Jump to content

ko-ko-ko-ko reko-(nie)-spoko... czyli o tym jak nie odtwarzać - kolejna odsłona


Recommended Posts

Ostatni post raczej nie wniósł za wiele do dyskusji...
Być może praktyka taka była stosowana lecz na tą chwilę by uznać to za fakt niezaprzeczalny jakikolwiek materiał źródłowy rozwiałby wątpliwości; bez takowego sprawa owych pokrowców jest na etapie podobnym do hełmów FJ z kalkami opatrzonymi runami SS, gdzie są zwolennicy iż takowe były aczkolwiek ciężko to udokumentować. Nie mniej bez jakiegokolwiek potwierdzenia poruszamy się w sferze przypuszczeń- czego paradoksalnie nie można uznać za całkowicie błędne bowiem już nie raz okazywało się iż reguła często rozmijała się z realiami, zwłaszcza frontowymi.

PS. nie wiem czy sam temat Chojny i ostatnich dywagacji jest odpowiednio usytuowany w wątku rekoko... pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

A właśnie że wnosi bo grupa ta od lat była prekursorem w wprowadzaniu nowinek w reko czasami z pogranicza S-F ale to zawsze tylko dodawało kolorytu naszemu środowisku, a jeżeli gość jest konsultantem w wielu produkcjach to znaczy ze sie chyba zna na rzeczy. prawda?
a gadanie że nie było zdjęć z pokrowcami na hełmach FJ, nie wiemy czy widzieliśmy wszystkie zdjęcia a tez napewno w 1945 na przełomie zimy i wiosny nie pstrykano tak ochoczo zdjęć jak w 41.
Więc nie wiem czy mój post nic nie wnosi do dyskusji - czasami poprostu trzeba niektórym osobom coś narysować DRUKOWANYMI.
Link to comment
Share on other sites

Co do dodawania kolorytu przez SF, to argument jest dość słaby. Natomiast faktem jest, że skoro w warunkach bojowych ludzie wkładali surogaty z tego, co było pod ręką, choćby to było białe poncho z firanki, to tym prawdopodobniejsze jest włożenie fabrycznego kamuflażowego pokrowca, który akurat się trafił (choćby zdjętego z głowy zabitego kolegi).

[jeżeli gość jest konsultantem w wielu produkcjach to znaczy ze sie chyba zna na rzeczy. prawda?]

Powinien, ale nie założyłbym się, mając w przeszłości okoliczność z niejakim Sz., także konsultantem wielu produkcji.
Link to comment
Share on other sites

Maciora78 - Twój wcześniejszy post co do osoby konsultanta ( być może w mym błędnym odczuciu) zabrzmiał jak ironia dlatego taki mój komentarz. Brałem udział w projekcie FJ SS w Chojnie i znam inne przedsięwzięcia jakich podejmuje się Pomerania 45 i chwała im za to bo tak jak piszesz dodają kolorytu. Co do samej kwestii pokrowców to w 100% zgadzam się z opinią Gustava.
Pozdrawiam
Więc nie wiem czy mój post nic nie wnosi do dyskusji - czasami poprostu trzeba niektórym osobom coś narysować DRUKOWANYMI" nie trzeba się tak unosić ;-)
pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

Tak samo prawdopodobne jak to z załączonego przeze mnie zdjęcia ( a może nawet mniej bo na faust-osła jedno zdjęcie jest ). Tłumaczenie w stylu ,,było przecież dostępne to mogło się zdarzyć,, jest typowym tłumaczeniem ludzi , którzy za miast do książek i materiałów zdjęciowych wolą sięgać do swojej wyobraźni.

Link to comment
Share on other sites

Nie tylko mogło, ale akurat w przypadku takiej kombinacji zdarzyć się musiało.
Równie dobrze można by zdezawuować jakiś fant cywilny twierdząc, że co prawda ogólnie były w użyciu urządzenia cywilne danego rodzaju (maszynka do golenia, mam na myśli, piórnik, koszula, zegarek, aparat fotograficzny itp.), ale nie ma zdjęcia, na którym byłby np. żołnierz golący się maszynką f-my Brox i Synowie.
Link to comment
Share on other sites

A ja się nie zgadzam, swego czasu gdy intensywnie eksplorowałem temat spadochroniarzy ss, miałem dostęp do relacji ostatniego dowódcy batalionu Siegfrida Miliusa. Pojawiła się kwestia kamuflaży - jakie kombinezony, kwestia kombinezonów w DOT 44 i wiele innych. Żadna relacja nie dotyczyła używania na pozycjach nad Odrą pokrowców ze zwykłych" hełmów. Na żadnym dostępnym zdjęciu z tego okresu nic takiego nie występuje. Spadochroniarze ss nie używali nawet pokrowców LW na hełmy M38, chociaż mieli dostęp do wyposażenia z jakiegoś magazynu lotnictwa, stąd kombinezony wcześniejszych wersji, sumpftarn, kombinezony lotnicze, etc. Mówimy oczywiście o okresie walk nad Odrą. Oczywiście używanie w rekonstrukcji określeń nigdy i zawsze, najczęściej prowadzi na manowce, toteż jeżeli koledzy dysponują materiałem fotograficznym, chętnie uzupełnię edukację. Tymczasem, mówiąc delikatnie, mocno powątpiewam. Argument, że skoro to Pomerania to na pewno zrobili jak należy, jest niemerytoryczny, nie ma ludzi nieomylnych i idealnych, a wzorce znajdują się tylko w Sevre pod Paryżem.


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Dunczyk 05:11 04-03-2014
Link to comment
Share on other sites

Jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach.

Na tematyce SS FJ niewiele się znam, ale jeżeli chodzi o omawiane jeszcze zdjęcia to nigdy nie widziałem czapek oficerskich wciśniętych za pas.
Szczerze mówiąc to nie wiem gdzie je chowali, ale na pewno nie umieszczali ich za pasem.

Kiedys też się przyczepiłem jeżeli chodzi o wspomnianą grupę (wydaje mi się, że były tam niektóre z osób widocznych i na tych zdjeciach, jezeli się mylę to przepraszam)do inscenizacji o tematyce III Rzesza '46.

I patrząc na tę dyskusje tutaj, wierząc przedmówcom mamy ten sam problem. Niepoparte dowodami rekonstruowanie czegoś czego nie było, albo się nie ma dowodów na to.
Opieranie się bezkrytycznie na opowieściach weteranów, czy nawet dokumentach sztabowych itp. do niczego nie prowadzi.

Biurokracja w wojsku to jedno, a rzeczywistość to drugie.
I w tej całej zabawie wydaje mi się, że tylko pujscie tropem dowodów fotograficznych może dawać jakąś tam pewność, że tak było czy nie.

Oczywiscie i tu, jak w przypadku tego zdjecia z osłem trzeba uważać na pewne wyjątki. Nie można tworzyć obrazu bitwy na podstawie takich rzeczy bo to jest wypaczanie faktów historycznych, a nie ich rekonstruowanie.
Link to comment
Share on other sites

[Szczerze mówiąc to nie wiem gdzie je chowali, ale na pewno nie umieszczali ich za pasem.]

To może się dowiedz.

[tylko pujscie tropem dowodów fotograficznych może dawać jakąś tam pewność, że tak było czy nie.]

Cały szkopuł w tym, że dokumentacja może tylko dostarczyć dowodów, że coś było i czy było nagminne, częste czy rzadkie. Brak zdjęć pozwala z całą pewnością udzielić odpowiedzi jeśli w ogóle się zdarzało, to bardzo rzadko". Przy czym powstaje pytanie, ilu zdjęć potrzeba, żeby nie usłyszeć może i gdzieś się trafiło, ale odtwarzamy regułę, nie wyjątek".
Link to comment
Share on other sites

Po pierwsze Gustavie Odtwarzamy regułę nie wyjątek" to nie ejst prawo powszechne w polskiej rekonstrukcji, akurat w temacie Waffen SS, najmniej się sprawdza bo jedyna pewna reguła polega w tym temacie na tym, że jednolite mundury oddziału to mundury mniej więcej w jednym kolorze i tyle. Co do typów, elementów wyposażenia panowała już ogromna rozpiętośc. Co do rzeczonych pokrowców to pozostanę przy swoim stanowisku, dopóki nie zobaczę fotki nie widzę w tym sensu, wiele fotek widziałem (zapewne nie wszystkie), natomiast, że zaprezentowała to grupa, nawet Pomerania to trochę za mało. Kiedy odtwarzane są wydarzenia typu Niemcy 1946, mogą wystarczyc jedna czy dwie fotografie, w tamtym przypadku nie pokazano niczego co by nie istniało - mogło byc w sferze testów, ilości przedprodukcyjnych etc. ale istniało. Tu natomiast pokazano wydarzenie autentyczne, na znanych mi fotkach z pozycji spod Schwedt, żaden spadochroniarz nie nosi pokrowca, toteż ja bym go nie założył.
Link to comment
Share on other sites

@ Stanisław M- Brawo
Poruszona tu kwestia czapek tudziez furażerek za pasem w polskiej rekonstrukcji jest nagminna. Skoro żołnierz musiał dbać o swoje umundurowanie, jego stan i wygląd, to trudno jest o nakrycia głowy dbac mając je wciśniete za pas. Poza tym jest to niewygodne i łatwo zgubić. Oczywiście pewien odsetek fotek z epoki potwierdzaja taki proceder, ale nalezy zauwazyć także w jakich warunkach robione sa te fotki czy na wyjściówce z koszar, czy na luźnej fotce, czy w warunkach cięzkiego boju i frontu.
Link to comment
Share on other sites

No proszę, w tej kwestii nawet są zdjęcia.
Kolejne rozwiązanie, które się samo narzuca, kiedy np. trzeba coś zrobić z czapką wkładając hełm. Pomysł z gazpuchą jest dobry, ale tylko pod warunkiem wszelako, że się cznia regulaminy i nie nosi gazmaski. W kieszeni niekoniecznie się da (zwłaszcza jak żołnierz ma MP lub StG i dolne kieszenie zakryte ładownicami, względnie bluzę M44, która dolnych kieszeni nie ma wcale). Co do pazuchy, to przećwicz to z czapką z daszkiem na synu, jak się już regulaminowo zapnie i obwiesi kompletem swojego wysoce koszernego szpeju.
W przypadku furażerki oczywiście jest alternatywa w postaci włożenia hełmu na nią - jedno z wielu zagrań może i niezgodnych z regulaminami, ale zgodnych ze zdrowym rozsądkiem.
A co mówiły regulaminy? I, skoro przy tym jesteśmy, co należało zrobić z czapką w czasie nabożeństwa? WH, mam na myśli, bo co w WP to ja wiem.
Link to comment
Share on other sites

Czytam sobie o tym nieszczęsnym oju o Chojnę" i muszę powiedzieć że owa impreza jest dla mnie zwierciadłem wszystkich imprez a 1945 rok" w naszym pięknym kraju.

Z tego też powodu winna zająć poczesne miejsce w tym wątku bo kondycja imprez rekoko pozostawia wiele do życzenia.

Nie chodzi tutaj o dziwaczne spinacze (bo tak chyba ten element oporządzenia nazywa się w Języku Polskim) czy Gamaschen (jak by to nazwali Niemcy). Nie chodzi o niehistoryczne obuwie, tajemnicze kombinacje mundurowe itd. itp.

Chodzi o całokształt. Mam tutaj na myśli diaboliczne połączenie;

-doktryny stosowanej już od bez mała od 20 lat i ukutej dla potrzeb odtwarzania średniowiecza a brzmiącej;

coś takiego mogło być"

stosowanej przez ludzi nazywających siebie ekonstruktorami", dla zamaskowania baboli w swych sylwetkach, których z jakichś powodów nie byli w stanie zlikwidować lub- co częstsze- nie wyłapali.

- radosnej twórczości realizatorów lwiej części spektakli historycznych", która w ciągu kilku sekund zniweczy starania nawet najlepiej zrobionego" rekonstruktora. Nad babolami w poszczególnych sylwetkach rozwodzimy się długo, wybaczając jednocześnie reżyserom widowisk błędy, które czynią z 99% inscenizacji czy rekonstrukcji farsę podobną do występu clownów. A tymi clownami stają się niestety rekonstruktorzy.

Realia taktyczne walki, która prowadzona jest przy użyciu czołgów, miotaczy ognia, CKM-ów, UKM-ów, pistoletów maszynowych, karabinków szturmowych, karabinów i karabinków ładowanych odtylcowo, karabinków półautomatycznych, bezodrzutowych wyrzutni pocisków kumulacyjnych, gdzie królującym materiałem wybuchowym jest trotyl a miotającym proch nitrocelulozowy, nakazują walczącym korzystać z wszelkich możliwych osłon terenu, w natarciu zdecydowanie przemieszczać się skokami i Broń Boże nie zalegać.

Szybkostrzelność używanej broni jest tak wysoka że żołnierz pozostający dłuższy czas (liczony w sekundach) w pozycji stojąc" na otwartym terenie w odległości mniejszej niż 300 metrów od przeciwnika ma średnią życia porównywalną z żywotnością porcelanowego imbryka z czasów IV dynastii pośrodku fermy słoni rozdartej niesnaskami etnicznymi pomiędzy Tootsi i Hutu.

Energia kinetyczna wystrzeliwanych z broni palnej pocisków jest tak wysoka że dobór naturalny szybko eliminuje osobniki nie mogące przyswoić sobie idei Krzesło i balot słomy nie zasłonią mnie przed ostrzałem wroga".

Tego wszystkiego nie dowiemy się z tzw. ekonstrukcji historycznych". Mundury i broń z połowy XX wieku a taktyka jak ze starych dobrych czasów feudalnych.

Czyż nie łatwiej pójść w stronę jawnej farsy Drodzy Panowie i miast strzelać do siebie z 10 metrów zacząć wylewać sobie wiadra wody w spodnie?
Link to comment
Share on other sites

Nie sposób się z Panem nie zgodzić.
Ma Pan wiele racji w tym co napisał.

Zawsze wszak komicznie to wyglada gdy organizuje się modne teraz Bitwy Czołgów, które niemalże jak w pierwszych dniach Barbarossy taranują się zamiast prowadzić ze sobą pojedynki ogniowe.

Do tego mamy zgraję żołnierzy na pancerzach czołgów, którzy sekundę przed cielesnym" kontaktem oby kolosów zeskakują z nich idąc do natarcia z dumnie wypietą piersią.

Tak jak Pan wspomniał totalna nieznajomość użycia różnych rodzajów broni, a może zwykłe lansiarstwo poszczególnych rekonstruktorów wpływają na to, że się tego nie chce nawet ogladać.

Snajper obwieszony materiałem" w frmie roślinnosci idący w pierwszym szeregu do natarcia, moździerz przenoszony na pierwszą linię frontu, MG biorące udział w szczytowym momencie natarcia piechoty i wiele wiele innych rzeczy, które sprawiają niemały nniesmak jak się na to patrzy.

Nie wspomnę tu o kondycji zdrowotnej czy fizycznej, ba... o wygladzie tych rekonstruktorów. Czyż najstarszy z nich najczęściej nie udaje najmłodszego, najgrubszy spadochroniarza, albo o zgrozo snajpera, dowódcę tankietki, kawalerzystę?

To wszystko to już za dużo aby na to patrzeć. A dochodzą do tego jeszcze te detale", które sprawiają, że wszystko do kupy wzięte jest niewiadomo czym.
Zaraz ktoś tu napisze o nie patrz"...ale chyba robicie to po to, abym patrzył...prawda? Jeżeli nie ja tę kichę ogladam, to oglada ją ktoś inny...

Szkoda moim zdaniem na to kasy, o której też tu parę słów zostało powiedzianych.
Dorzucę jeszcze kilka. Oburzyło się parę osób, że nikt nie bierze kasy, że to co płacą starcza na pokrycie kosztów przyjazdu więc nie można mówić o jakimkolwiek zarobu.

Prawda, zgadam się z tym, ale...

Są osoby, które to organizują, wręcz z tego żyją. Jak i ktoś ostatnio zwrócił uwagę firmują swoim nazwiskiem na plakatach pewne rzeczy, w wywiadach telewizyjnych podkreślają że są reżyserami i scenarzystami itp. Czy one też przyjechały tam za zwrot kosztów?

Oczywiście zarabiają też na tym i inni. Władze samorzadowe itd. Nie chcę tu nikogo oskarżać, dowodów nie mam, ale domyślam się, że podczas takich imprez odbywają się różne bankiety, a kto tam później sprawdza czy nie pojawiają się jakieś premie za zorganizowanie takich imprez.

Dla mnie to jest proste wytłumaczenie. Jeżeli ktoś płaci za takie g" to albo jest idiotą, albo ma w tym interes.

A cała reszta tej rekonstrukcyjnej gawiedzi jest delikatnie mówiąc mięsem armatnim, dodatkiem, który przyjedzie za darmo, aby szlachta" mogła się nażreć.

Pod słowem szlachta mam na mysli tych wszystkich, któzy czerpią zyski z czystej idei i niestety naiwności wiekszości rekonstruktorów.

Dla takich ludzi jak ci scenarzysci, reżyserowie takie datale jak palety służące za barykady to nic. O swoją kasę wziął, a reszta... no cóż...dla niego jest nie ważna, swoje potrzeby zaspokoił, a ci naiwniacy niech sobie pobiegają.

Tak na prawdę to władze miejskie powinny takiego typa oskarżyć o malwersacje finansowe bo mieniąc się tymi tytułami i robiac na tym kasę bieże odpowiedzialność za wszystko.
Link to comment
Share on other sites

[Zaraz ktoś tu napisze o nie patrz"...]

Prorok jakisi czy co?

[ale chyba robicie to po to, abym patrzył...prawda?]

Nieprawda.
Przynajmniej ja robię to po to, żeby ludziom sprawić radość. Jeśli to, co robię, komuś się nie podoba, to szkoda jego i mojego czasu.
O ile są błędy, których nie powinno być i których można by uniknąć, o tyle pewien element umowności w rekonstrukcji jest i będzie, ponieważ ogranicza nas liczba aktorów, nasycenie rekwizytami i wymiary sceny.
Bardzo fajnie byłoby rozgrywać rekonstrukcje na dystansach rzeczywistych i stosownie do tego rozpraszać np. tyralierę, pewnie rekonstruktorzy by się świetnie bawili... ale publika mniej. Z tej zmniejszonej skali i niemożności wygenerowania realistycznych rekwizytów wynikają takie elementy teatralnej umowności, że z 20 m można nie trafić w człowieka z kb, że przeszkoda zasłaniająca optycznie człowieka ochroni itp. i nic się na to nie poradzi.
Link to comment
Share on other sites

To wszystko prawda.
jednak wiele zależy od scenariusza.

Musi sam Pan, Panie Gustv-ie przyznać, że wiekszość z tych rzeczy o kórych wspomniałem można bardzo łatwo wyeliminować.

Część z nich zamiast rozgrywać przed publicznością na małych dystansach mozna rozegrać inaczej.

Najlepiej byłoby to widać na przykładzie czołgów. Zamiast napuszczać je na siebie może lepiej byłoby pokazać publiczności przygotowanie jakiejś zasadzki na wroga i np. zaprezentować maskowanie jednego z czołgów na skraju pola walki".

Wtedy i kierowca bo se pojeździ przed publicznością i lansujacy się w wieżyczce dowódca wozu, bo go ludzie zbaczą, bedzie zadowolony, a i publiczność się może czegoś nauczy.

Ale oczywiscie najlepiej oprzeć scenariusz na zabawach z dzieciństwa. Wszyscy na wszystkich, hurrra. ja tego, ten mnie, a tamtego tamten. chyba jesteście dorosłymi ludźmi tak powinniscie się zachowywać, chciażby ze wzgledu na powagę tego co pokazujecie i honor, cześć ludzi, którzy tam gineli bo już nie dzieląc na tych dobrych i złych obie strony ginęł w tak samo dla siebie tragicznych sytuacjach i chyba zdaje Pan sobie sprawę, że raczej im do smiechu nie było.

I po co te śmieszna walki wręcz. Czy to jest potrzebne? Czy dana inscenizacja ucierpi jeżeli pokaże się śmierć żołnierza" w inny sposób?

A może lepiej jak publiczność się uśmieje bo zobaczy jak Polacy ginący np. pod Monte Cassino, czy na Wale Pomorskim umierali w groteskowych sytuacjach.

Czy o to chodzi? Czy tak jak wiele grup na swoich stronach (zwłaszcza esesowskich) mieni się krzewicielami kultury i edukacji historycznej?

Jak edukujecie to róbcie to dobrze...bo taką chu" to każdy potrafi zrobić i nie jest mu do tego potrzebne miano ekonstruktora".
Link to comment
Share on other sites

Przynajmniej ja robię to po to, żeby ludziom sprawić radość." - napisał Gustav Hirsch

Raptem wszyscy stali się społecznikami dbającymi o dobrą zabawę widowni...

Sugeruję że więcej zabawy dostarczymy publice rzucając w siebie kremówkami i okładając się gumowymi kurczakami, po co te drastyczne sceny śmierci i irytująca szczególnie osoby starsze i niemowlaki palba ze ślepaków

Myślę że wytłumaczyć tą chęć zaspokojenia społeczeństwa bierze się z poszukiwania akceptacji dla swej odmienności- tu: zamiłowania do wcielanie się w postać wojownika. Nie chodzi tu poczucie misji edukacyjnej, dążymy raczej do uzyskania przyzwolenia społecznego na przebieranie się w mundury z dawno przebrzmiałych wojen. Dzięki temu, że co jakiś czas rozbawimy całe rodziny wpychając sobie kremówki w Feldhose nie oskarżają nas o epatowanie przemocą, chwalenie militaryzmu, hitleryzmu, faszyzmu, rasizmu rewizjonizmu i innych brzydkich rzeczy jakich mężczyznom w wieku poborowym w społeczeństwie obywatelskim chwalić nie wypada.
W efekcie ludziska mają zabawę a my paradujemy sobie w przebraniach wojowników by choć na krótką chwilę być w ich skórze.
Myślę że ta chęć podszycia się pod wojownika jest wyrazem frustracji osobników płci męskiej spowodowanej wzmożoną feminizacją życia społecznego. Tęsknimy za mundurami, których nam poskąpiono ale łakniemy także społecznej akceptacji, stąd całkiem dobre odwzorowanie poszczególnych sylwetek na tle całkowicie poronionych widowisk z naszym udziałem. Uwielbiamy być podziwiani jako wojownicy, godzimy się więc na udział w tych groteskowych widowiskach.
Link to comment
Share on other sites

Masz z tym wszystkim jakiś problem? Jeżeli uważasz to za groteskowe, to przecież nikt Cię na tę scenę pod rewolwerem nie gna, nie zadowala CIę poziom tych widowisk, to w nich nie uczestnicz.
Oczywiście, że rekonstruuję również i przede wszystkim dla własnej przyjemności. Nigdy tego nie ukrywałem, ponieważ zresztą ukryć by się tego nie dało. Natomiast jednym ze źródeł tej przyjemności jest dostarczanie ludziom godziwej rozrywki. Jeżeli nie jestem w stanie zadowolić tak wyrafinowanej publiczności jak dostojny Stanisław M., bardzo mi przykro, ale trudno - jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu koneserowi dogodził.
Pozostaje mieć nadzieję, że M. junior zdobywszy należną pozycję w ruchu rekonstrukcyjnym będzie robił rekonstrukcję na miarę ambicji ojca.
Link to comment
Share on other sites

jednym ze źródeł tej przyjemności jest dostarczanie ludziom godziwej rozrywki"

Dwa litry farby olejnej w portkach- to jest godziwa rozrywka- czekam na pokaz...

Daj Gustav-ie z siebie wszystko (pamiętaj o gumowym nosie, który naciśnięty piszczy- on szczególnie bawi dzieciaki)
Link to comment
Share on other sites

R51 - ja mam inne pojęcie godziwej rozrywki, ale oczywiście masz prawo do własnego gustu.
Boer - no więc właśnie... to też nieraz bywa podnoszone jako zarzut przeciwko rekonstrukcji: że pokazujemy wojnę nie dość straszną. Sztuczna krew to się jeszcze czasem pojawi, ale flaki, mózg itp. nie, przez co powstaje zbyt estetyczny obraz wojny. Z kolei jak ktoś pokaże trochę okropności, to wtedy pojawiają się pretensje, że dzieci patrzyły i mogą mieć traumę (vide awantura po rekonstrukcji powstańczej na ostatnim Grenadierze).
Jacek Dąbrowski - bez żadnych napisów wiadomo, że osoby o szczególnie wyrafinowanym guście wchodzą - do teatru, na koncert, na wystawę, i także na rekonstrukcję - na własne ryzyko. Jeśli kto ma tak wysublimowany smak dajmy na to muzyczny, że Berlińscy Filharmonicy są akurat jacy tacy, to nie tylko na wojewódzkim przeglądzie orkiestr ochotniczych straży pożarnej nie powinien się pojawiać, ale i na defiladzie na Placu Piłsudskiego, bo orkiestra reprezentacyjna Wojska Polskiego też zapewne okaże się niegodna jego uszu.
Link to comment
Share on other sites

Wiesz , to może jednak spiąć poślady i się postarać? A nie staropolskie Jakoś to będzie" . Albo traktuje się tych co przychodzą poważnie i nie zakłada indiańskiego pióropusza do reko Bitwy pod grunwaldem , albo robi się rekoko i nie ma się pretensji że gawiedź wytyka babole. Gawiedź też człowiek i ma prawo wyśmiać , wygwizdać , a nawet obsmarować na Forach. I z tym się trzeba pogodzić i dążyć do doskonałości.
Pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...

Important Information