo ponad 50% ich dostaw wojskowych wylatywało w powietrze za przyczyną polskich partyzantów. Wracając do uprzednio przedstawionej teorii o czarnych Rodakach wierzę że takich jak mój szeryf jest w USA wielu. Polacy z najwcześniejszej emigracji byli w zasadzie synami chłopów, dla których ziemi w Ojczyźnie nie starczyło. Z braku polskich panien żenili się z murzynkami, które wychowane na plantacjach bawełny znały to samo co oni, jak uprawiać ziemię. Urodzone z takich mieszanych małżeństw dzieci od kołyski uczyły się patriotyzmu i umiłowania dalekiej Ojczyzny Ojców i Dziadów. A gdy usłyszeli że Ojczyzna ta jest w potrzebie, po prostu pojechali jej bronić. Może był jeszcze jeden powód. W Polsce wynagrodzono ich szacunkiem, uznaniem i przyjaźnią, nie skąpiono im butelki (vide; fotografia), w ich drugiej ojczyźnie USA osiągnęli to samo w pewnym niewielkim stopniu, dopiero po wojnie wietnamskiej, po marszach protestacyjnych i śmierci złotoustego oratora Martina Luthera Kinga, który wypowiedział wiekopomne słowa: “I have a dream…..” Jego marzenie spełniło się już w Polsce w 1920 tym roku. Czarni Kowalscy, czy Kaczmarkowie być może dlatego również pojechali walczyć za Polskę, bo USA w podzięce za ich wojenne zasługi odpłacało się im pogardą i stryczkiem Ku Klux Klanu. Oni po prostu pojechali do DOMU, DO POLSKI, DO STAREGO KRAJU. I WIERZĘ ŻE KIEDYS TAM U GÓRY, GDY PRZYJDZIE CZAS SĄDU OSTATECZNEGO KAŻDY Z NAS GDY SPOTKA JEDNEGO Z NICH POWIE MU: CZOŁEM BRACIE POLAKU. Napisał: Kpt. (Emeritus) Zbigniew W. Gamski Chairman Fundacji imienia Inżyniera Witolda Zglenickiego (Polskiego Nobla) /zamieszczone za osobistą zgodą na piśmie autora - zgoda w moim posiadaniu/
  13. Następne zdjęcie czarnoskórego Polaka - żołnierza polskiego walczącego o Polskę w 1920 roku.
  14. Czarni Polacy Chciałbym podzielić się z Państwem niezwykle ciekawą i kompletnie nieznaną częścią historji naszej dalekiej Ojczyzny. Na strychu domu w Wejherowie, o dźwięcznej nazwie Villa Muzica, należącej do rodziny Wacława Katarzyńskiego, którego Brat Antoni, bohater wojny z Sowietami i który ducha Bogu oddał w walce o Ojczyznę w 1920 – tym roku, znaleziono karton ze zdjęciami, należącymi do tegoż Antoniego, a do którego to kartonu nie zaglądano przez, bez mała 80 lat. Otworzył go przypadkiem Zbigniew Okuniewski, historyk z zamiłowania, a jak zobaczył co jest w środku to własnym oczom nie wierzył. Na zdjęciu między oficerami 12 Lotniczej Eskadry Wywiadowczej, w której świeć Panie nad jego duszą, Antoni Katarzyński służył i na zdjęciu figurował, zobaczył MURZYNA. A na innym zdjęciu jeszcze jednego. W sumie dwóch murzynów w Polskim Lotnictwie Wojskowym w 1920 roku w Wojnie Polsko – Sowieckiej? Jak świat światem, powszechnie wiadomo że my Polacy laliśmy się o wolność i niepodleglość wielu krajów, ale żeby ktoś walczył o naszą, i do tego murzyn – to się w głowie naszego historyka - habbysty nie mieściło. A że bakcyla historji złapał dawno, i dzieje ojczyste ukochał, postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się dlaczego tam na zdjęciach są i co w Polsce w tym czasie robili. Zaangażowano Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum Historii Lotnictwa w Krakowie i fiasco. Nikt nigdy o murzynach w Polskim wojsku nie słyszał. Znana jest co prawda, i to nieźle, historia 12 Eskadry, znane są wszystkie nazwiska służących w niej pilotów i żołnierzy służby naziemnej, ale są to nazwiska Polskie. Wiadomo również, że w Armii Polskiej i Lotnictwie służyli obcokrajowcy, znane są ich nazwiska i postacie, ale żadna z nich nie jest odziana w czarną skórę. Wszyscy wiedzą, że była Wojna Polsko – Sowiecka w 1920-tym roku. Młodzi, czyli tacy jak ja, w szkołach za dużo o niej nie słyszeli. Starzy, to pewnie już nie za bardzo pamiętają, a i niewielu już ich na tym padole zostało. A więc; była wojna Polsko-Sowiecka. Młody dopiero co odrodzony po latach zaborów kraj, przywrocóny do życia mocą Traktatu Wersalskiego zdecydował przyłączyć się do Krucjaty przeciw Komunizmowi. Za namową i aprobata zresztą, Zachodniego, Wolnego Świata. I znowu Polak zaczął, jak nieraz w naszej historii bywało, przelewać krew w interesie innych, niezbyt palących się do pomocy, a chętnych do znalezienia kogoś służącego do wyciągania, jak mówi przysłowie “kasztanów z pieca cudzymi rękami”. W odpowiedzi na antyrewolucyjne zakusy naszych polityków rząd Republiki Sowieckiej, wysłał przeciwko Polakom 100 tysięczną Armię Konną pod wodzą Bohatera Rewolucji Październikowej - Marszałka Budionnego. Ruszyli jak burza, ziemię spaloną za sobą zostawiając. Nieliczne oddziały naszych ułanów odpór im stawiały, lecz molocha takiego nie sposób było zatrzymać. Do historii przeszło bohaterstwo Orląt Lwowskich, i złotymi zgłoskami zapisała się epopea “Cudu nad Wisłą”. Polacy walczyli jak….. Polacy, tak jak biliśmy się przez wieki z każdym kto rękę na wolność naszego Kraju i Narodu podnieść próbował. Wracając do wojny w 1920 - tym, Armia nasza była biedna, źle wyposażona i będąca zlepkiem pozostałości po zaborcach. Stosunkowo najlepiej wyekwipowane były oddziały sformowane we Francji, z resztą było znacznie gorzej. Francuska amunicja nie pasowała do austryjackich karabinów, mundury szyte były z dodatkiem pokrzyw. I tu muszę nadmienić że razu pewnego Nasi poszli do ataku na Moskali w mundurach, a skończyli go w gaciach, bo uniformy jak pokropiło deszczem, się rozlazły i pospadały z grzbietów naszych wojaków. Krótko mówiąc brakowało nam wszystkiego z wyjątkiem DUCHA WALKI. Tego to zawsze było w u nas pod dostatkiem. Jak historia narodu naszego pamięcią sięga. Do krucjaty przeciwko komunizmowi przyłączyło się oprócz Polaków, wielu przedstawicieli różnych nacji, byli Czesi, Brytyjczycy, Węgrzy, Francuzi, Belg i 20 obywateli Stanów Zjednoczonych. Najznaczniejszym, czy najbardziej znanym był zastępca dowódcy eskadry imienia generała Tadeusza Kościuszki, Kapitan Merian C. Cooper, późniejszy aktor, reżyser, producent filmowy, jeden z twórców King Konga, za którego to wraz z animatorem Willisem O’Brian’em otrzymał Oscara. Sam, po raz ostatni, zasiadł w swym filmie za sterami samolotu atakującego King Konga. Kapitan Cooper został zestrzelony z Sowieckiego balonu obserwacyjnego w czasie bitwy pod Równem, dostał się do niewoli, z której po 9-ciu miesiącach zbiegł a gdy się wojna skończyła pracował w Misji Żywnościowej Hoovera w Warszawie, czego pośrednim efektem był syn, później parający się tłumaczeniami literatury angielskiej na polski, (jest prawdopodobne że syn ów, pod pseudonimem literackim Joe Alex, parał się dla chleba literaturą brukową, pisząc powieścidła kryminalne, a dziełem jego życia było tłumaczenie “Ulissesa” Jamesa Joyce’s na polski. (przypisek autora). Amerykańscy piloci latali w 7 Eskadrze Lotnictwa Rozpoznawczego i kilku z nich nigdy do swej ojczyzny za oceanem nie powróciło. Polegli na polu chwały: kapitan pilot A.H. Kelly, kapitan pilot T.V. Callum, porucznik pilot E.A. Graves. Ciekawostką jest że kpt. Cooper trafił do Polski wiedziony sentymentem i przekazywaną z ojca na syna historią przodka kapitana, który był lekarzem wojskowym w Savannah, w czasie Wojny o Niepodległość i leczył z ran odniesionych generała Pułaskiego. Niestety nieskutecznie, generał oddał ducha Bogu i jako jeszcze jeden Polak położył głowę w walce o niepodleglość, innego niż swój własny narodu. Może kapitan czuł się winien że pradziadowi nie udało się wyleczyć generała i dlatego przyjechał do Polski? Nie wiadomo. „Nolens Volens” w żadnych archiwach dotyczących wojny Polsko-Sowieckiej, nie ma śladu o czarnych lotnikach. Wszystkie nazwiska, a te są znane, brzmią z Polska. Niewykluczone wszelako że murzyni owi mieli polskich tatusiów a oto jak to mogło się stać; Polacy z najwcześniejszej emigracji byli w zasadzie synami chłopów, dla których ziemi w Ojczyźnie nie starczyło. W zdecydowanej większości prości, niewykształceni nieznający języka nie byli zbyt atrakcyjnymi kandydatami na mężów, z braku polskich panien żenili się z murzynkami, które wychowane na plantacjach bawełny znały to samo co oni, jak uprawiać ziemię. Urodzone z takich mieszanych małżeństw dzieci od kołyski uczyły się patriotyzmu i umiłowania dalekiej ojczyzny Ojców i Dziadów. A gdy usłyszeli że ta Ojczyzna ich jest w potrzebie, po prostu pojechali jej bronić. Może był jeszcze jeden powód. W Polsce wynagradzono ich szacunkiem, uznaniem i przyjaźnią, nie skąpiono im butelki (vide; fotografia), w ich drugiej ojczyźnie USA osiągnęli to samo w pewnym niewielkim stopniu, dopiero po wojnie wietnamskiej, po marszach protestacyjnych i śmierci złotoustego oratora Martina Luthera Kinga, który wypowiedział wiekopomne słowa: “I have a dream…..” Być może jego marzenie spełniło się już w Polsce w 1920 tym roku. I WIERZĘ ŻE KIEDYS TAM U GÓRY, GDY PRZYJDZIE CZAS SĄDU OSTATECZNEGO KAŻDY Z NAS GDY SPOTKA JEDNEGO Z NICH POWIE MU: CZOŁEM BRACIE POLAKU. Napisał: Kpt. (Emeritus) Zbigniew W. Gamski Chairman Fundacji imienia Inżyniera Witolda Zglenickiego (Polskiego Nobla)
  15. Odezwa żołnierzy Armii Czerwonej wzywająca robotników i żołnierzy polskich do ataku, wydana w Mińsku, lipiec 1920r. w okresie wojny polsko-bolszewickiej. /Z konieczności - mało pikseli ale chyba da się rozczytać/.
×
×
  • Create New...

Important Information