Jump to content
Sign in to follow this  
Czlowieksniegu

Będą szukać szczątków Fieldorfa i Pileckiego

Recommended Posts

Mam nadzieję, że mowa o muzeum jest na poważnie. To, że ci ludzie nie mają nawet godnego pomnika jest wielką klęską III RP, nie wspominając, że tego typu prace powinny mieć miejsce co najmniej 10 lat temu. Jak identyfikacja DNA stała się czymś powszechnym prace powinny były ruszyć pełną parą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie wróciłem ze spotkania z przedstawicielami ekipy historyczno-archeologicznej pod przewodnictwem
dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka pracującą na kwaterze Ł" na Spotkanie odbyło się w Domu Polonii w Warszawie dziś o 18:00.
Na spotkaniu było około 50-60 osób licząc wraz z kilkunastoosobową grupą specjalistów z Wrocławia prowadzącą pracę.

Był obecny generał Janusz Brochwicz-Lewiński, ps. Gryf". Jak to sam powiedział w czasie swojego wystąpienia yłem jednym z kandydatów do tego kawałka ziemi na łączce, ale miałem dużo szczęścia"

Ekipa przedstawiła przebieg prac jakie udało się do tej pory przeprowadzić. Prace trwały 4 tygodnie będą trwać do piątku tj.24.08.
Do tej pory wydobyto 96 szczątków ofiar.
Pobrano materiał genetyczny od około 90ciu członków rodzin ofiar, prawdopodobnie tam spoczywających.
Jak powiedział prof. Szwagrzyk prace są bardzo trudne. W odróżnieniu od prac we Wrocławiu, tutaj nie ma żadnej ewidencji pogrzebanych ofiar. Ofiary wrzucano bezładnie do dołów, często po kilka osób.
Jedna z odkrytych mogił zawiera szczątki 9 osób! ofiary zostały posypane wapnem, co spowodowało rozkład większości kości. Pozostały jedynie kości długie" i same czaszki - praca przy tej mogile trwa.
Ekipa stwierdziła że w 3/4 przypadków a nawet 4/5 ofiary zostały zabite strzałem w głowę. Jedne z wydobytych szczątków posiadały 3 przestrzeliny w czaszce, oraz dodatkowe kilka śladów po kulach w kościach tułowia. To może świadczyć o użyciu broni maszynowej do egzekucji prawdopodobnie już leżącego skazańca.
Prace dodatkowo są utrudnione przez przerastające mogiły korzenie (dwa duże modrzewie zostały z konieczności wycięte). Ekipa poinformowała że na kwaterze spoczywa około kilkuset ciał. Jak powiedział profesor Niestety nigdy nie zdołamy zbadać wszystkich szczątków. Na części kwatery "Ł zostali pochowani w latach 60,70 i 80 "zasłużeni działacze PRL - w miejscach potajemnych pochówków mordowanych. Uzyskanie zgody od rodzin tam spoczywających będzie bardzo trudne"....

Jak udało mi się dowiedzieć, prace porównawcze materiału genetycznego ofiar i członków rodzin mogą potrwać nawet pół roku, trudno jednoznacznie określić czas uzyskania wyników.
Ekipa ma powrócić na kwaterę Ł" w październiku jednak nie jest to potwierdzona informacja - jak udało mi się dowiedzieć od prezesa IPN Łukasza Kamińskiego - mogą wystąpić problemy proceduralne" .... cokolwiek to miałoby znaczyć... Zakres planowanych prac październikowych ma objąć teren pod alejką, chodnikiem na kwaterze Ł".

Na koniec (już po części oficjalnej niestety) jeden z obecnych kombatantów przypomniał o dzisiejszej rocznicy zdobycia Pasty i śmierci Tadeusza Zawadzkiego ośki"

Nie zauważyłem żadnego przedstawiciela popularnych" stacji telewizyjnych. Spotkanie trwało półtorej godziny, niestety czas na zadawanie pytań na forum był znikomy. Jednak po oficjalnym zakończeniu można było osobiście wypytać o szczegóły.
Jeśli pominąłem ważne fakty proszę o korektę - być może ktoś z Was również tam był?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sprecyzuje - ostały posypane, bądź polane jakimś środkiem przyspieszającym rozkład. Nie ocalała prawie żadna z kości tułowia tzn. kręgosłupa, żeber, miednicy. Pozostały jedynie kości "długie ramion i nóg, oraz czaszki. Prawdopodobnie środkiem tym było wapno"

Zdjęcie tej mogiły było przerażające...kości leżały we wszystkie strony...czaszki bezładnie leżące wśród nich..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pojawiło się przypuszczenie, że chodzi o grupę siedmiu rozstrzelanych w 1951 r. członków IV Zarządu Głównego WiN"

Bezsporne rozstrzygnięcia przyniosą dopiero badania DNA.

Pamięć i groby

Od kilku miesięcy na warszawskim cmentarzu powązkowskim, w ślad za badaniami we Wrocławiu, Instytut Pamięci Narodowej prowadzi prace ekshumacyjne.

Pojawia się szansa

Pod kierunkiem dr. Krzysztofa Szwagrzyka w pobliżu pomnika ofiar zbrodni komunistycznych wydobywane są kolejne szczątki osób zamordowanych przez „ludową” władzę. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat pojawiła się szansa, że kilkaset rodzin dowie się, gdzie ukryte zostały zaraz po egzekucji ciała ich bliskich. Że ofiary otrzymają groby…

Dotychczas wydobyto szczątki – w zasadzie szkielety – 45 osób. Są one bardzo starannie kompletowane i rozdzielane. Spore koszty pochłonie identyfikacja z użyciem laboratoryjnej analizy kodu DNA. Niezbędne próbki zostały już pobrane od krewnych ofiar.



Zwłoki wrzucano jak popadło

Pewien kłopot stanowi to, że część zwłok znajduje się pod asfaltową aleją i pod samym pomnikiem. Trzeba będzie skuć asfalt i rozebrać przynajmniej część pomnika.

Układ ciał wskazuje, że do dziur wykopanych w ziemi zwłoki wrzucano jak popadło, bez żadnego szacunku, nie układając ich ani nie rozdzielając.



Tych siedmiu?

W ostatnim czasie natrafiono na grupę siedmiu zabitych strzałami w tył głowy. Oczywiście pojawiło się przypuszczenie, że chodzi o grupę siedmiu rozstrzelanych w 1951 r. członków IV Zarządu Głównego WiN. Ich śmierć właśnie czcimy co roku 1 marca jako Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Podejrzenie zostało wzmocnione odnalezieniem medalika w złożonej na piersi zaciśniętej dłoni jednej z osób. Łukasz Ciepliński przekazał w grypsach, że idąc na śmierć, połknie medalik dla ułatwienia ewentualnej identyfikacji podczas poszukiwań zwłok. Czyżby nie zdążył i został zabity w momencie podnoszenia medalika do ust?

Jedna z czaszek ma ślady podwójnego strzału – pierwszy nie wystarczył do zabicia ofiary. I to pasowało do zeznań świadków. Więźniowie zapamiętali, że w jednym wypadku przy tej egzekucji słychać było dwa strzały, zamiast jednego.

Mój ojciec, mający nadzieję na odnalezienie kości jego ojca, i cała nasza rodzina uczestniczy w tym grobowym śledztwie ze zrozumiałymi emocjami. Jesteśmy oczywiście zainteresowani jednoznacznym zidentyfikowaniem szczątków dziadka, ale zdajemy sobie sprawę, że każda z kolejno odnajdywanych osób to jeszcze jedna ofiara komunistycznych mordów. Każdy z nich zginął niewinnie. Za każdym ktoś tęsknił, ktoś po nim rozpaczał.



Zgadza się i nie zgadza

Wkrótce w tym samym miejscu odnaleziono jednak ósme zwłoki, co zdawało się zaprzeczać domniemaniu, że chodzi o siódemkę z IV Zarządu. A jednak… Okazuje się, że pisemne świadectwa współwięźniów wspominają o zabiciu w tym samym dniu jeszcze jednej, ósmej, do dziś niezidentyfikowanej osoby.

Wątpliwości wzbudziły oględziny antropologiczne. Kości wyglądają na pochodzące od ludzi młodszych (Ciepliński miał 38 lat, Lazarowicz – 49). Bezsporne rozstrzygnięcia przyniosą dopiero badania DNA.



Wytrwałość ekshumujących

Jak się dowiadujemy, odkryto właśnie kolejną grupę szczątków. Uwagę badaczy zwróciło odmienne zabarwienie kości, wskazujące użycie wobec zwłok jakichś specjalnych środków chemicznych. Wśród kości odnaleziono też medalik z Matką Boską Kodeńską.

Trzeba podkreślić determinację badaczy spędzających przy ciężkiej pracy całe dnie. Zapowiadają oni, że nie opuszczą cmentarza, dopóki nie odnajdą wszystkich zakopanych tam ofiar.

Ich, z taką pieczołowitością prowadzone, narodowe wykopaliska dobrze służą duchowemu wzmocnieniu nas wszystkich, Polaków.

http://wpolityce.pl/artykuly/34452-pojawilo-sie-przypuszczenie-ze-chodzi-o-grupe-siedmiu-rozstrzelanych-w-1951-r-czlonkow-iv-zarzadu-glownego-win

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wapno gaszone to ormalnie" (o ile w tym przypadku można tak to ująć) stosowana wówczas procedura przyśpieszająca rozkład zwłok vide np. masowe groby poległych żołnierzy niemieckich z 1945 roku przy których to pochówkach asystowały" oddziały NKWD.

Share this post


Link to post
Share on other sites
przy zacieraniu śladów po rozwałce oddziału H. Flamego Bartka", brała udział specjalnie delegowana grupa NKWD, więc możliwe że i tutaj nie sam PUBP sprzątał"...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie sądzę, by do sypania wapnem przyjeżdżali tam specjalnie oddelegowani spece z NKWD. Proces ten nie był chyba zbyt skomplikowany nawet dla przeciętnego ubeka ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posypywanie niegaszonym wapnem stosowano podobno już przy grzebaniu zwłok ofiar caratu, wieszanych i rozstrzeliwanych na stokach cytadeli warszawskiej przed I wojną światową. Można więc przypuszczać, że metoda ta jest znana i stosowana conajmniej od czasów Powstania Styczniowego. Zresztą podobno juz w średniowieczu do wapna przygotowywanego na zaprawę wrzucano kości, żeby miało lepsze własności wiążące. Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że żrące własności wapna można wykorzystać do niszczenia zwłok.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdyby ubekom chciało się dokladnie zacierać ślady to paliliby zwłoki ofiar. Wtedy nie zostałby żaden uchwytny ślad. A tak przynajmniej po pomordowanych zostały kości długie i czaszki, dzieki czemu możliwa będzie być może identyfikacja pomordowanych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zresztą gdyby ich grzebano w terenie podmokłym to do dnia dzisiejszego też nic by po nich nie zostało. Kiedy pod koniec lat 60 grzebano na cmentarzu w Chynowie moją prababcię to po pradziadku, który spoczął tam w latach 30 podobno już nic nie zostało.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nic nie zostało" to standardowa śpiewka grabarzy ;) Nawet przy stałym wysokim stanie wód gruntowych pozostają (w złym stanie co prawda, ale jednak w rozpoznawalnej formie) kości udowe i piszczelowe, rzadziej ramieniowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A jak jest z czaszkami? Co z nich zostaje? Podczas ekshumacji w 2002 r. w Żelechowie żołnierzy niemieckich poległych w 1944 r. na przyczółku Warecko-Magnuszewskim czaszki rozpadły się na kawałki, choć nie było to miejsce podmokłe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bjar, skoro na Opolszczyznę do pochowania porozwieszanych na drzewach szczątek i zrobienia kilku wybuchów, do podrzucenia nieśmiertelników niemieckich itp. przyjechała specjalna grupa NKWD to dlaczego miała by nie pomagać w neutralizowaniu najbardziej chcianych przez PUBP?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czaszki w zasadzie się nie zachowują, przypominają okrągły kłąb korzonków, bo korzenie roślin wnikają w kości i czerpią z nich składniki mineralne.

Mógłbyś przybliżyć sprawę tych niemieckich nieśmiertelników - nie jestem w temacie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
A co do rozpadania się czaszek - najczęściej dzieje się tak z tymi trafionymi pociskiem karabinowym - często pękają na szwach i nie tylko, przy czym trzymają się w całości, gdy jest jeszcze skóra. Po jej rozkładzie kości już nie trzymają się ściśle. Ale to też nie reguła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wydaje mi sie, ze na Opolszczyzne NKWD przybylo z tego wzgledu, ze ta operacja mial byc scisle tajna i NKWD chcialo pokazac swoim ludziom z UB jak to sie robi" nie zostawiajac zadnych sladow, podobnie jak to zrobili na Suwalszczyznie!

W Warszawie sprawy mialy zupelnie inny, w duzej mierze oficjalny przebieg.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wszystkie ślady warto sprawdzać, ale zostawmy to specjalistom.

Tymczasem:

dr Krzysztof Szwagrzyk: Robimy to dla społeczeństwa. Robimy to po to, żeby przywrócić pamięć o naszych bohaterach


Od początku kiedy podjęliśmy nasze działania, uznaliśmy, że to co robimy, nie może być żadną tajemnicą, służbową, państwową, ani jakąkolwiek inną. Robimy to dla społeczeństwa, robimy to po to, żeby przywrócić pamięć o naszych bohaterach

- mówił w czasie spotkania w Domu Polonii w Warszawie dr Krzysztof Szwagrzyk, szef ekipy, która od trzech tygodni prowadzi prace na Łączce.

Od czterech tygodni trwają prace ekshumacyjne ofiar terroru komunistycznego pochowanych na tzw. Łączce na Powązkach Wojskowych. Prowadzi je ekipa archeologów, historyków i pracowników medycyny sądowej pod przewodnictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka z Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu.

W Domu Polonii w Warszawie odbyło się spotkanie, na którym przedstawiono założenia i dotychczasowy przebieg tych badań. W spotkaniu uczestniczył gen. Janusz Brochwicz-Lewiński Gryf" (żołnierz Batalionu AK Parasol", dowódca oddziału obrony Pałacyku Michla), a także szef IPN Łukasz Kamiński.

Prace ekshumacyjne obejmują niewielki obszar wokół pomnika ofiar okresu stalinowskiego (wybudowanego w 1991 roku). Konieczne będzie jednak, jak wynika z badań, odsłonięcie innych obszarów wokół tego miejsca, na których obecnie położone są alejki asfaltowe, gdyż pod nimi znajdują się inne szczątki.



Dr Krzysztof Szwagrzyk przedstawił członków swojej ekipy, m.in. mgr Agatę Thannhäuser (Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu), dr. Łukasza Szleszkowskiego (Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu), dr. Andrzeja Ossowskiego (Zakład Medycyny Sądowej w Szczecinie) oraz grupę archeologów. Naukowcy podczas prowadzonych prac ekshumacyjnych mają nadzieję odnaleźć m.in. szczątki gen. Augusta Emila Fieldorfa, rotmistrza Witolda Pileckiego, majora Szyndzielarza „Łupaszki”, płk. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Wszystkie osoby, które biorą udział w tych naszych pracach mają świadomość tego, że nie tylko uczestniczą w wyjątkowym wyzwaniu zawodowym, ale przede wszystkim mamy świadomość tego, że myśmy do tego zostali wybrani, bo to jest honor

– podkreślił dr Szwagrzyk.

Przed podjęciem działań na Powązkach ekipa wykonała ogromną pracę archiwalno-historyczną. Przeprowadzono badania georadarem, które potwierdziły zakłócenia struktury ziemi, co potwierdziło wcześniejsze przypuszczenia. Dzięki temu można było podjąć konkretne działania ekshumacyjne.

Obecny obszar Łączki to może 1/3 lub ¼ dawnego obszaru tej kwatery

– mówił dr Szwagrzyk.

W latach 60., 70. i 80. obszar, na którym chowano ofiary terroru komunistycznego, został przeznaczony do ponownych pochówków

- wyjaśnił badacz.

Grzebano tam ludzi zasłużonych dla tamtego systemu, m.in. Julię Brystigerową, szefową Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego czy Ilję Rubinowa prezesa Sądu Wojewódzkiego m. st. Warszawy, który podpisał się pod wyrokiem na gen. Fieldorfa.


Dr Szwagrzyk mówił także o innych problemach, z którymi spotykają się archeolodzy. Prowadząc działania archeologiczne, badacze natykają się na korzenie, które utrudniają prace ekshumacyjne. Pochówki były zbiorowe, ciała zrzucano luzem do dołów z dużej wysokości (na co wskazuje układ znajdowanych szkieletów), nie były umieszczane w trumnach, stąd wiele korzeni wrosło w szczątki ludzkie.

Trzeba podkreślić, że ofiary terroru komunistycznego w Warszawie nie były odnotowywane w żadnych księgach cmentarnych, nie figurują w żadnych oficjalnych dokumentach, nie wiadomo więc, gdzie zostały pochowane. Stanowi to kolejne wyzwanie dla naukowców, gdyż jak zaznaczył dr Szwagrzyk, obok siebie mogą leżeć żołnierze AK, zbrodniarze hitlerowscy i pospolici przestępcy.
Fundamentalną sprawą jest więc identyfikacja znalezionych szczątków, która opiera się przede wszystkim na badaniach DNA.

Badacz opowiadał także, że kilka dni wcześniej natrafiono na jamę grobową, w której odnaleziono 9 zniszczonych szczątków – zachowały się tylko czaszki i kości długie. To prawdopodobnie efekt działania wapna gaszonego, którym pokryto ciała, by szybciej się rozpadły



Od początku kiedy podjęliśmy nasze działania, uznaliśmy, że to co robimy, nie może być żadną tajemnicą, służbową, państwową, ani jakąkolwiek inną. Robimy to dla społeczeństwa, robimy to po to, żeby przywrócić pamięć o naszych bohaterach. I trudno sobie wyobrazić, żeby tego typu działanie było wykonywane za jakimś wysokim płotem z ochroniarzami

– podkreślił szef ekipy pracującej na Łączce.

To powoduje, że codziennie mamy dziesiątki, czasem nawet, tak jak 1 sierpnia, setki ludzi, którzy uczestniczą w naszych pracach, pytają co robimy, obserwują, wykonują swobodnie zdjęcia.

Medycy sądowi, będący członkami ekipy ekshumacyjnej obecni na spotkaniu w Domu Polonii, opowiadali o przebiegu swoich prac.

Mgr Agata Thannhäuser mówiła o tym, że każde odnalezione szczątki ludzkie są poddawane szczegółowym oględzinom antropologiczno-sądowo-lekarskim, w tym identyfikacji genetycznej. Jak podkreśliła, każda najmniejsza kość ma znaczenie, sporządza się dokumentację fotograficzną, szczątki są układane w porządku anatomicznym, sporządzane są protokoły sądowo-lekarskie, w których wpisywane są ich cechy charakterystyczne. Na tej podstawie ustalane są takie elementy, jak wiek i płeć danej osoby, wzrost, stan uzębienia, a także przebyte choroby czy wcześniejsze urazy, co posłuży identyfikacji szczątków.

Dr Łukasz Szleszkowski zaznaczył, że medycyna sądowa to nie tylko identyfikacja zwłok, ale także ustalanie przyczyny zgonu, stąd niezwykle ważne są: dokumentacja fotograficzna i dokładne oględziny szczątków. 2/3 lub ¾ z odnalezionych na Łączce szczątków charakteryzuje się ciężkimi obrażeniami głowy, potwierdzającymi postrzałowy mechanizm powstania obrażeń. Typowy obraz to otwór wlotowy w tylnej części czaszki, na potylicy. Najczęstsze są postrzały z bliskiej odległości, a nawet z przystawienia, co powoduje duże uszkodzenie czaszki. Jest jednak przypadek, gdy skazaniec zginął w wyniku serii z karabinu maszynowego (prawdopodobnie leżąc), gdyż w jego szczątkach odnaleziono aż 11 pocisków, a w samej czaszce były aż trzy przestrzeliny.



Dr Andrzej Ossowski omówił m.in. kwestię dokumentacji przedmiotów znajdowanych przy szczątkach.

Są to zwykle pociski, guziki, medaliki, krzyżyki. Jeśli chodzi o badania genetyczne, od rodzin ofiar pobierany jest materiał porównawczy. Bez tego nie jest możliwa identyfikacja szczątków

- podkreślił naukowiec.


Do dzisiaj odnaleziono szczątki 96 osób, ale prace ciągle trwają

– zaznaczył dr Szwagrzyk.

Z pewnością liczba ta będzie większa już jutro.

http://wpolityce.pl/artykuly/34596-dr-krzysztof-szwagrzyk-robimy-to-dla-spoleczenstwa-robimy-to-po-to-zeby-przywrocic-pamiec-o-naszych-bohaterach

Share this post


Link to post
Share on other sites
IPN ma wstępną identyfikację prawie połowy ciał ofiar stalinowskiego terroru odnalezionych na warszawskich Powązkach. Ale do czasu zbadania wszystkich szczątków, nie ogłosi ich nazwisk.
Konferencję podsumowująca pierwszy etap prac ekshumacyjnych prowadzonych w tym roku na tzw. Łączce" w części wojskowej Cmentarza Powązkowskiego, zorganizowano w czwartek, w słynnym areszcie przy ul. Rakowieckiej.

To tutaj w latach 1945-56 przetrzymywano więźniów politycznych, bohaterów AK i bojowników podziemia niepodległościowego.

Zabijali strzałem w tył głowy

W piwnicach Rakowieckiej oprawcy z UB wykonywali na nich wyroki. Przeważnie zabijali strzałem w tył głowy. Ale niektórych - jak gen. Emila Fieldorfa Nila" jednego z dowódców AK wieszali, by ich dodatkowo upokorzyć. Zwłoki zamordowanych na podstawie wyroków stalinowskich sądów, wywoził rano z Rakowieckiej wóz ciągnięty przez konie. Najpierw grzebano ich na Służewie i Bródnie. Potem, gdy w 1948 r. zaczęły powstawać tam - na grobach ofiar UB- cmentarze komunalne - zaczęto wywozić zwłoki na Powązki.

Dzisiaj Powązki i znajdująca się tam kwatera Ł" (od Łączki") - kwadrat 18 na 18 metrów to jedno z niewielu miejsc, gdzie jeszcze można szukać szczątków ciał.

O pracach prowadzonych tam przez IPN pisaliśmy w Gazecie" kilka razy. Ich pierwszy etap zakończył się we wrześniu. Znaleziono kości 117 ofiar. Dwie trzecie z nich z dziurami po kulach w tyle głowy. Włożone do specjalnych trumienek zostały uroczyście przewiezione na podwarszawski Cmentarz Północny. Tam trwają prace identyfikujące na podstawie danych o ofiarach i próbek DNA uzyskanych od ich rodzin.

Władali sobie do ust medaliki

Ekshumacje na Łączce" opisywał podczas konferencji kierujący nimi dr Krzysztof Szwagrzyk z IPN. - Trudno powiedzieć, że ciała były chowane. Wrzucano ich po prostu do dołów- mówił.

W jednym z takich dołów badacze znaleźli dziewięć trupów.

Zwłoki nie miały ubrań, nie było też przy nich żadnych danych z datami czy nazwiskami. Archeolodzy, którzy prowadzili prace znaleźli nieliczne przedmioty osobiste: okulary, fragmenty pustego portfela, butów, strzępy gazety z której do dzisiaj można odczytać słowa Stalin, komunizm, prawda". W szczątkach był też jeden krzyżyk i dwa medaliki z Matka Boską, które komuś udało się przechować.

Świadkowie którzy ocaleli z mokotowskiego aresztu wspominają, że jeden z więźniów, pułkownik Łukasz Ciepliński wychodząc na egzekucję powiedział, kolegom, z celi, że będzie trzymał medali w ustach. - Wkładali sobie do ust medaliki, bo wiedzieli, że oprawcy chcą ich pochować bezimiennie i oczekiwali, że kiedyś przyjdzie wolna Polska, która podejmie trud ich odnalezienia - mówił obecny na konferencji minister sprawiedliwości Jarosław Gowin.

Dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że można było zacząć prace nad odnalezieniem i upamiętnieniem miejsc pochówku ofiar komunizmu Gowin podkreślił szczególnie dwa nazwiska: Janusza Kurtyki (prezesa IPN) i Andrzeja Przewoźnika (szefa Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa). Od 2005r. obaj byli w ostrym konflikcie z powodu niesprawiedliwych oskarżeń lustracyjnych, które IPN wysunął pod adresem Przewoźnika. Mimo to współpracowali przy sprawie upamiętnienia żołnierzy podziemia niepodległościowego zwalczanych przez komunistów. Połączyła ich śmierć - 10 kwietnia 2010 r. obaj zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.

O ofiarach stalinizmu pogrzebanych na Powązkach mówił prezes IPN, Łukasz Kamiński: - Reprezentowali tą Rzeczpospolitą, która mogła nastać po wojnie. Staliby w pierwszym szeregu do odbudowy kraju. Stanowiliby jego polityczną elitę. Pochowano ich w bezimiennych grobach, by nie został po nich żaden ślad.

Krzysztof Kunert, obecny szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ocenił, że w całej Polsce takich bezimiennych mogił ofiar stalinizmu jest między 50 a 60 tysięcy. Większość nie nadaje się do ekshumacji - zbudowano na nich nowe cmentarze lub domy.

Kolejne szczątki

IPN przedstawił dalszy plan prac. Przez najbliższe miesiące będzie trwała identyfikacja wydobytych już szczątków. Do jej zakończenia, do wiadomości publicznej nie będą podawane informacje, kogo udało się na pewno zidentyfikować.

Od marca 2013 r. archeolodzy znów wejdą na Powązki. Odkryli już, że pod asfaltową dróżką przylegającą do Łączki" są kolejne szczątki. Zdaniem dr Szwagrzyka, może tam leżeć jeszcze 100-150 osób. Już wiadomo, że dróżkę trzeba będzie zerwać. Poza tym terenem ekshumacje nie będą już możliwe.

Od końca lat 50. wokół Łączki" powstawały ormalne" groby. W wielu przypadkach leżą w nich oprawcy więźniów Mokotowa. Wśród nich płk UB Julia Brystygierowa, sędzia Roman Kryże (jego podpis jest pod wieloma wyrokami śmierci z czasów stalinizmu) i sędzia Ilia Rubinow (był w składzie skazującym na śmierć gen. Nila").

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,12740808,Tysiace_bezimiennych_grobow_zabitych_bohaterow_z_AK.html#ixzz2AKiJ44BD

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information