Jump to content

Recommended Posts

W dniu ‎2020‎-‎01‎-‎16 o 13:19, bodziu000000 napisał:

824e5bfe0214415c97490c7888336861-0.jpg

824e5bfe0214415c97490c7888336861-01.jpg

Wybitnie sensowny szybowiec, jak na tamte czasy. Dwumiejscówka z doskonałością 20,9 w roku 1930 to był kosmos. Takim szybowcem można było spokojnie zrobić całą srebrną odznakę szybowcową, a w dobrych warunkach nawet coś do złotej, albo i całą złotą. Szybowiec niby dość prosty w konstrukcji, ale dobrze „zaopiekowany” w kwestii minimalizowania mu oporu indukowanego. To już nie szybowiec z tych najprostszych z prostokątnymi skrzydłami i takim też usterzeniem, gdzie opory aż się kotłują i prześcigają między sobą.

Ciekawy jest wątek skasowania jedynego egzemplarza CW-IV. Jeśli ktoś ma jakąś notatkę prasową lub inną na ten temat to mile widziana. Wypadek o tyle ciekawy, że szybowiec rozbiło dwoje relatywnie doświadczonych szybowników. Nie chcę snuć jakichś teorii, ale takie rzeczy zdarzają się do dziś, w Polsce też. Psychologia lotnicza też zna takie przypadki. Leci sobie samolotem akrobacyjnym albo szybowcem dwóch lub dwoje dobrych pilotów; dochodzi do trudniejszej sytuacji powietrznej; dochodzi do nieporozumienia między załogantami, kto ma wyciągnąć stałopłat z jakiegoś stanu lotu już zagrażającego rozbiciem, a w konsekwencji nikt nie wyprowadza, bo pilot A myśli, że zrobi to pilot B, a pilot B myśli, że zrobi to pilot A. W konsekwencji kończy się czas na zareagowanie wobec jakiejś trudniejszej sytuacji, a nikt na nią nie zareagował, bo się państwo na pokładzie nie dogadali, kto ma to zrobić. To tylko taka uwaga ogólna, bo nie wiem, jak było ze skasowaniem CW-IV przez Mikulskiego i Youngę.

Link to post
Share on other sites
  • Replies 884
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Kolega Jedburgh_Ops napisał onegdaj: "Jeśli kogoś interesuje szybownictwo okresu międzywojennego, II wojny i kilku lat po wojnie – zawsze zapraszam do rozmów na takie tematy." No to korzysta

Szybownictwo II RP a wojskowe szybownictwo transportowe USAAF Część 1     Podtrzymuję to, co napisałem powyżej, ale jakiego rodzaju również inne cegiełki wnieśliśmy do tego, że pil

Podoba mi się Twój sposób myślenia...  😋 Akurat on nie był żadnym pionkiem, to postać zasłużona dla naszego lotnictwa, mimo obcych korzeni (m.in. d-ca 6. Pułku Lotniczego). Chyba nawet po odejściu

Posted Images

W dniu ‎2020‎-‎01‎-‎17 o 01:56, Koloman napisał:

Trochę informacji o szkole w Polichnie.

Materiał z 1933 roku (LOT POLSKI).

 

Polichno 1933.png

Wspomniany tutaj (w trzeciej szpalcie) Kazimierz Plenkiewicz (też go wspomniałem na poprzedniej stronie) był po wojnie chodzącą encyklopedią szybownictwa LOPP. Uratował z wojennej pożogi tyle dokumentów szybownictwa II RP ile zdołał, ale głównie prowadził też własne archiwum na temat polskiego przedwojennego szybownictwa. Do końca życia pomagał pisać o polskim szybownictwie międzywojnia każdemu, kto chciał to robić, co w zasadzie sprowadzało się do autorów starej porządnej (WKiŁ, nie Altairu) „Skrzydlatej Polski”. Co się stało z tym jego archiwum? Nie wiem. Było jego prywatną własnością. Oficjalne papiery szybownictwa II RP unicestwiła wojna. Czy to archiwum Plenkiewicza trafiło do MLP, czy skończyło jak archiwum Leszka Komudy, czyli na śmietniku, nie wiem niestety...

Link to post
Share on other sites
59 minut temu, Jedburgh_Ops napisał:

Czy to archiwum Plenkiewicza trafiło do MLP, czy skończyło jak archiwum Leszka Komudy, czyli na śmietniku, nie wiem niestety...

Mam przykre przeczucia. Prywatne archiwa zazwyczaj niestety kończyły na śmietniku.

Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎01‎-‎04 o 14:04, Hornet napisał:

 Miałem wielokrotnie możliwość rozmawiania z seniorami przedwojennego szybownictwa tj. pilotami jak i stolarzami lotniczymi - zbierając materiały do opracowania historii śląskich szybowisk i ludzi tworzących ten ruch...Pionierzy na Śląsku byli pracownikami w większości kolei i hut.Nie wszyscy należeli do LOPP....Dla takiego amatora trudno było wówczas dostać atestowane materiały tj. drewno lotnicze, sklejki i okucia. Składnica LOPP w W-wie jeszcze nie istniała... nie było jeszcze broszurek z planami CWJ i Wrony rozpowszechnianych później przez LOPP...

Fajnie to napisałeś 👍

Mimo że w zasadzie jestem zawodowcem w tych lotniczych sprawach technicznych i mimo, że jestem legalistą (czyli dla mnie to tylko drewno lotnicze), to jak najbardziej wierzę w to, co piszesz. Stolarze tamtych czasów to byli artyści, nie to, co dziś, a już szczególnie to byli artyści w lotnictwie. Niby mam papierek mechanika lotniczego (z lat 80.), ale mnie już takich fajnych rzeczy (a w każdym razie nie wszystkich) nie uczyli, jak właśnie stolarzy i mechaników lotniczych lat 30., 40., 50., 60. i może początku 70., ale co do tych 70. to już nie byłbym taki pewien. Jeszcze jak latałem tymi starymi drewnianymi szybowcami to uwielbiałem przypatrywać się pracy dwóch przedwojennych mechaników lotniczych, jakich znałem. To właśnie byli artyści. Uwielbiałem też zapach ich hangarku. Oni zawsze wiedzieli, jakie dobrać gatunki drewna i do czego, jak krzyżować słoje do jakichś klejonek, jakie kleje do czego, czy na zimno, czy na gorąco itp. Uczniowie-piloci rozwalali szybowce, a oni jak na wojnie - dzień i noc kleili te konstrukcje, żeby na rano były do lotów, albo najwyżej za dzień lub dwa przy grubszych naprawach.

Dlatego absolutnie wierzę, że zdolni, doświadczeni stolarze mogli w międzywojniu robić coś, co z grubsza podchodziłoby pod drewno lotnicze. Pewnie nie zawsze tak było, skoro są przekazy, że szybowce się paczyły i wichrowały, ale głęboko wierzę, że były też płatowce amatorskie robione z bardzo solidnego drewna i klejone też bardzo profesjonalnie, żeby jak najdłużej zachowywały zaplanowaną geometrię.

Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2019‎-‎12‎-‎04 o 15:58, Sedco Express napisał:

..."Orlik I"...

Szybiwiec ORLIK I.png

Bardzo ciekawe zdjęcie, ponieważ znaleźć fotografię jakiegokolwiek Orlika bez którejś z pomiarowych dysz kombinowanych Askanii to duża sztuka. Nawet prototyp Orlika miał taką dyszę. A ten egzemplarz tak jakby miał przyrządy pokładowe nie na bazie typowych zestawów przyrządów Askanii dla szybownictwa. Ale wtedy na całym świecie brak było powtarzalności w wyposażaniu szybowców w takie same przyrządy w obrębie jednego typu szybowca. Przyrządy po prostu miały być, ale nie było nacisków od jakiego producenta.

Chyba że ten Orlik ze zdjęcia był np. w trakcie wymiany dyszy, jakichś napraw itp.

Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, bodziu000000 napisał:

Pozwolę sobie na kontynuowanie przeglądu artykułów z przedwojennej prasy. Harcerze pod Bydgoszczą

02.jpg

Kolejna świetna chwiejnica będąca rzeczywiście i naprawdę chwiejnicą. Wcześniej to coś z francuskim podpisem (co komentowałem) jest czymś trudnym do określenia.

W chwiejnicy powyższej uczeń-pilot ma symulację sterowania stałopłatem według wszystkich trzech osi swobody samolotu i szybowca - osi X (przechylenie), osi Y (pochylenie) i osi Z (odchylenie). Jeśli „aparat” zamontowany w chwiejnicy nie porusza się wokół tych wszystkich trzech osi to nie ma mowy, żeby ucznia-pilota czegoś nauczyć i żeby mu uświadomić podstawy sterowania stałopłatem. W powyższej chwiejnicy szybowiec jest osadzony jednopunktowo i zapewne na czymś w rodzaju przegubu Cardana, więc nauka pilotażu jest w takiej chwiejnicy bardzo sensowna. Tym sensowniejsza im silniejszy wiatr oczywiście. Nadmuchu ze śmigła/śmigieł na „aparat” w chwiejnicy w Polsce nie stosowano, jak zdarzało się to na świecie, więc tym większe znaczenie dla dobrej nauki miał jak najsilniejszy wiatr. Najlepszy wiatr byłby z zakresu 10-20 m/s, ponieważ byłoby to już odzwierciedlenie czegoś z zakresu użytkowych prędkości lotu, choć nie maksymalnych. Ale o wiatr z tego zakresu niełatwo, rzecz jasna, bo to już są wiatry przy dużych różnicach ciśnień w atmosferze, przy ścierających się frontach, przed burzami, w trakcie burz itp.

Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, bodziu000000 napisał:

dzień nie może się obejść bez kolejnego ciekawego artykułu 😉

szyb_0.jpg

szyb_0a.jpg

Przy okazji całego tego artykułu...

Dobrze w nim widać, że mino prób brania przed wojną przez FAI różnych spraw żelazną ręką to nie zawsze to się udawało. Tak też było z terminologią.

W II RP srebrna odznaka szybowcowa nazywała się kategorią D pilota szybowcowego. Tuż przed samą wojną zaczynało się to nieśmiało zwać srebrną odznaką, ale zakorzenić to się to nie zakorzeniło.

W innych krajach było przed wojną inaczej. W III Rzeszy srebrna odznaka zwała się Silber-C, a w USA Silver-C. A we Francji zwała się zdecydowanie srebrną odznaką szybowcową, ale może dlatego, że Francji było najbliżej do Fédération Aéronautique Internationale (FAI).

Link to post
Share on other sites

Współczynniki obciążenia niszczącego miał lepsze niż człowiek jest w stanie wytrzymać: +12 / -6.

Szybowiec jak na owe czasy bardzo dobry, ale może nie zaraz doskonały, bo jak życie pokazało można go było zniszczyć w powietrzu przy zbyt ambitnej akrobacji. Opisy tego, co ten szybowiec mógł zrobić są dość enigmatyczne, ale tak wstępnie wygląda na to, że miał dopuszczenie do akrobacji podstawowej i jakiejś części akrobacji średniej.

Link to post
Share on other sites

Miś, czyli konstrukcja z roku 1923. To był przełomowy rok w szybownictwie polskim i niemieckim pod jednym względem - zaczynała się bardzo ambitna aerodynamika szybowców. Ten rok to jest koniec szybowców-topornych pudeł, a zaczynają się naprawdę wysmakowane, smukłe kształty kadłubów szybowcowych.

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.




×
×
  • Create New...

Important Information