Mieszkam na dolnym śląsku i kiedyś ciotka opowiedziała mi o takim zdarzeniu. Jej rodzice a moi dziadkowie osiedlili się i zajęli fajny domek w miejscu ustronnym i z dala od kolejnego gospodarstwa. Jej brat (mój wujek, z którym lubimy sobie pociągnąć z flaszki gdy się spotkamy) opowiedział mi o tym jak znalazł na strychu zawinięty pistolet. Kulki się świeciły i wyglądał jak prosto z fabryki. I gdy miał już zacząć testowanie owego znaleziska i dokonać egzekucji na kogucie, który często mu na plecy skakał wpadł na to dziadek, a jego ojciec. Pistolet poleciał do studni u sąsiadów:( Studnia z piaskowca, głęboka na ok 8-10m i co ciekawsze w połowie tej studni był jakiś boczny korytarz. Wujas chciał z kolegami wejść tam po konopnej linie z huśtawki, ale koledzy wydygali i sprawa została zamknięta. Zamknięta dosłownie, bo właściciel studni przy pomocy betonu i żelaznej kraty zabezpieczył ją przed przypadkowym wpadnięciem do niej swoich dzieci jak były małe. Zaglądałem do niej osobiście, ale nawiało liści i właściciel wrzucał tam wszystko co uznał za śmieci. Ciotka opowiadała jak kiedyś dziadek zamówił fachowców do przekłądki dachu. Fachowce dachówkę ściągnęli i zabrali jakiś paradny sztylet(jak to określiła ciotka) ze srebrnymi zdobieniami. Prócz tego wytargali taśmy z nabojami i gdzieś je wywalili do rowu aby MO się nie czepiało. Wiadomo, że w latach 80-tych skończyło się czyszczenie przydrożnych rowów co głównie było zajęciem więźniów. Popijając z wujasem piwko pociągnąłem go za język i im więcej piliśmy, tym bardziej On opowiadał a mi japa opadała ze zdumienia a oczy zamiast się zwężać od trunków, robiły się podobne do 5zł (tych z rybakiem). Powiedział mi gdzie te taśmy leżały i opowiedział też o starej szopie, która kiedyś była częścią gospody. W owej szopie, grzebiąc patykiem wyciągali z jej klepiska miedziane talerze i monety, które nazywali ludwikami. Wszystko doskonale latało rzucane metodą puszczania kaczek". Szopa po dziś dzień stoi i jest zakonserwowana przepalonym olejem silnikowym. Zaglądając do środka widać drzewo na opał i tp. graty. Szopa wygląda bardzo precyzyjnie zrobiona i nie jest to zbita z desek buda, tylko staranni dopasowane deski łączone coś jak na pióro" z zakładką. Niestety właściciel nie jest przyjaźnie nastawiony i lipa z penetracji. Jednak zawsze mogłem sprawdzić ten rów z taśmami, co też uczyniłem zabierając ze sobą swojego kanarka". Zgadnijcie co w nim znalazłem? :-D Wiem, że wujas lipy nie wciskał. Co do skrytek, to świetnym miejscem na szybkie schowanie czegoś w słoiku były wszechobecne na te czasy tzw sracze pod gruszą". Co robisz jak chcesz coś szybko schować? Wkładasz do słoika, wrzucasz w ten szajs i wciskając kijem jesteś pewien, że jest lepiej strzeżony niż w skarbcu. Kto będzie się babrał w czyiś fekaliach? Szopkę mam na oku, studnia też jest blisko, a tymczasem z okolicy tego domu wyciągam silberki, odznaki majowe, fenisie, kulafony napoleońskie i wszechobecne łuchy od TTK tudzież PPSz. Dom jest osłonięty skałą z piaskowca, równo przycięto (pewnie pozyskiwaną na ówczesne budowle i są na niej wyryte różne inicjały, daty itp. Wiem, że jest jeszcze sporo do znalezienia. Wiem, bo nawet moje dziecko bawiąc się w ogródku tego domu, wykopało łopatką pięknie zachowanego fenisia z gapą(a ja myślałem, że cały ogród już przeczesałem hehe).