Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

grzeb

Pióro wieczne kpt. Władysława Raginisa, dowódcy obrony Odcinka Wizna

Recommended Posts

Dnia 17 grudnia 2011 roku, przypadł nam zaszczyt przeprowadzenia konserwacji i zabezpieczenia pióra, wydobytego z mogiły wojennej podczas ekshumacji doczesnych szczątków ś.p. kpt. Władysława Raginisa, dowódcy obrony Odcinka „Wizna”, który poległ bohaterską śmiercią w bitwie pod Wizną we wrześniu 1939 roku.

Konserwacja miała miejsce w Pracowni Piór Wiecznych MeMo we Wrocławiu a uczestniczyli w niej przedstawiciele Rady Forum o Piórach – Marta Michnej (Rka), Elżbieta Więcek (Lash), Marcin Patela (Dexter) oraz Prezes Stowarzyszenia „Wizna 1939” Pan Dariusz Szymanowski.

Pióro to instrument firmy Gunter Wagner. Model Pelikan 101N Tortoise.

Pióro trafiło do nas obmyte jedynie z zaschniętego błota.
Wcześniej pojawiały się domysły, że stalówka została wyłamana z sekcji i skradziona.

Oględziny pióra.

Stan pióra jaki zastaliśmy:
Pióro złamane ukośnie wzdłuż okienka podglądu atramentu. Rozdzielone na dwie części.
Okienko w kolorze butelkowej zieleni, bez zanieczyszczeń czy nagarów atramentu.
Skuwka z oddzielonym spływakiem, który utknął w środku. Widoczne od strony wejścia skuwki fragmenty odłamanego okienka podglądu oraz tył spływaka. Wiele wskazuje na fakt, iż stalówka jednak znajduje się uwięziona wewnątrz. Brzeg skuwki pierwotnie posiadał dwa złote ringi umieszczone w dwóch wycięciach okrężnych, obecnie pozostały jedynie ślady tlenku. Ringi prawdopodobnie rozpadły się całkowicie w mogile. Spód skuwki znacznie zniekształcony, eliptycznie spłaszczony.
Klips skuwki zachowany w pięknym stanie. Brak jakichkolwiek śladów zniszczenia pozłoty. Boki klipsa i pierścień mocowania do skuwki mocno zaśniedziały i pokryty zielonym tlenkiem mosiądzu.
Body pióra zachowane w dobrym stanie, bez śladów zniszczeń. Koszulka szylkretowa nosiła nieznaczne ślady uszkodzeń.
Po zakończeniu wstępnych oględzin piórka, przystąpiliśmy do pracy i konserwacji pióra.
Priorytetem było dotarcie do wnętrza skuwki i wydobycie stalówki. Pióro miało mieć odłączone wszystkie części składowe.

Prace przy body pióra:
Okazało się, że przez ponad 70 lat spoczywania w ziemi, na głębokości około 2 metrów, celuloid z którego było wykonane pióro znacznie się skurczył i zbiegł. Średnica pióra zmniejszyła się o około 0,6 mm. Udało się jednak wyciągnąć tłoczek bez większych problemów. Gwint pokrętła tłoka nie był wytarty. W ogóle nie nosił śladów używania. Korek w tłoku skurczył się lecz nie rozpadł. Był w idealnym stanie. Z racji tego iż pióro skurczyło się, wyschnięty korek tłoka idealnie pasował do wnętrza. Pióro zaciągało do środka wodę. Po wielokrotnym obmyciu w myjce ultradźwiękowej części, znaleźliśmy na pokrętle tłoczka ślady zębów. Ślad jaki pozostawiają ostre zęby np. kły przy próbie odkręcenia. Po przymierzeniu, nasze domysły potwierdziły się. Ktoś, kiedyś starał się odkręcić pokrętło tłoka zębami, ale robił to w złą stronę.

Body pióra posiadało nieznaczny ubytek celuloidu od strony pokrętła, tuż pod mosiężnym pierścieniem prowadnicy tłoka. Ubytek nie został uzupełniony. Zabezpieczono boki rany i podklejono tak, by zniszczenia nie postępowały dalej. Celuloid posiadał z jednej strony wyraźną „gęsią skórkę”. Prawdopodobnie w tym miejscu pióro miało bezpośredni kontakt z ciałem ś.p. Kapitana. Powierzchnię body pióra wygładziliśmy delikatnie, likwidując drobne ryski. Większe ślady rys oraz „gęsia skórka” nie były usuwane. Następny krok, to nadanie delikatnego połysku. Celuloid odzyskał blask i kolor. Dopiero teraz można było zobaczyć całość piękna pióra z koszulką szylkretową.

Prace przy skuwce:
Jak w przypadku koszulki body, tak i skuwka uległa deformacji. Wiele zim jakie przeleżała w ziemi, spowodowało, że celuloid obkurczył się bardzo ściśle uciskając gwint szczytu skuwki (kaptopa). Różnica średnicy wynosiła około 0,5 mm. To bardzo wiele, biorąc pod uwagę fakt, iż gwint w nie zdeformowanym piórze jest ściśle dopasowany.
Po około 15 cyklach w myjce ultradźwiękowej i wielogodzinnym ręcznym oczyszczaniu, klips zaczął obracać się wkoło skuwki. Wyczyszczony celuloid ujawnił że klejenie skuwki lekko się rozchodzi. Skuwki celuloidowe robiono i robi się nadal, z płata celuloidu zwijanego na ciepło. Brzegi skleja się ściśle. W restaurowanym piórze, brzegi te na skutek deformacji, rozeszły się od strony nieistniejących ringów. Próby wykręcenia szczytu skuwki nie przyniosły efektu. Wstrzykiwanie różnych środków między zakleszczone elementy także nie pomogło. Zdecydowaliśmy się na odcięcie kaptopa (szczytu skuwki) w miejscu styku z pierścieniem klipsa. Cięcie musiało być na tyle precyzyjne, by nie uszkodzić zablokowanej wewnątrz stalówki i spływaka. Po odłączeniu kaptopu, ukazała nam się przepiękna stalówka. Oczywiście firmowa, Pelikana, złota 14 karatowa, rozmiaru F. Kulka irydowa była idealnie zachowana, tak samo jak sama stalówka i spływak. W kaptopie znaleźliśmy ślady czarnego atramentu. Nadal nie dało się jednak wykręcić zablokowanego gwintu odłamanej sekcji.
Odchylając bardziej i pogłębiając już istniejące pęknięcie na skuwce, powoli, delikatnie gwint trzymający sekcję puścił. Udało się wydobyć zablokowany element pióra.

Stalówka została oczyszczona z nagromadzonego brudu. Ku naszej radości, kanały przepływowe w piórze były w pełni drożne. Szyjka sekcji nie miała żadnych, nawet najdrobniejszych rys.
Po przymiarce odłamanego elementu do body pióra, okazało się, że brakuje dwóch małych fragmentów okienka podglądu atramentu. Elementy te, prawdopodobnie zaginęły w mogile.

Skuwka została delikatnie wyprostowana i ponownie sklejona w miejscu pękającego łączenia. Oczyszczono tunele pod ringi, jednak nowych ringów nie założyliśmy. Przywrócono celuloidowi blask i wyciągnięto barwę szylkretu. Nie usuwaliśmy głębokich rys na wyrażną prośbę przedstawiciela Stowarzyszenia „Wizna 1939”. Klips został dokładnie wyczyszczony z nalotu tlenku oraz wypolerowany. Pozłota zachowała się w stu procentach. Kaptop został także delikatnie wypolerowany. Posiada on czytelne logo Pelikana na szczycie i napis na krawędzi Pelikan Patent. Skuwka została złożona ponownie.
Prace przy piórze trwały bez przerwy przez około 7 godzin.

Po chwili analizy, stwierdziliśmy, że pióro zostało wyprodukowane w latach 1938/39, a ś.p. kpt. musiał otrzymać pióro dosłownie tuż po nominacji i przeniesieniu do Korpusu Ochrony Pogranicza.
Jedno jest pewne. Nie zdążył używać go długo i systematycznie. Kapitan używał także czarnego atramentu, najprawdopodobniej marki Pelikan.

Byliśmy w stanie przywrócić pióro do pełnego życia. Mogło działać normalnie i pięknie pisać. Jednak nie to było naszym celem. Pióro zostało jedynie złożone, nie sklejaliśmy całkowicie pękniętych części pióra.
Niech jego wygląd będzie taki, jak zobaczyli je ludzie przenoszący szczątki po ekshumacji.

Pióro po 72 latach, ponownie poczuło atrament na stalówce. Za jego pomocą osoby przeprowadzające renowacje, napisały krótką notatkę oddając cześć kpt. Raginisowi. Po tym fakcie piórko zostało umyte z atramentu i przygotowane do zaprezentowania.
Całość prac wykonaliśmy pod okiem i za aprobatą Prezesa Stowarzyszenia „Wizna 1939”, Pana Dariusza Szymanowskiego, któremu serdecznie dziękujemy za możliwość pracy przy piórze kpt. Władysława Raginisa.

http://forumopiorach.net/viewtopic.php?f=31&t=1993

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chciałbym wyjaśnić, iż informacja dot. pióra kpt. Raginisa ukazała się w ostatni poniedziałek w dodatku do Gazety Wyborczej", w artykule opisującym historię pióra wiecznego. Tyle ode mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information