Jump to content
Sign in to follow this  
aro75

13.12.1981 Czy pamiętacie coś?

Recommended Posts

Witajcie bardzo mnie interesują wasze spostrzeżenia z tego dnia.
Ja zapamiętałem tylko brak teleranka oraz po paru dniach starsza obudziła mnie w nocy a pod naszymi oknami jechały czołgi.I podobno chodziliśmy całą rodziną na spacery po mieście w czasie trwania dziennika telewizyjnego ale tego już nie pamiętam .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Parę incydentów się pamięta z Wrocławia :)
Mieszkając z rodzicami w okolicy skrzyżowania Zaporowskiej z Grabiszyńską w grudniu pojawiły się czołgi (właściwie jeden widziałem) wraz z posiłkami milicji... Moja kochana świętej pamięci babcia, nigdy wyparzonego języka nie miała, więc na widok czołgu obracającego lufę przed naszymi oknami (na parterze) otworzyła okno i poleciała wiązanką w stronę mundurowych! Ojciec przerażony, że zaraz wpadnie ekipa do domu, ściągnął siłą babcię z okna i do pokoju na klucz! :) Mniej szczęścia miał sąsiad z góry, który będąc w stanie bardzo wskazującym, rozpoczął nierówną walkę z siłami zbrojnymi rzucając w nich cegłami ze swojego pokoju... Po minucie na 4 piętrze była ekipa w liczbie przewyższającej liczbę mieszkańców całej klatki i wraz z drzwiami weszła do mieszkania. Jako że nie znali rozkładu mieszkań, wpadli do niczego nie spodziewającego się sąsiada. Na szczęście jakiś mocniej rozgarnięty milicjant wyjrzał przez okno i po stwierdzeniu, że to nie to mieszkanie zarządził odwrót i szarżę na mieszkanie obok. Tym razem właściwe. Biedny sąsiad nie wiedząc, że nie wolno rzucać cegłami w ludzi nie rozumiał dlaczego pięciu ludzi wynosi go z jego własnego lokum i to w trakcie takiej fajnej zakrapianej imprezy... Wrócił do nas po przeszło tygodniu, nie chcąc mówić co się z nim działo. Jedynie ślady na jego ciele mogły świadczyć że nie był na rozmowie i pouczeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
miałem 12 lat i sie świetnie bawiłem czołgi,wojsko a Ci dorośli jacyś tacy markotni byli,nic z tego nie kumałem wtedy,a wojaki fajne były do czołgu dali zajrzeć kałacha pokazali ,ale największą przygode miałem nosząc z kolega w wiadrach zacier na bimber z jednego osiedla na drugie, ze cztery paczki Donaldów człowiek zarobił :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sonic- bo myśmy mieszkali ( ja nadal w tym samym miejscu ), gdzie się spory kawał wrocławskiego festynu lat osiemdziesiątych dział...
Czyli Grabiszyńska ( w tym Zajezdnia ), Al. Pracy, Oporowska :-)
Ty, jak widzę, miałeś bliżej do PWKN'u, geograficznie że dodam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kolego torba5 widzę że się walnie przyczyniłeś do obalenia komuny ;-)zacier ważna sprawa !!!

Myślę że ktoś jeszcze się podzieli swoimi wspomnieniami Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czlowieksniegu - jestem z piekarskiej trójcy" czyli Pszenna Jęczmienna Żytnia :)
aro75 - jak pisałem już w innym poście mój dziadek miał przez bimberek mały kłopot, bo podczas gotowania zacieru coś tam się zatkało i ciśnienie kociołek rozwaliło...
A że dziadek był w pobliżu, dostał zacierową falą uderzeniową po plecach... Na pogotowiu powiedział, że wybuchł kocioł z praniem, ale zapach i resztki zacieru na poparzonych tyłach raczej każdy poznał... Szczęście że nikt tego nie zgłosił... :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
he he zapach jest naprawdę przenikliwy,jak w dobrych czasach starszy nastawiał aparaturę to już po chwili był sąsiad z góry i przeprowadzali degustację organoleptyczną " :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pamiętam degustacje przeprowadzane przez pomocnych sąsiadów :)
Każdy miał inny pomysł co zrobić, by smak był lepszy i procentów przybyło :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie było teleranka a mój stryjek został aresztowany.
Drugi stryjek z powody stanu wojennego odbył nie 2 a
3 lata zasadniczej służby wojskowej.
I to są jedyne rzeczy za które mógłbym mieć pretensje do gen. Jaruzelskiego.Władzę w gminie przejął oficer w stopniu pułkownika i nagle stał się cud. Nagle okazało się że i młynarze i piekarze byli w stanie zapewnić chleb na czas i w wystarczającej ilości. A z tym zawsze były kłopoty w gminie w której większość mieszkańców pracowała w rolnictwie. Moja matka będąc w Radomiu została zatrzymana i wylegitymowana przez patrol wojskowy. Pech chciał że mój młodszy brat dorwał się do Mamy torebki i dokonał niezbędnych i ważnych wpisów szminką do dowodu osobistego. Żołnierze zrozumieli,uśmiechnęli się i nie zatrzymali. Był to z ich strony wspaniały gest bo 2 dni wcześniej podobny patrol wszedł do klatki schodowej by się ogrzać.Z góry wylano na nich wiadro benzyny i podpalono.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie wszyscy ZOMOwcy byli żli". To tak jak w policji. Jak masz nazrane w głowie, papierach i coś przeskrobałeś to JP100% i na gliny jazda... Ale nie pomyśli jeden z drugim, że taki człowiek lata po mieście i gania złodziei i bandytów, by Twoja matka, siostra czy ktoś inny mógł spokojnie iść wieczorem przez miasto i żaden niewydarzony debil nie napadł na nich bo nie ma na wino... Z ZOMO było tak samo. Wyciągnięci w nocy na mróz bo był rozkaz nadal pozostawali ludźmi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czytaj uważnie.Wszelkie cechy człowieczeństwa chodziły w wojskowych a nie milicyjnych mundurach.I tak było od zawsze w Radomiu.Szkoda że w tym dniu na tej klatce schodowej ktoś nie rozpoznał mundurów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
wieczorem w sobotę słuchałem z braćmi radia rójki"i nie tylko bo szukało się wtedy nie licznych audycji muzycznych i ,pamiętam, po eatrzyku zielone oko" poszedłem wziąć prysznic.wracam do pokoju a bracia mówią,że radio nie działa"i faktycznie,wszystkie, nieliczne wtedy stacje,wcięło",było słychać tylko szum.
Poszliśmy spać a rano budzi nas przestraszona mama i mówi że wojna"!myślę jaka wojna?z kim?? W domu panika,ojciec myśli że go zaraz powołają,no i jak żeśmy usłyszeli i zobaczyli w TV spawacza",dopiero się wyjaśniło.poleciała w jego stronę piękna wiązanka kwiatów polskich"zaczynająca się od słów:ożesz ty... :)a potem to już normalnie.opornik w klapę.
W moim dowodzie orzełek" dostał dorysowaną koronę, obok wkleiłem sobie znaczek pocztowy z Piłsudskim,i sentencję kard.St.Wyszyńskiego.
wiecie,żaden z kontrolujących mnie żołnierzy nie czepiał się tylko się uśmiechali,nawet milicja,co dziwne, się nie czepiała a na pytanie co to jest? odpowiadałem dowód".(mam go do dziś,na pamiątkę)
Parę dni po 13 grudnia, zaprosiliśmy do siebie do domu paru chłopaków z załogi BRDM-a, którzy koczowali o suchym pysku" od paru dni przy nim, bo im się popsuł.wzięli swoje kałachy i przyszli się ogrzać i coś zjeść.ale się wtedy bali żebyśmy im tej broni nie podwędzili!:)Gdy sytuacja się ozluźniła",na odchodnym,dziękując za gościnę, w kilku krótkich żołnierskich słowach podziękowali Jaruzelowi i komuchom za przedłużenie służby wojskowej.szczęście że ja poszedłem w kamasze już po stanie woj. ale i tak człowiek miał 2 lata wyjęte z życiorysu... precz z komuną! i dzisiejszymi oszołomami!

Share this post


Link to post
Share on other sites
a pro po ZOMO pamiętam jak w Dawce Trucizny po ktorejś tam z kolei zadymie próbowano pokazać ludzką twarz" zomowca,wybrali takiego delikwenta w okularach,postawili przed kamerą i opowiadał jak to pełnią zaszczytną i odpowiedzialną służbę,i że nie którzy to sa nawet po studiach!! ale mieliśmy z kumplami ubaw!
Swoja drogą,gdzie sie oni wszyscy teraz podziali? wstąpili do ZBOWID-u??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Yety do PKWN ja mialem najblizej, nad biurem lotu sie mieszkalo, i jakos tak dziwnie nikt nas nie chcial mordowac i czolgiem na chate wjezdzac, a zolnierzom herbate robilismy bo mroz byl calkiem calkiem, chlopaki robili co im kazali wiec nikt sie ich nie czepial.Jak widze po nickach to najwieksza traume u pieciolatkow i niemowlat wywolal brak teleranka, toz to im sie renta inwalidzka nalezy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
cairo1 lub Czlowieksniegu słyszeliście może, jak w zdaje się 88 czy 89 ktoś zamordował żołnierza na placyku przy ulicy Żytniej? Po okradzeniu i zabiciu wsadzono mu kij do d... Nikogo nie wpuszczano w okolicę, ale moja babcia (jak to starsze roczniki miewają) musiała wsio wiedzieć, więc zaprosiła na kawę do domu mundurowych by się ogrzali... Wiadomości z pierwszej ręki jak to mówiła.... Sprawców jak zdaje się złapano (2 ich było) i dostali po 25 lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chrzesnej meza i syna wygarneli z kosciola w kamasze...przecie to niedziela byla!
A to juz pod koniec stanu bylo (jak oni opowiadali),na patrolu z sierzantem MO wypatoczyl sie pijany gosciu z knajpy na nich-A dacie mi ze trzy gumki???
-Dokumenty!!!-sierzant spisal-Pan zyczy ile trzy???Obywatel podpisze,ze zyczy sobie!gosciu podpisal,rozciagnol sie na masce jakiejs syrenki sierzant pociagnol raz,spodnie sie wilgotne zrobily...wytrzezwial szybko zerwal sie i uciekla...-Ale panie jeszcze dwie zostaly!!!-
No i opowiesci,ze na poczatku to kielbasa w zupie za talez wystawala ,na koniec plasterek nosem po kromce chleba przesuwali,wspomnienia pelnych magazynow mundurowych,i zal ze nie bylo kogo znajomego aby wyniesc i podac,bo nie pilnowali...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sonic, ale to juz nie bylo w stanie wojennym, nie wiem nic w temacie bo w 1986 zona wygarnela mnie do siebie , przeprowadzilem sie do Kielc.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Miałem wtedy 15 lat i mieszkałem w Szczytnie, a więc STOLICY milicji. Gdy wstałem rano zobaczyłem płaczącą matkę i załamanego ojca. ...
Pytam się co sie stało ? W odpowiedzi usłyszałem że wybuchła wojna. Byłem przekonany że to Zachód na nas uderzył. Wyszedłem na podwórko nadsłuchując strzałów, wybuchów bomb, nadlatujacych samolotów....

Cisza.....

Share this post


Link to post
Share on other sites
pamiętam 12.12.1981 rok, późna noc, około 22.00 23.00 ?
... stanu wojennego oficjalnie nie podali a już był ... potem skojarzyłem to, co widziałem, z tym co zobaczyłem rano 13.12 ...

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 grudnia 1981 roku odbyłem najbardziej dramatyczna podróż mojego życia. A było to tak...
W związku z brakami mięsnymi na G. Śląsku udaliśmy się z moimi rodzicami do dzisiejszej dolnośląskiej stolicy meblowej czyli miejscowości Twardogóra, do mojego chrzestnego, który miał wszelakie znajomości - w celu nabycia i zaszlachtowania tzw. kabana" (dla niewtajemniczonych - wieprzek). Egzekucja odbyła się w czwartek, my przybyliśmy w piątek późnym popołudniem. W sobotę odbyła się impreza integracyjną - mniej więcej do 0.15. Oczywiście integrację prowadzili starsi - my z kuzynostwem uprawialiśmy do późnej nocy wszelkiego rodzaju sporty zimowe - a było śnieżnie i mrożnie (około -10 stopni ). O północy zgasło światło i wszyscy poszli spać. Rano wujek budzi nas ze słowami - wojna... Zapuszczamy radio a tam słynne przemówienie wrony. Starsi załadowali kabana do samochodu i wracamy do Rybnika (gdzie oczekiwały na nas moje siostry 13 i 11 lat..) Zaraz za Wrocławiem władowaliśmy się do środka kolumny wojskowej. Poruszaliśmy się dużym fiatem w kolorze zgniłej zieleni - nikt na nas nie zwracał uwagi. Wlekliśmy się 20-30 km/h wdychając spaliny z czołgów. Zaspy po lewej i prawej na metr. Tak do Opola. Tutaj czołgi w lewo my w prawo. Ale kolejna kolumna... Poznaliśmy siłę naszej armii. KTO z dziurawymi oponami, T-55 z pospadanymi gąsienicami i lufami skierowanymi w pole - masakra. W okolicach Raciborza katastrofa. Dziurawa opona. Trzeba rozładować kredensa z 2 wieprzków by dostać się do koła zapasowego. Udało się, ale złamał się lewarek. Zero ruchu samochodowego po za czołgami i KTO - których raczej nie próbujemy łapać na stopa :> Pojawia się cywilny STAR, kierowca zatrzymuję się i ratuje nas z opresji. Do domu wracamy po podróży trwającej 12 godzin - normalnie 3 godziny...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Woytas- możesz sobie przybić piątkę" z moim Ojcem :-)
Tyle, że On ze Stolycy zDolnego Śląska do swoich rodziców/moich dziadków do Medalikowa pojechał z kuzynem na świniobicie... Maluch, dwóch pod 100 kg + kolejne 100 kg wieprza :-)
Problem w tym, że dziadki nie miały ( a kto miał... ) telefonu i nie było nawet wiadomo czy Oni z tą wałówą wyjechali w drogę powrotną.
Chałupa we Wrocławiu pełna rodziny ( która po swoją część łupów przyjechała ), nerwowe wyglądanie przez okna ( czy już może przyjechali )...
Ale jakoś dali radę :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information