Jump to content

Osłona wylotu lufy aka "zapiaszczacz"


Recommended Posts

W dniu ‎2020‎-‎12‎-‎18 o 20:07, Piotr J. Bochyński napisał:

Pytanie zasadniczo.

Czy istnieje jakieś opracowanie lub artykuł który opisywałby tematykę osłon na lufy zwane popularnie u nas zapiaszczaczami z zakresu technicznego lub kolekcjonerskiego?

 

Pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat pierwszo- i drugowojennych amerykańskich sił zbrojnych, bo tymi jak raz zajmuję się ponad cztery dekady zawodowo, półzawodowo albo hobbystycznie (zależy od okresu), ale zawsze wyjątkowo intensywnie. I mogę pokazać poniżej coś z mojej kolekcji.

 

Jeśli chodzi o amerykańskie siły zbrojne to trzeba by zacząć od sposobu myślenia o zabezpieczaniu broni przed zanieczyszczeniami, a ten sposób u Amerykanów był inny, bardziej uniwersalny, niż w innych światowych siłach zbrojnych, ale to wynikało z charakteru amerykańskich operacji ofensywnych. U Amerykanów broń miała być zabezpieczona łącznie przed zamoczeniem i zapiaszczeniem po zamoczeniu.

 

Wątpię, aby istniała literatura fachowa ściśle do tematu ochrony wylotów luf, jak i całej broni ręcznej, przed zanieczyszczeniami gruntowymi. Ale to nie znaczy, że temat taki w ogóle nie istnieje w amerykańskich materiałach. Jest on jedynie rozczłonkowany na dziesiątki, jeśli nie setki publikacji, a w nich na mikroskopijne epizodyczne wzmianki, nierzadko nieco humorystyczne z jednego podstawowego powodu, o którym było powyżej – że najlepsze zabezpieczenie to kondom, a poniżej kwestię tę kontynuuje ceniony amerykański autor.

 

Amerykanie podczas II w.ś. mieli swoją potężną specyfikę, jeśli chodzi o ochronę broni ręcznej przed zanieczyszczeniami gruntowymi, ponieważ w historii wojskowości nikt inny nie przeprowadził tylu desantów z powierzchni wody, co oni, a właśnie przy takich desantach następuje największa możliwość kontaktu zmoczonej broni z gruntem, gdzie nie da się zanieczyszczeń z broni ot tak zdmuchnąć i otrzepać, bo woda je trzyma.

 

Patrząc na zagadnienie przez pryzmat amerykański i – powiedzmy – drugowojenny trzeba by podzielić ochronę broni następująco:

● środki ochrony doraźnej wymyślone przez żołnierzy;

● środki ochrony regulaminowe, wdrożone do produkcji i dystrybuowane w wojsku;

● środki ochrony tylko wylotu lufy;

● środki ochrony całej broni (krótkiej i długiej);

● na koniec urealnienie wszystkich powyższych punktów; przypomnienie, co to było Quartermaster Pipeline i w związku z tym co tak naprawdę docierało do żołnierzy, bo dotrzeć po prostu zdążyło, albo i nie zdążylo.

 

Najdłuższa rzecz, jaką znam na omawiany temat, a związana z drugowojenną US Army, to wzmianka w książce Jonathana Gawne pt. „Spearheading D-Day. American Special Units of The Normandy Invasion”, strona 94. Autor zacny, wiarygodny i renomowany (a i Polaków lubiący), więc przepisałem poniżej cytat ze wspomnianej strony:

 

For the actual landing, all of the weapons were carried in a thin plastic cover made from a substance known as Pliofilm. These large plastic bags were known to the troops as »elephant condoms«. The Pliofilm bags shown in D-Day photographs are all clear plastic. At some point in 1944 these bags were manufactured in a dark green color, however, it is not known if any of the green Pliofilm bags were used at D-Day. The troops were to place their weapons in the bags while they were on the transport ships and only remove the weapons once they were safely ashore. In actual practice this was difficult to do, as you could not use the sling when the rifle was encased in plastic. Use of the sling was necessary when climbing down rope ladders to get into the landing craft. A more common solution to keeping water out of a weapon was to put a regular condom over the muzzle“.

 

Jest tu mowa o wynalezionej w USA w roku 1938 folii zwanej Pliofilm opatentowanej niedługo później. Foliowe torby z Pliofilmu były dla amerykańskiej piechoty produkowane zarówno do broni długiej, jak wspomina Gawne, jak i do broni krótkiej (o tym Gawne nie pisze). W obu przypadkach podczas operacji desantowych miały one chronić przed zamoczeniem broni, a następnie jej zanieczyszczeniem gruntem po lądowaniach na różnego rodzaju plażach. Torby ostatnie z wymienionych (do broni krótkiej) miały różne odmiany. Jednak podstawowa z nich miała wymiary 19x43 cm i była czymś natłuszczana – tak samo, jak torby karabinowe.

 

Wymiar 19x43 cm był bardzo uniwersalny. Można było do takiej torby wsadzić pistolet lub rewolwer, ściśle dognieść torbę do broni i taki pakunek jeszcze dawało się wcisnąć w kaburę (potwierdzają to fotografie). Osobiście jednak wątpię, aby dawało się wcisnąć taką zafoliowaną czterdziestkę piątkę albo S&W Victory do każdej kabury – ja jak na złość znam amerykańskie drugowojenne kabury tak ciasne, że nawet goła broń wchodzi do nich z dużym oporem, więc zafoliowana już na pewno by nie weszła.

 

I tu ujawniały się zalety wymiaru 19x43 cm. Jeśli ktoś nie miał życzenia moczyć skórzanej kabury podczas desantu z morza lub rzeki, lub owinięta folią broń nie wchodziła do kabury to można było do takiej torby z Pliofilmu wsadzić broń w kaburze biodrowej M1916 albo naramiennej M3 i jeszcze mieściły się w niej 3 ładownice każda na dwa magazynki. A wtedy całość można było schować np. do plecaka M1936 lub do późniejszych Combat Packów M1944.

 

Poniżej na zdjęciach mój egzemplarz takiej torby z Pliofilmu przeciwko moczeniu i zapiaszczeniu broni krótkiej. Zwie się ta torba „Cover, Waterproof, Pistol”. Jak głosi stempel na torbie jej dystrybutorem był słynny Philadelphia Quartermaster Depot (P.Q.M.D.). Torba jest z kontraktu z 4 listopada 1944 r., a więc teoretycznie mogłaby jeszcze zdążyć wziąć udział w forsowaniu Renu (operacja Plunder). Poniżej pokazuję „co i jak” i co się mieściło do takiej torby.

 

1.thumb.jpg.a1b231d5b99b498192351914342b79a0.jpg

 

2.thumb.jpg.873fc121269d1e77b05b4ddd5e0f020f.jpg

 

3.thumb.jpg.9a8502960c1a3c3f977e85ad0df3a48d.jpg

 

4.thumb.jpg.d81796e6886b61f524c4e1318d806a3b.jpg

 

5.thumb.jpg.844cbeb123b06a9efa3d21127b2c29e4.jpg

Link to post
Share on other sites

Jak to nie ma? Właśnie jeden przeczytałem z dużą ciekawością.

U mnie było to w notatkach dosłownie ujęte jako: "ZASTĘPCZE / II wojna światowa /Prezerwatywy lądowanie Normandia".

Temat osłon wylotu dla mnie zupełnie obcy, powstał na zasadzie "nie znam się, ale się wypowiem" i z potrzeby chwili.

Tym bardziej z przyjemnością czyta się takie odpowiedzi. Dzięki serdeczne za tak obszerną wypowiedź.

Link to post
Share on other sites

Dziękuję za dobre słowo. To jeszcze małe postscriptum.

Tak to wyglądało w praktyce. Takich zabezpieczeń przed wodą i zapiaszczeniem używała zarówno piechota, jak i załogi lotnicze latające nad wodą i lądem. Wprawdzie są zdjęcia pokazujące, że do niektórych kabur biodrowych M1916 dawało się wcisnąć .45 Auto owiniętego taką torbą foliową, ale prędzej było to wykonalne w luźniejszych kaburach naramiennych M3. I poniżej jest taki właśnie załogant USAAF z czterdziestką piątką zafoliowaną torbą 19x43 cm i wciśniętą do kabury M3.

1.thumb.jpg.4891ec430c679d72fd8cfd635265a445.jpg

Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Piotr J. Bochyński napisał:

U mnie było to w notatkach dosłownie ujęte jako: "ZASTĘPCZE / II wojna światowa /Prezerwatywy lądowanie Normandia".

Prezerwatywa - najbardziej niezawodne i zawsze obecne przy amerykańskim żołnierzu czasu II wojny, absolutnie najlepsze zabezpieczenie wylotu lufy przed zapiaszczeniem. Zacna amerykańska marka prezerwatyw Trojan (powstała w roku 1920) pewnie niejednemu piechociarzowi US Army i USMC uratowała życie w tym sensie, że jego Garand lub Springfield po lądowaniu na plaży wystrzelił i zrobił to prawidłowo.

1.thumb.jpg.f22dc618c6bd608edd5b114c1118d077.jpg

2.thumb.jpg.a5fcb44503dcbe4f14b4e0f55ca5adfd.jpg

Link to post
Share on other sites
  • 3 months later...

Jedziemy dalej z wynalazkiem Pliofilmu. Przed inwazją na Francję naprodukowano sporo toreb z tej folii do Garandów, ale jak to zawsze na froncie ETO - zawodził tzw. Quartermaster Pipeline, czyli logistyka. Nie dla każdego żołnierza uzbrojonego w karabin M1 wystarczyło tych toreb. Torby produkowano w różnych barwach i odcieniach - szarym, oliwkowym, szarooliwkowym, ale były też torby bezbarwne.

W związku z tym Garandy trzeba było zabezpieczać przez zapiaszczeniem w jeszcze jeden sposób, który był żołnierskim wynalazkiem. Będzie o tym później.

Tymczasem w akcji torby z Pliofilmu. Dwa zdjęcia torby szarej z kontraktu z 17 stycznia 1944 r. I jedno zdjęcie z pokładu łodzi desantowej LCVP płynącej 6 czerwca 1944 r. do Normandii. Tam żołnierze mają bezbarwne torby ochronne z Pliofilmu na Garandy.

2.thumb.jpg.c22929dfcb06297b65255aa9ebbe3b83.jpg

1.thumb.jpg.6e816e1cbb9f5c3e27daba25d230dd22.jpg

Normandia.thumb.jpg.bfdb3480ede5eaee89f71507244a5be9.jpg

Link to post
Share on other sites

Jak obiecałem – ostatnia amerykańska z II wojny metoda ochrony broni przed zapiaszczeniem, szczególnie w operacjach desantowych, gdy poniewierka żołnierzem na brzegu rzeki lub morza jest największa.

Jest to żołnierski „wynalazek”. Toreb z Pliofilmu nie wystarczało dla wszystkich, więc amerykańskie desanty lub forsowania rzek były, jakie były – jedni mieli broń w torbach foliowych, inni nie, a jeszcze inni robili „wynalazki” antyzapiaszczeniowe.

Wynalazek poniższy widać na żołnierzach uzbrojonych w karabiny M1 i karabinki M1. Ani karabinek M1, ani karabin M1, ani rkm-y z rodziny M1919 nie miały swoich wyciorów, ale był jeden wycior uniwersalny do wszystkich tych broni. Co któryś żołnierz w kompanii miał go przytroczonego. Wycior miał swój pokrowiec i haczyk M1910. Można go było nosić na pasie głównym albo przytroczonego do któregoś z plecaków – możliwość taką dawał plecak M1928 i M1944, a pod koniec wojny ostatni model plecako-torby M1936 z doszytym paskiem brezentowym z dwoma nitami oczkowymi do troczenia różnych rzeczy na haczyk M1910.

Poniżej mój wycior w pokrowcu, jaki wspomniałem.

Amerykańscy żołnierze nie obawiali się zmoczenia i/lub zapiaszczenia Garandów od strony zamka, a w każdym razie mniej się tego obawiali. Bardziej obawiali się zapiaszczenia od strony wylotu lufy. Gdyby bardzo obawiali się zapiaszczenia od strony zamka to z całą pewnością powstałby „wynalazek” chroniący zamek na czas desantu. „Wynalazek” choćby na bazie plastra bez opatrunku. Żołnierze amerykańscy mieli szeroki dostęp do takiego plastra i używali go do różnych „wynalazków”, ale tego nie opisuję, ponieważ wykracza to poza temat wątku.

Powstała za to maniera ochrony Garandów wyciorem. Nie każdy mógł to zrobić, bo nie każdy był wyposażony w wycior, ale ci, którzy go mieli spokojnie mogli go użyć. Wycior był skręcany z trzech prętów i wystarczyło użyć tylko dwóch elementów wyciora, czyli do części z uchwytem „T” dokręcić tylko pręt z wyfrezowanym kanałkiem na przetknięcie szmatki. Wcześniej oczywiście przez kanałek trzeba było przetknąć odpowiednio solidny kawałek szmatki, aby powstał korek chroniący wylot lufy przed zapiaszczeniem.

Diabeł nie trafi za systemem dystrybucji toreb z Pliofilmu i na czas inwazji na Francję toreb tych nie dostała taka elita, jak rangerzy, którym przydzielono wyjątkowo podłe zadanie zdobycia Pointe du Hoc. Na poniższym zdjęciu widać właśnie rangerów siedzących w brytyjskiej łodzi desantowej LCA tuż przed odpłynięciem do Normandii. W prawym górnym rogu widać rangera z Garandem zabezpieczonym przed zapiaszczeniem za pomocą wyciora ze szmacianym korkiem.

 

149.jpg

150.jpg

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



×
×
  • Create New...

Important Information