Jump to content
Sign in to follow this  
Czlowieksniegu

Muzeum II Wojny do przeróbki"

Recommended Posts

Stworzonym z inicjatywy Donalda Tuska Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku ma kierować Mariusz Wójtowicz-Podhorski, miłośnik historii i militariów oraz profilu na Facebooku Nie lubię Tuska i jego zdradzieckiej bandy".


Wójtowicz-Podhorski jest szefem świeżo powołanego przez rząd PiS Muzeum Westerplatte. Obiecał je przed wyborami Jarosław Sellin, poseł PiS z Gdańska, dziś wiceminister kultury.

Muzeum Westerplatte istnieje od grudnia, zatrudnia siedem osób i znajduje się w fazie organizacji. Na początku sierpnia decyzją ministra kultury Piotra Glińskiego zostanie połączone z Muzeum II Wojny Światowej, które za około 450 mln zł kończy w Gdańsku budowę siedziby i przygotowuje otwarcie wystawy stałej na wiosnę 2017 r.

Połączenie to fortel, który pozwoli zwolnić kierownictwo MIIWŚ powołane za rządów Donalda Tuska. Gdyby MIIWŚ utrzymało niezależność, to dyrektora prof. Pawła Machcewicza i jego zastępców nie można by odwołać przed końcem kadencji upływającej w 2019 r.

Z informacji Wyborczej" wynika, że Wójtowicz-Podhorski zostanie dyrektorem lub zastępcą dyrektora nowej instytucji. Pytany o nominację milczy. A Sellin, jego polityczny patron, rzuca tylko: - Nie zajmuję się plotkami.

Porządki na Westerplatte

Wójtowicz-Podhorski, inżynier specjalizujący się w obiektach historycznych, zrobił wiele dobrego dla uporządkowania terenu Westerplatte. Kierował Stowarzyszeniem Rekonstrukcji przedwojennej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na półwyspie.

Zasłynął też z mieszania historii z bieżącą polityką.

Choć Muzeum Westerplatte funkcjonuje od siedmiu miesięcy, nie podaje do publicznej wiadomości adresu ani numeru telefonu. Te dane uzyskuję z resortu kultury, ale niestety abonent nie przyjmuje połączeń przychodzących".

Jadę więc do gdańskiej dzielnicy Nowy Port, gdzie muzeum wynajmuje biura w budynku agencji morskiej. Ale nie zdążyło wywiesić szyldu. Wójtowicz nie wpuszcza do biura. W korytarzu tłumaczy, że nie ma czasu na rozmowę, w najbliższych dniach go nie znajdzie. Dodaje, że ma złe doświadczenia z trójmiejską Wyborczą". Umawiamy się na wymianę emaili. Później dowiem się ze środowiska rekonstruktorów, że zostałem wyrzucony za drzwi.

Domorosła psychoanaliza"

O jakich doświadczeniach mówił dyrektor? Wielokrotnie pisaliśmy o eksponatach historycznych pozyskiwanych przez Wójtowicza, a w sierpniu 2007 r. trójmiejska redakcja Wyborczej" uznała go za Człowieka Miesiąca. Gdyby nie on, najpewniej na terenie byłej Wojskowej Składnicy mielibyśmy zamiast Muzeum Pola Bitwy zaśmiecony, betonowy park pomnik" - chwalił dziennikarz Wyborczej" Bartosz Gondek.

Ale potem Wójtowicz-Podhorski wydał książkę Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" (2009). Czarnym charakterem jest w niej mjr Henryk Sucharski, ostatni komendant Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Wójtowicz uważa go za tchórza i zdrajcę, do tego chorego wenerycznie.

Po premierze książki opublikowaliśmy recenzję Szaleństwo nowych czasów", którą nadesłał historyk dr Janusz Marszalec, wicedyrektor Muzeum II Wojny Światowej. Zarzucił Wójtowiczowi domorosłą psychoanalizę, zabarwioną misjonarskim zapałem walki ze złem":

Autor z niezwykłą konsekwencją udowadnia, że świat jest polem walki sił zła z siłami dobra. [Sucharskiego] konfrontuje z innym bohaterskim oficerem, jego zastępcą - kpt. Franciszkiem Dąbrowskim. Czyni to wbrew temu, co Dąbrowski zapisał w opublikowanych w 1957 r. wspomnieniach. Wójtowicz, choć sam nie powąchał nigdy prochu, krytykuje Sucharskiego za zbyt wczesne poddanie Westerplatte, uważa za tchórza i zdrajcę. W swej niechęci przekracza granicę dobrego smaku, gdy na podstawie relacji podpisanej inicjałami E.H. i kilku innych anonimów ustala, że był on syfilitykiem, a do tego żywił bliżej nieokreśloną, lecz wyraźną skłonność do swego ordynansa".

Marszalec powołuje się na listy majora do Wiktorii Krotochwil, które świadczą, że major kochał ją (a nie ordynansa Kitę) miłością bardzo namiętną".

Po tej recenzji Wójtowicz domagał się od trójmiejskiej Wyborczej" sprostowania. Przysłał tekst, w którym podawał swoje źródła, a Marszalcowi zarzucał, że kierował się osobistymi uprzedzeniami. Historyków MIIWŚ oskarżył o frustrację, bo rzekomo nie udało im się przejąć zbiorów jego stowarzyszenia.

Miarą sukcesu jest często liczba wrogów i ich tożsamość. Cieszy mnie więc to, że do grona moich przeciwników przystępuje Muzeum II W.Ś. Jak do tej pory byli to funkcjonariusze SB, nierzetelni historycy oraz ich wychowankowie, a także stronnictwa niemieckie, których serce bije dla Eriki S. Myślę, że pracownicy Muzeum II W.Ś. odnajdą się w którejś z tych grup" - kończył swój tekst Wójtowicz.

Z powodu tego m.in. fragmentu redakcja odmówiła mu publikacji, co Wójtowicz uznał za przejaw cenzury.

Der Danziger Vorposten"

Erika S. z pisma Wójtowicza to oczywiście Erika Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych. A kim są stronnictwa niemieckie", których serce bije dla Steinbach? Temat Niemców szczególnie uwiera Wójtowicza. Przed laty informował na swoim profilu facebookowym, co by zrobił skur... włażącym w d... Niemcom".

W 2011 r. komentował na blogu uroczystości rocznicy wybuchu wojny: Wierchuszka PO (Tusk, Nowak) jak mogli tak kręcili w swojej nowomowie na westerplackim kopcu wczoraj rankiem 1 września, aby jak najrzadziej padło z ich ust zdanie, kto na nas napadł w 1939 r. i przeciwko komu walczyliśmy na Westerplatte i broniliśmy Ojczyzny. Usłyszeć można było jedynie o nazistach (to zapewne jakiś "lud na wymarciu - cytat z "CK Dezerterzy - z nieistniejącego państwa Nazicji) i jakichś tajemniczych "wrogach wolności. Obrońcy Westerplatte i setki tysięcy chłopaków w polskich mundurach przewracają się w grobach".

Na Facebooku Wójtowicz polubił kilkanaście stron przeciwników PO i Tuska, m.in. Tusk to złodziej", Nie lubię Tuska i jego zdradzieckiej bandy" (ilustracją jest Tusk w mundurze SS), Tusk jest winny" (ilustracją jest Tusk za kratami), Trybunał Stanu dla Donalda Tuska".

W 2011 r. zarzucał na blogu Dziennikowi Bałtyckiemu", należącemu do niemieckiej grupy wydawniczej, że ocenzurował wywiad, którego udzielił tej gazecie. Pisał: Któryś z dziennikarzy DzieńBała, gazety nie wiedzieć czemu zwanej też na mieście 'Der Danziger Vorposten', postanowił zrobić ze mną wywiad. O dziwo wywiad się ukazał. Piszę: o dziwo, bo jeszcze parę lat temu dyżurni dziennikarze DDV - pardon - DzieńBała, wylewali na mnie kubły pomyj".

Der Danziger Vorposten" był organem prasowym NSDAP w Wolnym Mieście Gdańsku, ukazywał się też podczas okupacji niemieckiej. Pod swastyką na pierwszej stronie publikował teksty skrajnie antypolskie i antysemickie.

W 2012 r. Wójtowicz polemizował z Muzeum II Wojny Światowej. W mediach społecznościowych swoją odpowiedź zatytułował Riposta na kłamstwa » Der Zweite Krieges Museum «" (zrobił błąd gramatyczny; powinno być: Des Zweiten Krieges").

Chłopakom nie dano się wykazać"

Dziesięć lat temu, za pierwszych rządów PiS, Wójtowicz był pełnomocnikiem wojewody pomorskiego ds. Westerplatte. Już wtedy Sellin mówił, że partia mocno mu zaufała". Zbieżność poglądów widać do dziś. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi Sellin ogłosił, że MIIWŚ nie prezentuje polskiego punktu widzenia. Wzywał również do epolonizacji mediów", takich jak Dziennik Bałtycki".

Wygląda też na to, że Sellin może akceptować rewelacje Wójtowicza na temat mjr. Sucharskiego. Gdyby pojawiły się przełomowe odkrycia naukowe, które korygują naszą dotychczasową wiedzę o obronie Westerplatte, wówczas należałoby zmienić treść narracji" - ocenił w jednym z wywiadów.

To próba budowy politycznego mitu Westerplatte, w którym bohaterscy żołnierze gotowi byli zginąć za Ojczyznę, ale nie pozwolił na to zdrajca i tchórz, domniemany homoseksualista i syfilityk.

Tego typu poglądy obowiązują w środowisku rekonstruktorów Wójtowicza. To grupa miłośników militariów, składająca się głównie z młodych mężczyzn, którzy nawet na co dzień chodzą ubrani w elementy mundurów wojskowych. Przejawy słabości nie są tam mile widziane.

 miejsc umocnionych - a takim było Westerplatte - nie schodzi się przed wyczerpaniem amunicji lub śmiercią ostatniego żołnierza. I dlatego ci żołnierze schodzili 7 września z Westerplatte z poczuciem niewykonanego zadania, a nie z otwartą przyłbicą. Westerplatte jest bitwą niewykorzystanych, przegranych szans. A było naprawdę o krok od polskich Termopil. Tym chłopakom nie dano się po prostu wykazać" - mówił Wójtowicz w wywiadzie w 2013 r.

Historia była jednak bardziej skomplikowana: Westerplatte miało się bronić około 12 godzin, a walczyło aż siedem dni. Większość historyków twierdzi, że po niemieckim nalocie 2 września Sucharski zaczął przygotowania do kapitulacji, ale nie z tchórzostwa, lecz żeby oszczędzić życie żołnierzy. Wiedział, że nie otrzyma pomocy. Za dalszą walką opowiadał się zastępca Sucharskiego - kpt. Dąbrowski.

Westerplatte w ruinie?

- Celem Muzeum Westerplatte jest stworzenie ekspozycji stałej do 1 września 2019 r. i jest to zadanie najważniejsze - mówi Wójtowicz-Podhorski. - Obecnie znajdujemy się ciągle w punkcie wyjściowym i w estetyce Westerplatte stworzonej w latach 60. i 70. XX wieku, dodatkowo z krajobrazem z elementami kompozycyjnie i architektonicznie obcymi dla tamtejszego pejzażu, wprowadzonymi w 2009 r.

Dr Janusz Marszalec protestuje: - Westerplatte nie jest w ruinie". Widzą to wszyscy odwiedzający półwysep. Istnieje wystawa plenerowa i ścieżka edukacyjna, zwiedzający otrzymują wiedzę potrzebną do zrozumienia historii Wojskowej Składnicy Tranzytowej i walk w 1939 r.

Za krytyką estetyki z lat 60. i 70." kryje się coś jeszcze. We wrześniu 2015 r. Sławomir Cenckiewicz wysunął postulat zmiany Pomnika Obrońców Wybrzeża, będącego symbolem Westerplatte, w pomnik polskiego bohaterstwa". Przypomniał, że pomnik odsłonili w 1966 r. Wojciech Jaruzelski z Mieczysławem Moczarem, a centralne miejsce monumentu zdobią" bitwy pod Lenino i Studziankami, z napisem Chwała Wyzwolicielom".

Na razie Wójtowicz pomnikiem się nie zajmuje. Zabiega o objęcie patronatem prac archeologicznych przez prezydenta Andrzeja Dudę i ministra obrony Antoniego Macierewicza. Przy muzeum powołał Centrum Rekonstruktorów, które ma otrzymać do dyspozycji m.in. sale wykładowe i strzelnicę. Raz w roku ok. 200 rekonstruktorów miało wcielać się w rolę obrońców Westerplatte.

1 września na Westerplatte ma się odbyć specjalna edycja Koncertu Niepodległości na Pomorzu". Wykonane zostaną m.in. pieśni Hej, chłopcy, bagnet na broń", O, mój rozmarynie", Wojenko, wojenko".

Co dalej z MIIWŚ?

Na początku sierpnia, po połączeniu muzeów, minister Gliński wskaże nowych szefów MIIWŚ. Obecnych jego resort krytykuje za niepolską narrację. Zmieniona zostanie zapewne także wystawa główna, która ma zostać otwarta wiosną 2017 r.

Na zlecenie Ministerstwa Kultury historycy prof. Jan Żaryn i dr Piotr Niwiński oraz publicysta Piotr Semka napisali krytyczne recenzje powstającej wystawy. Zarzucili m.in. rozmywanie wydarzenia, jakim była II wojna, niedostateczne przedstawienie skali walki Polaków, pominięcie pozytywnych" stron wojny - hartowania charakterów".

Autorzy projektu - dyrektor MIIWŚ prof. Paweł Machcewicz, dwaj jego zastępcy dr Piotr M. Majewski i dr Janusz Marszalec oraz profesor KUL Rafał Wnuk - ocenili recenzje jako stronnicze i nierzetelne, odnoszą się bowiem jedynie do programu wystawy, a nie do całości dokumentacji, którą dostarczyli do resortu kultury.

Recenzje stanowią ponadto projekcję silnie zideologizowanych wyobrażeń ich autorów na temat wojny, mają natomiast niewiele wspólnego ze współczesną wiedzą historyczną na temat tego konfliktu. Z powyższych względów w całości odrzucamy zarzuty postawione przez Recenzentów" - podkreślili historycy z MIIWŚ.

Ministerstwo odpowiedziało, że to ich zarzuty są nierzetelne". Jak czytamy w oświadczeniu resortu, muzeum miało osiem lat, by przygotować bardziej obszerny program.

http://wyborcza.pl/1,75398,20447180,rekonstruktor-i-hejter-tuska-na-szefa-muzeum-w-gdansku.html#BoxGWImg

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://wyborcza.pl/7,75410,20496320,jak-wyglada-wystawa-glowna-muzeum-ii-wojny-swiatowej-krytykowana.html

Jak wygląda wystawa główna Muzeum II Wojny Światowej krytykowana przez prawicę? Zobacz

Prawica zarzuca autorom wystawy głównej Muzeum II Wojny Światowej marginalizację polskiego punktu widzenia i pomijanie pozytywnych cech wojny. Katalog powstającej ekspozycji pokazuje, jaką stratę może lada dzień ponieść polskie muzealnictwo.

W gmachu Muzeum II Wojny Światowej trwa instalowanie wystawy głównej. Znajdą się na niej m.in. amerykański czołg Sherman, maszyna szyfrująca Enigma czy zabawkowe auto znalezione w gruzach po bombardowaniu Kalisza. Montaż ma się zakończyć w listopadzie, a wystawa ma być otwarta na początku 2017 r.

Ma, ale do jej otwarcia w tym kształcie może nie dojść. Ekspozycja nie podoba się bowiem politykom PiS i prawicowym publicystom. Być może już w przyszłym tygodniu minister Piotr Gliński zrealizuje oprotestowaną przez największe światowe i polskie autorytety w dziedzinie historii zapowiedź połączenia Muzeum II Wojny Światowej z utworzonym po wyborach Muzeum Westerplatte, co otworzy mu furtkę do zwolnienia obecnego dyrektora MIIWŚ prof. Pawła Machcewicza.

„Zdecydowaliśmy się na udostępnienie katalogu, aby toczące się wokół muzeum dyskusje miały rzeczowy charakter i odnosiły się do rzeczywistego kształtu wystawy” – informuje MIIWŚ.

Katalog jest do kupienia w księgarniach stacjonarnych i przez internet. Szczegóły: Muzeum1939.pl

Wojna przeciwko cywilom

Stoję przed budynkiem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Nade mną wznosi się 40-metrowa przechylona wieża przypominająca klin wbity w ziemię. Ma kolor rdzy, kontrastujący ze stalowymi wodami kanału i szarymi murami nadbrzeżnych kamienic. To miejsce u zbiegu Kanału Raduni i Motławy, zaledwie kwadrans od Długiego Targu, jest zaskakująco ciche. Nie dochodzi tu gwar z restauracji, nie słychać wielojęzycznego tłumu turystów. Kiedy schodzę po monumentalnych schodach do podziemi, gdzie mieści się wystawa główna, otacza mnie absolutna cisza, jakbym schodził do grobu.

Długo zwlekałem z tą wizytą, nie wyobrażałem sobie, że można przekonująco przedstawić w formie muzealnej ekspozycji doświadczenie tak unikalne jak wojna totalna. Jak zamknąć w gablotach strach, ból, cierpienie milionów ofiar? Jakimi wykresami oddać heroizm tych, którzy walczyli? Czy po tysiącach wystaw, prac historycznych, filmów, dokumentów można powiedzieć o wojnie jeszcze coś nowego, niezbanalizowanego?

Gdańskie muzeum rozwiewa te obawy. W odróżnieniu od większości muzeów historycznych, pokazujących wojnę z perspektywy militarnej, ta placówka koncentruje się na doświadczeniach ludności cywilnej i szeregowych żołnierzy.

– Tamta wojna była odmienna od wszystkich poprzednich konfliktów, ponieważ w największym stopniu dotknęła ludność cywilną. To ona stała się jej główną ofiarą, a zarazem bohaterem, znosząc najtrudniejsze wyzwania: terror okupantów, poniżenie, głód, bombardowania, pracę niewolniczą, przymusowe przesiedlenia. Właśnie ten ludzki wymiar konfliktu uznaliśmy za najważniejszy dla gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej – tłumaczył prof. Paweł Machcewicz, dyrektor i współtwórca programu muzeum.

5 gramów masła

Na wystawie militariów nie brakuje. Są słynne czołgi M4 Sherman i T-34, które przyczyniły się do zwycięstwa aliantów, i historia cudownej broni Hitlera – rakiet V1 i V2. Można obejrzeć polski karabinek przeciwpancerny z 1939 r. – osiągnięcie jak na tamte czasy – czy Enigmę, maszynę szyfrującą, której kod złamali polscy matematycy. Ale większość spośród 5 tys. m kw. wystawy głównej poświęcona jest doświadczeniom zwykłych ludzi, których życie przeorała wojna. Przez ich losy dotykamy wojennego horroru, razem z nimi odczuwamy gniew i strach.

Patrzę na zwykłą chustkę, na której ktoś wypisał ołówkiem słowa pożegnania. To gryps, który z więzienia w lubelskim Zamku wysłał w 1940 r. Bolesław Wnuk, działacz ludowy i poseł. Dzień po napisaniu tych słów został rozstrzelany przez Niemców razem z grupą polskich inteligentów i działaczy. Jego młodszy brat Jakub kilka miesięcy wcześniej zginął w Katyniu. Ich los jest symboliczny dla sytuacji Polaków schwytanych w kleszcze dwóch totalitaryzmów i mówi więcej niż frontowe linie na mapach czy faksymile rozkazów.

Poznajemy historie cywilnych ofiar, ale i nieznanych cywilnych bohaterów. Takich jak Rudolph Cleveringa, profesor prawa z holenderskiej Lejdy, który przeciwstawił się usuwaniu z uniwersytetu przez niemieckie władze żydowskich naukowców, za co został zesłany do obozu koncentracyjnego. Albo Elżbieta Zahorska, prekursorka małego sabotażu, skazana przez niemieckie władze na śmierć za zdarcie antybrytyjskiego plakatu propagandowego. Oboje wykazali się ogromną odwagą cywilną, walcząc z przemocą bez broni.

Ekspozycja podzielona jest klarownie na trzy części: „Droga do wojny”, „Groza wojny” i „Długi cień wojny”. Narracja prowadzi od narodzin totalitaryzmów, przez działania wojenne i ich konsekwencje dla ludności cywilnej, po długofalowe skutki wojny: nowy podział polityczny świata, zniewolenie Europy Środkowo-Wschodniej i zimną wojnę.

Nowością jest powiązanie politycznych i militarnych działań z ich skutkami dla ludności cywilnej. Przechodząc z sali do sali, za każdym razem przecinam ciągnący się wzdłuż całej wystawy pasaż „Życie codzienne w czasie wojny i okupacji”. Tu, z dala od zgiełku bitew, można prześledzić największy front II wojny światowej – front cywilny. Front, na którym walczy się o żywność, opał i ubranie. Gdzie bronią są szmuglowane mięso i nielegalnie pędzony alkohol pozwalający przekupić straże i uniknąć aresztowania.

Kartki żywnościowe z krajów okupowanych lub atakowanych obrazują codzienny trud zdobywania jedzenia. Wszystkie wyglądają, jakby zaprojektował je ten sam grafik: maleńkie kupony z numerami miesięcy i nazwami produktów, stemple władz, w środku miejsce na nazwisko i adres. Dopiero kiedy wczytać się w drobny druk, ujawnia się groza wojennego głodu: 5 gramów masła, 300 gramów chleba, 20 gramów kaszy.

O czym mógłby powiedzieć wagon

Mam awersję do multimedialnych muzeów, które atakują zwiedzających nadmiarem projekcji wideo i dźwięków. Muzeum II Wojny Światowej jest inne: są tu ekrany i instalacje dźwiękowe, ale najsilniej na wyobraźnię działają autentyczne przedmioty i związane z nimi historie. Wiele z nich to dary – rodzinne pamiątki i osobiste świętości. Wiele można powiedzieć o niemieckim terrorze w pierwszych dniach wojny, ale słowa nie zastąpią wrażenia, które odczuwam, oglądając przerdzewiały zabawkowy samochodzik wydobyty spod gruzów domu w Kaliszu zbombardowanego we wrześniu 1939 r. Taką samą moc mają szczątki wózka dla lalek znalezione w gruzach warszawskiego getta czy dziecięcy bucik wygrzebany z ruin Starego Miasta po powstaniu warszawskim. Wierzę, że ktoś, kto zobaczy te przedmioty, nigdy nie kupi dziecku zestawu klocków „Małe Powstanie” ani T-shirta z Polską Walczącą.

Obiegowe stwierdzenie, że przedmioty są świadkami historii, nabiera w gdańskim muzeum nowego wymiaru. Gehenna zesłanych na Syberię Polaków doczekała się setek publikacji i filmów, ale dopiero widok maski chroniącej od mrozu uszytej przez zesłańca z kawałka płótna workowego daje pojęcie o skali cierpienia. Podobnie jest z Holocaustem, co można stwierdzić, oglądając betonowe krążki z numerami wydawane Żydom prowadzonym do komory gazowej w obozie zagłady w Bełżcu. Miały stworzyć złudzenie, że istnieje droga powrotu.

Niektóre przedmioty wyglądają tak, jakby wymyślił je scenarzysta filmowy albo powieściopisarz. Choćby plakat propagandowy sławiący sojusz polsko-radziecki z braku papieru wydrukowany po wojnie na starym plakacie NSDAP. Awers i rewers są jak dwie strony tego samego totalitarnego reżimu. Albo wagon kolejowy, w którym zapisana jest historia dwóch wojen i dwóch totalitaryzmów: używany w Rzeszy Niemieckiej podczas I wojny światowej, przejęty przez PKP w 1918 r., po 1939 r. wykorzystywany był przez koleje radzieckie, a po inwazji Hitlera na Związek Radziecki – przez Niemców do wywózki i eksterminacji ludności. Tylko o tym jednym wagonie HBO mogłoby nakręcić serial. W kolekcji Muzeum II Wojny są tysiące takich świadków historii.

Klucze z Jedwabnego

Zarzuty o marginalizację polskiego udziału w wojnie, formułowane przez prawicowych polityków i historyków, nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Muzeum uświadamia skalę terroru w Polsce, nieporównywalną z żadnym z okupowanych państw. Zarazem przedstawia dzieje Polskiego Państwa Podziemnego, fenomenu unikalnego na skalę europejską. Po wyjściu z muzeum nikt nie będzie miał wątpliwości, że pojęcie „polskie obozy koncentracyjne” jest nieprawdziwe. Nie oznacza to jednak przemilczenia udziału Polaków i innych narodów w eksterminacji Żydów: wymownym świadectwem sąsiedzkich win są klucze od domów, które żydowscy mieszkańcy Jedwabnego zabrali ze sobą w ostatnią drogę, przekonani, że jeszcze będą im potrzebne.

Polskie doświadczenie przedstawiane jest w szerszym europejskim kontekście: fotografiom z egzekucji polskich zakładników w Wawrze w grudniu 1939 r., będącej odwetem za zabicie dwóch Niemców, towarzyszą obrazy akcji odwetowych z Jugosławii oraz Czech i Moraw. Powstanie warszawskie pokazywane jest na tle innych zrywów powstańczych – zwycięskich w Paryżu i Pradze i przegranego powstania na Słowacji. I chociaż skala ofiar jest nieporównywalna, to jednak świadomość, że nie tylko w Polsce ruch oporu wystąpił w otwartej walce przeciwko Niemcom, pozwala inaczej spojrzeć na miejsce polskiego doświadczenia w historii wojny.

Po raz pierwszy w takiej skali muzeum pokazuje też ofiary po drugiej stronie konfliktu. Dzwon okrętowy z „Wilhelma Gustloffa” przypomina tragedię 7 tys. niemieckich uciekinierów, którzy zginęli na Bałtyku, na pokładzie statku ewakuacyjnego storpedowanego przez radziecki okręt podwodny, zaś zdjęcie żołnierzy radzieckich napastujących młodą Niemkę w Lipsku – masowe gwałty na kobietach dokonywane przez zwycięzców. Fotografie zlinczowanych Niemców na ulicach powstańczej Pragi i powieszone głową w dół zwłoki Mussoliniego i jego kochanki obrazują ciemne siły odwetu, które uruchomił mechanizm wojennej przemocy. Z tej wojny nikt nie wyszedł moralnie czysty.

Z wystawy wychodzę z obrazem jedwabnej sukni ślubnej prezentowanej w części poświęconej życiu codziennemu w czasie wojny. Lekko pożółkła, ze srebrnymi guzikami i koronkowymi haftami, wygląda niestosownie na tle świadectw terroru i wojennej grozy. A jednak jest na swoim miejscu: uszyto ją z japońskiego spadochronu, wojennego trofeum, które przywiózł do Stanów Zjednoczonych z Japonii pewien amerykański żołnierz dla swojej narzeczonej. Suknię uszyła za 17 dolarów miejscowa krawcowa, para pobrała się w 1948 r. 23 lata później tę samą suknię do ślubu założyła narzeczona ich syna. Wojna jest jak ta suknia przekazywana z pokolenia na pokolenie – to niewygodne, choć konieczne dziedzictwo, które ciągle w sobie nosimy. I gdańskie muzeum nam o tym przypomina.

Wojna, czyli hartowanie charakteru

Ta wystawa jest wyjątkowa z jeszcze jednego powodu: jeszcze jej nie ma. Powyższe „oprowadzanie” jest efektem lektury wydanego właśnie przez muzeum katalogu. To na razie jedyny materialny ślad ekspozycji. I wiele wskazuje na to, że wystawa nie powstanie w kształcie zaplanowanym przez zespół historyków: prof. Pawła Machcewicza, prof. Rafała Wnuka, dr. Piotra Majewskiego i dr. Janusza Marszalca. Minister kultury Piotr Gliński ogłosił zamiar połączenia Muzeum II Wojny z powołanym przez PiS Muzeum Westerplatte prowadzonym przez Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego, miłośnika rekonstrukcji oraz fanpage’u „Nie lubię Tuska i jego zdradzieckiej bandy”.

W sobotę mija termin zgłaszania opinii co do zamiaru połączenia obu instytucji. Po tym terminie minister Gliński będzie mógł podjąć ostateczną decyzję. Połączenie obu muzeów otworzy drogę do odwołania prof. Machcewicza i zmian w programie. Zapowiedzią „dobrej zmiany” są zamówione przez ministerstwo recenzje programu muzeum, które zarzucają jego autorom „wykoślawiony, jednostronny obraz” wojny. Jeden z recenzentów, dr hab. Piotr Niwiński z Uniwersytetu Gdańskiego, skrytykował wystawę za pokazywanie negatywnych aspektów wojny oraz brak „wyeksponowanych cech pozytywnych, takich jak patriotyzm, ofiarność, poświęcenie czy działanie w interesie wyższym niż prywatny”. Drugi recenzent, publicysta „Do Rzeczy” Piotr Semka, piętnował autorów wystawy za „skłonność do opowiadania o historii martyrologii, a nie o historii walk”. „Opowiadając o wojnie, nie należy ukrywać potworności, ale akcentuje się też hartowanie się charakterów, pomysłowość oporu i solidarność społeczną” – pouczał dziennikarz.

Jak będzie wyglądała wystawa przygotowana według wskazówek PiS, pokazująca pozytywne cechy wojny – można się tylko domyślać. Katalog wystawy głównej Muzeum II Wojny uświadamia nam, co może stracić nie tylko polskie, ale też i światowe muzealnictwo, gdyby ekspozycja zaplanowana przez prof. Machcewicza i zespół historyków nie została zrealizowana."

Share this post


Link to post
Share on other sites
Po raz pierwszy w takiej skali muzeum pokazuje też ofiary po drugiej stronie konfliktu. Dzwon okrętowy z „Wilhelma Gustloffa” przypomina tragedię 7 tys. niemieckich uciekinierów, którzy zginęli na Bałtyku, na pokładzie statku ewakuacyjnego storpedowanego przez radziecki okręt podwodny, zaś zdjęcie żołnierzy radzieckich napastujących młodą Niemkę w Lipsku – masowe gwałty na kobietach dokonywane przez zwycięzców. Fotografie zlinczowanych Niemców na ulicach powstańczej Pragi i powieszone głową w dół zwłoki Mussoliniego i jego kochanki obrazują ciemne siły odwetu, które uruchomił mechanizm wojennej przemocy. Z tej wojny nikt nie wyszedł moralnie czysty."
Moralizatorskie wypociny autora te i inne to nic innego jak czystej wody propagandowa poprawność polityczna", w/g której niedługo okaże się, że to nie Niemcy wywołali dwie wojny światowe oraz, że wypada współczuć tym biednym faszystom! NIE! Nie mam zamiaru litować się nad nimi ani nad ofiarami Gustloffa (szkoda,że autor nie przywołuje rzezi w Warszawie na Woli, gdzie w ciągu kilku dni wymordowano KILKADZIESIĄT tysięcy cywili ;są też setki/tysiące innych przykładów niemieckich zbrodni wszystkich formacji wojskowych, nie tylko ss). Porównania -jakiekolwiek!-są bezczelnym zakłamywaniem historii. Jeżeli taki miał być 'punkt widzenia' tego muzeum - to w/g mnie jest to absolutnie nie do przyjęcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomekignac tak można twoje wywody podsumować,szczególnie moment od 1:05 - http://www.youtube.com/watch?v=awkXgR-0z2M

:)


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Czlowieksniegu 16:36 07-08-2016

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sorka za herbatę. Fakt , nie powinienem Cię o to podejrzewać. Ale jak by niby , w/g Ciebie ten Sokół miał do Francyji dolecieć? Zwłaszcza po mienieckim bruderszafcie , czy co tam te mieńce preferują.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Komunikat MKiDN ws. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
06-09-2016



1 grudnia 2016 r. zostanie utworzona państwowa instytucja kultury - Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, która powstanie w wyniku połączenia Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku oraz Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.



Celem tej zmiany jest optymalne wykorzystanie potencjału placówek o zbliżonym profilu działalności zlokalizowanych w Gdańsku, przy optymalizacji wydatkowania środków finansowych pochodzących z budżetu państwa. Informację o zamiarze i przyczynach połączenia wyżej wymienionych instytucji Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego podał do publicznej wiadomości w obwieszczeniu z dnia 6 maja 2016 r. (Dz. Urz. MKiDN poz. 25).

Przedmiotem działania Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, tworzonego w wyniku połączenia dwóch placówek, będzie gromadzenie, ochrona oraz ekspozycja zabytków i zbiorów oraz materiałów dokumentacyjnych, dotyczących historii II wojny światowej, gromadzenie zbiorów i upowszechnianie wiedzy z zakresu dziejów Wojny Obronnej Polski w 1939 r. jako początku światowego konfliktu, ochrona, utrzymanie i rewitalizacja zespołu obiektów architektury militarnej na terenie placówki Westerplatte, prowadzenie działalności wystawienniczej, edukacyjnej, naukowej, wydawniczej oraz kulturalnej.

Z dniem połączenia osoby zatrudnione w łączonych instytucjach kultury staną się pracownikami Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i zachowają uprawnienia wynikające ze stosunku pracy.

Jednocześnie w celu realizacji czynności związanych z połączeniem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 oraz utworzeniem państwowej instytucji kultury - Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku ustanawia się Pełnomocnika Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Funkcję Pełnomocnika Minister powierzył prof. nadz. dr. hab. Zbigniewowi Wawrowi.


http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/komunikat-mkidn-ws.-muzeum-ii-wojny-swiatowej-w-gdansku-6553.php

Share this post


Link to post
Share on other sites
Treść tej ekspozycji powinna wyrażać podstawowe założenia i kierunki polityki historycznej zgodnie z polską racją stanu." - zdaniem ministra kultury Piotra Glińskiego.

Coś mi się widzi, że z historia to może mieć niewiele wspólnego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak jak wszystko co robi i mówi techniczny z tabletu, nie ma nic wspólnego z prawdą i faktami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Najwyższy czas skończyć z opowiadaniem historii, jak to w czasie wojny mordowali hitlerowcy ewentualnie naziści w polskich obozach śmierci. Budowanie muzeum II wojny z założeniem, że niemieccy turyści mają się w nim czuć komfortowo,skończyło się wraz z odejściem głównego historyka III RP. Pamięć o dziadku z Wermachtu nie powinna mieć żadnego wpływu na tworzenie planu ekspozycyjnego placówki. Epoka w której, rachityczną polską politykę historyczną konsultowano z przyjaciółmi z Berlina, minęła i długo nie wróci. Dopilnuje tego nie tylko pan z tabletu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oczywiście, kolejne podkomisje z parówkami i puszkami po coli nam to wyjaśnią i udowodnią,a wtedy padniemy na kolana....ze śmiechu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dodatkowe 90 mln zł, czyli ok.1/4 kosztów całej inwestycji - kto to planował? powinni podać do publicznej wiadomości nazwiska tych 'fachowców', podobnie jak i tych np. od 'motorówki' Gawron. Z drugiej strony - przecież wiadomo - Powiedz mi: po co jest ten miś?
- Właśnie: po co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co; więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa! To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem?! My otwieramy oczy niedowiarkom: patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane - i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji... który sobie zgnije. Do jesieni, na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?
- Protokół zniszczenia".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Świeżutkie: CHRISTIAN LAPORTE À VARSOVIE ET EN CRACOVIE Publié le samedi 24 septembre 2016 à 11h01 - Mis à jour le samedi 24 septembre 2016 à 11h02

Lors d’une odyssée de la mémoire en 2002 autour des camps de la mort polonais et allemands avec des étudiants du secondaire..." - W 2002 roku podczas odysei pamięci wokół polskich i niemieckich obozów śmierci wraz z uczniami liceum...

http://www.lalibre.be/lifestyle/voyages/mille-ans-de-presence-juive-en-pologne-un-deni-repare-57e3ad56cd706759d53216a6

Albo się ogarniemy i przestaniemy żreć, albo...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information