Jump to content

Recommended Posts

7 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

Czyli kombinujemy nadal...

Czy może być tak, że zdjęcie zrobiono w końcowej fazie rozwijania się czaszy spadochronu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, MarekA napisał:

Czy może być tak, że zdjęcie zrobiono w końcowej fazie rozwijania się czaszy spadochronu?

 

Chyba raczej nie. Podejrzewam, że może tutaj chodzić o coś innego, ale głowy nie dam. Nie zachowały się archiwa LOPP, a więc cała masa papierów m.in. na temat spadochroniarstwa i spadochronów, a to by bardzo pomogło w ocenie tego zdjęcia. Publicyści historyczni piszący coś o LOPP zawsze korzystali z wiedzy i prywatnych zapisków byłych działaczy (dopóki jeszcze żyli) LOPP, którzy przeżyli wojnę. Ale twarde papiery, takie jak np. dokumentacja polskich Irvinów, budowa ich czaszy, liczba linek, a przede wszystkim rozmieszczenie linek na czaszy to się raczej nie zachowały. Czy Polska modyfikowała zakupiony wzór Irvina też nie wiadomo, a z tego, co widać, być może wykluczyć tego nie można.

 

A właśnie dokładny rysunek budowy czaszy polskiego Irvina mógłby dać odpowiedź na pytanie, co widzimy na tym zdjęciu z pielęgniarką na spadochronie. Niestety nie widzę nigdzie nawet wzoru Irvina, jaki został kupiony przez II RP, a tylko pisze się „Irvin”. Ale jaki? Gdyby był znany wzór to może znalazłby się rysunek jego czaszy, a wtedy już nieco łatwiej byłoby się zmierzyć z omawianym zdjęciem. Nie wiadomo nawet, z czego Polska robiła czasze tych Irvinów – z jedwabiu japońskiego, czy z perkalu? Relacje II RP z Japonią były dobre, więc można tylko się domyślać, że być może z jedwabiu, bo Japonia nakładała wtedy embargo na swój jedwab tylko wobec tych państw, które miały złe stosunki z nią.

 

Pielęgniarka wbrew pozorom nie robi ślizgu, nie ściąga jednej z głównych szelek nośnych, więc nie o takie coś tutaj chodzi. Skoczek (przynajmniej wtedy) musiał lądować z wiatrem. Spadochronów wykonujących ruch postępowy do przodu (jak dziś) wtedy nie było, ani nadzwyczajnie sterownych też nie. Ale jak wspomniałem wcześniej w tamtych latach kombinowano już z czaszami z tzw. kilem. „Kil” miał sprawić, że łatwiej było obrócić się tak, aby mieć do lądowania wiatr w plecy. „Kil” nie był elementem konstrukcyjnym czaszy, ale osiągało się go (po całkowitym otwarciu czaszy) poprzez inny (mniej więcej trzykrotnie rzadszy) rozstaw linek na pewnej części czaszy. Nie jestem pewien, czy to właśnie coś takiego widać na tym zdjęciu, ale być może. I tu następuje powrót do pytania, czy Polska modyfikowała swoje licencyjne Irviny, bo jak dotąd jest to jedyne zdjęcie w tym wątku z tak uformowaną czaszą. Chyba, że to nie jest Irvin i dano tym pielęgniarkom jakieś inne spadochrony, pytanie tylko, co by to mogło być?

 

Ciekawe, że tak uformowanych czasz, jak u tej pielęgniarki, nie widać na brytyjskich spadochronach desantowych z II wojny, w których firma Irvin (choć nie samodzielnie) też miała swój udział.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2018‎-‎09‎-‎04 o 14:15, Sedco Express napisał:

W użyciu dwa spadochrony:
- ćwiczebny (plecowy)
- rezerwowy (piersiowy)

dwa_copy2.jpg&x=800

Mały OT, ale mam nadzieję, że wybaczalny.

Nie tylko nasi tak skakali, pytanie tylko, kto od kogo to podpatrzył, aczkolwiek czasami myśl ludzka tymi samymi ścieżkami chadza i może nikt od nikogo nie ściągał przynajmniej niektórych pomysłów, licho wie...

Ludzie radzieccy też tak skakali. Poniżej zdjęcie z roku 1935 z manewrów pod Kijowem.

208979667__1935.thumb.jpg.db3664e1fcf189a73967e07c57c72eb2.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2018‎-‎10‎-‎01 o 11:32, formoza58 napisał:

Po skoku.

lot_spad_37r_legion_na_ziemi_copy.jpg&x=

Czy przed wojną był jakiś polski nóż spadochroniarski do odcinania się w sytuacjach takich, jak tu, a głównie w gorszych, gdy wisiało się wyżej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

1927 - pierwszy w Polsce kurs instruktorski celem zapoznania się ze spadochronem Irving (prod. ang.)

1928- podpisanie umowy licencyjnej z Irvingiem (plus zobowiązanie do zakupu mat. do prod. 250 szt.)

1929 - produkcja seryjna - ok. 300szt/rok

1935-37 - ok.600 szt/rok

1938-39 - ok. 1000 szt/rok

Od 1935 r. ZG LOPP rozwija sport spadochronowy (kursy, ćwiczenia, pokazy itp.)

Polski IRVIN

Czasza jedwabna - 20, 24 lub 28 pasów (brytów)

Produkowany w odmianach (dla osób):

- normalny (ratowniczy) : plecowy, siedzeniowy, kolanowy

- ćwiczebny (dwa spadochrony) : plecowy i piersiowy (napierśny) - rezerwowy

Normalny(ratowniczy) : 24 pasy (bryty) i 24 linki nośne, śr. 7,31 m, pow. ok. 42 m2, opad. 4,87 m/sek

Ćwiczebny :

- plecowy- 28 pasów (brytów) i 28 linek nośnych, śr. 8,53 m, pow.nośna ok. 57 m2, opad. 3,66 m/sek

- napierśny (rezerwowy) - 20 pasów (brytów) i 20 linek nośnych, śr.6,70 m, pow.nośna ok. ok. 35 m2

Waga w/w w zalezności od typu - 8,16 lub 10,50 kg.

Linki bawełniane, pokrowiec brezentowy (wpierw szwy wzmacniane białą bawełniana taśmą), zapięcie - karabińczyk a od 1936 r. zamek otwierany od uderzenia.Taśmy uprzęży - bawełniane.

Spadochronik - pilocik: 8 pasów (brytów) i 8 linek nośnych, śr. 0,915 m, pow.0,74 m2 i stalowe szprychy sprężyście się rozkładające.

 

 

Polski Irvin.png

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję. 👍

Kombinujmy wszyscy, a może coś wykombinujemy. Dla fana spadochroniarstwa lat 30./40. zdjęcie spadochronu tej pielęgniarki jest naprawdę rzucające na kolana, bo to nie jest przeciętna rzecz. Wymordowałem to zdjęcie w Photoshopie i jak się do tego zestawi niektóre fakty spadochroniarskie z II RP to przychodzi mi do głowy pewna teoria, tylko potrzebuję czasu do przelania tego do postaci postu. Będę się zgłaszał. W każdym razie bardzo dziękuję wszystkim za udział, bo nikt wszystkich rozumów nie pozjadał, a siła dopiero w pracy zespołowej.

:classic_smile:

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Sedco Express napisał:

Czasza jedwabna

:classic_smile:

A na razie tutaj pozwolę sobie na małą uwagę.

Jakaż ta II RP była bogata! :classic_ohmy: Bogatsza niż Stany Zjednoczone :classic_biggrin:

Już niejeden z nas dostał w tych wątkach aeronautycznych wytrzeszczu oczu, że „przebogata” II RP fundowała (jako tzw. ogólnorozwojówkę) spadochroniarstwo kawalerzystom, a szybownictwo piechocińcom, a wszystkim im nie wiadomo, po co...? Bo to wszystko było „perspektywiczne inaczej”, ale niech tam sanacji ziemia lekką będzie... :classic_tongue: Ameryki stać na takie rzeczy nie było.

Teraz natomiast spadochrony. Międzywojennych (bogatych) amerykańskich sił zbrojnych nie było stać na sto procent spadochronów z jedwabiu japońskiego i robiono je częściowo z jedwabiu, a częściowo z perkalu (bawełna), przy pełnej świadomości, że marny perkal wprawdzie nikogo nie ukatrupi, ale jednak ani nie spełnia tych parametrów masowych, ani wytrzymałościowych, co jedwab. I że spadochron z perkalu to koszmarny ciężki wór dla lotnika. Ale ichni lotnicy musieli się na to godzić.

Nie to co w przebogatej II RP! :classic_laugh: Tutaj, panie dzieju, opadało się w powietrzu na jedwabiu... 👍

:classic_smile:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
12 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

Czy przed wojną był jakiś polski nóż spadochroniarski do odcinania się w sytuacjach takich, jak tu, a głównie w gorszych, gdy wisiało się wyżej?

Nie było dedykowanych polskich noży spadochroniarskich. Czego używano w zamian, tutaj mogę tylko domniemywać, w WP użytkowane były tak zwane noże żołnierskie czyli scyzoryki  produkowane dla wojska przez Fabrykę Wyrobów Stalowych Ostrych W. Bieńkowski i Synowie oraz przez Zakłady "Gerlach", ponadto korzystano z noży produkcji niemieckiej z I wś oraz noży cywilnych (tak zwanych kozików). Były tez noże saperskie wykorzystywane przez saperów oraz łącznościowców w tym  nóż składany i nóż uniwersalny wprowadzony w 1928 r. A więc spadochroniarze mogli korzystać z czegoś wyżej wymienionego.

Edited by Edmundo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli dokładnie pooglądać  oryginalne zdjęcia spadochroniarzy lub lotników wyposażonych w spadochrony i ubranych w różne typy kombinezonów to nigdzie żadnego przyczepionego noża nie widać. W kieszeniach ich nie nosili a więc gdzie ?

Nie wiem, a może ich po prostu nie mieli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zawsze obu Wam dziękuję za fajne komentarze.

 

Ciekawa rzecz z tym brakiem polskich noży dedykowanych dla spadochroniarstwa – ogólnie dla spadochroniarstwa, czy to wojskowego, czy cywilnego, bo to bez znaczenia. Jak się tak poznaje ten wątek to widać, że polskie spadochroniarstwo międzywojnia nie dość, że nie odstawało od zachodniego i radzieckiego, to w niektórych aspektach je wyprzedzało, co zawsze staram się tutaj pokazywać. Naprawdę można mieć szacunek wobec pewnych aspektów spadochroniarstwa II RP.

 

Ale z tymi nożami to chyba ktoś trochę zaspał, bo skoczek (bez względu na to, czy wojskowy, czy cywilny) musi mieć nóż i zaraz podam przykład ponadczasowy pewnego wypadku. W tamtych latach Niemcy, Brytyjczycy i Amerykanie wraz z rozwojem swojego spadochroniarstwa niemal równolegle dopracowywali noże dla spadochroniarzy. Nie mam na myśli noży wojskowych, „bojowych”, czy jakkolwiek by ich nie nazywać, ale małe noże coś à la nóż sprężynowy albo scyzoryk może nie wielo-, ale kilkufunkcyjny.

 

Dziś to się różnie nazywa, zazwyczaj czymś w rodzaju „bezpieczeństwa i higieny skoczka spadochronowego”, ale czy zachował się jakiś regulamin skoków spadochronowych w II RP? Jakiś dokument, albo może czyjeś wspomnienia o wymogach bezpieczeństwa skoków spadochronowych?

 

Skoro oficjalnych noży spadochroniarskich nie było, to może pod wpływem własnych obserwacji (i wypadkowości, która w tamtych czasach była duża) u niektórych polskich skoczków włączał się zdrowy rozsądek i jakieś noże zabierali na czas skoku? Z tego, co widzę, ten luźny workowaty kombinezon spadochroniarski miał kieszenie, a ponadto workowatość tego kombinezonu była taka, że chyba spokojnie można się było dobrać do ubrania pod nim i ewentualnie sięgnąć do takiej kieszeni, która nie była przyciśnięta uprzężą spadochronu.

 

A teraz przykład, jaki obiecałem powyżej, czyli przykład całkowicie ponadczasowego zdarzenia podczas wykonywania skoku, które to zdarzenie mogłoby mieć miejsce (i na 100 proc. miało i ma) w całym przekroju historii spadochroniarstwa światowego, od jego pierwszych dni do dziś. I zarazem przykład, że skoczek każdy, czy to cywilny, czy wojskowy, musi mieć nóż. Zaplątanie się skoczka w linki spadochronu ma miejsce w spadochroniarstwie od zawsze jako jedna z kategorii wypadkowości.

 

Przykład z mojego kursu spadochronowego i coś, co na własne oczy obserwowałem z przerażeniem. Jak to na kursie podstawowym – skakaliśmy „na linę”, czyli spadochrony same nam się otwierały po ok. trzech sekundach od opuszczenia samolotu. „Na linę” uznaje się (słusznie, czy nie, to już inna sprawa i poza tym wątkiem) za bezpieczniejszą formę skoku niż skok z samootwarciem spadochronu przez skoczka.

 

Ja już wylądowałem i obserwowałem, jak skaczą koleżanki i koledzy, a wszyscy skakali „na linę”. Jednego z opadających kolegów linka spadochronu złapała za nogę. „Kalafiorem” to na szczęście nie groziło, czasza była dobrze wypełniona i miała tylko minimalną deformację z powodu „skrócenia się” jednej linki na nodze kolegi, niemniej dobrze to nie wyglądało. Nieszczęśnik leciał z gigantycznym szpagatem – jedna noga na dole, druga zadarta aż do klatki piersiowej. Walczył, żeby tę linkę ściągnąć z nogi, ale nie dawał rady. Opadał tak, że musiałby lądować na jednej nodze, a to jest niedopuszczalne. Powinien tę linkę odciąć i byłoby po kłopocie, spadochron nadal byłby bezpieczny bez jednej linki.

 

Nie odciął, bo nie miał czym. Granda polegała na tym, że – mimo przepisów o tym, że skoczek musi mieć nóż – dano nam, aeroklubowcom, szmelc po wojsku. Wszyscy mieliśmy do spadochronów zapasowych przytroczone wojskowe noże spadochroniarskie wz. 65, tylko co z tego? Jak wyciągnąłem z pochwy mój nóż to tylko parsknąłem śmiechem – był tak tępy, że kostki masła bym nim nie przekroił, a co dopiero mówić o cięciu czegoś z konstrukcji spadochronu. Równie dobrze moglibyśmy skakać bez tych noży. Oczywiście tę grandę zatuszowano i zamieciono pod dywan, mimo że powinna być zgłoszona do organu nadzoru lotniczego Chłopak wylądował na jednej nodze i tylko cudem nic mu się nie stało. Gdyby był kontuzjowany to parę osób poniosłoby konsekwencje za złamanie przepisów, a tak, jak to w polskim bajzelku, wszystko spowiła zasłona milczenia.

 

I wracając do II RP – takie, i o wiele gorsze wypadki z linkami, zawsze miały i będą mieć miejsce w spadochroniarstwie. Każdy skoczek zawsze musi mieć nóż, bo licho nigdy nie śpi. Już nie chcę przytaczać niedawnej śmierci pilota szybowcowego, który wykonał spadochronowy skok ratowniczy, ale z pewnych przyczyn zabił go brak noża. Więc być może w II RP było tak, że rządził tym po prostu zdrowy rozsądek. Nie wiem, czy LOPP emitowała okresowe biuletyny na temat bezpieczeństwa w spadochroniarstwie, ale może skoczkowie widząc, jak wygląda praktyka spadochroniarstwa po prostu brali do kieszeni jakiś nóż.

 

Pozdrowienia! :classic_smile:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim przejdę do innych interesujących nas spraw...

Formoza - jak Cię uczyli lądować? Z wiatrem, czy pod wiatr? Pytam, bo coś mnie rozśmieszyło w literaturze przedmiotu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2019‎-‎06‎-‎06 o 18:20, Sedco Express napisał:

Polski Irvin.png

 

Czyli jest to klasyka tamtych lat – coś, na czym skakano przez ponad 30 lat (lata 20./30./40./50.) na Zachodzie, w Europie Środkowej i w ZSRR. Zwyczajna okrągła czasza „sterowalna” tylko poprzez odpowiednie ściąganie taśm zanim nie wymyślono spadochronów wykonujących w trakcie opadania ruchu postępowego do przodu wraz z możliwością bardzo łatwego sterowania lotem.

 

Może się mylę, ale rysunek trochę wygląda na uwspółcześniony (styl grafiki) i jego terminologia częściowo też jest współczesna, jest poglądowy, nie jest rysunkiem konstrukcyjnym, ale nie szkodzi, do dyskusji wystarczy, bardzo dobrze, że jest. Tak tylko na marginesie: w tamtych latach to, co na tym rysunku jest nazywane „pasem lub brytem” zwane było klinem; to, co na rysunku jest nazywane „płachtą” zwane było płatem; szef „promieniowy podłużny” był po prostu zwany szefem promienistym. Ale to już oczywiście detale. Rzeczony na rysunku kominek miewał w takich okrągłych czaszach tamtych czasów średnicę 45-49 cm.

 

Międzywojenny ZSRR dokonał takiego samego zakupu licencji Irvinów. Nazywały się one PŁ-1, PN-1 i PT-1. Ciekawe to o tyle, że Rosjanie mieli dobrych konstruktorów spadochronów i były to postaci wybitne i kompetentne, bo także wyczynowo skaczące. Jeden z nich był wręcz spadochronowym mistrzem ZSRR.

 

Poniżej jest radziecki rysunek Irvina 28-klinowego, jaki też był licencyjnie zakupiony przez II RP.

 

149.thumb.jpg.fd655cc387d6cf45d0dde472705c8588.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widać, że byłby już czas porozmawiać o wzorach kombinezonów spadochroniarskich w II RP. Ile ich było? Ewentualnie można by w wolnej chwili policzyć je na zdjęciach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bodziu,

Jesteś jednym z tutejszych mistrzów wynajdywania tak kapitalnych zdjęć, że czasami rzucają na kolana.

Jak to się mawia - „królestwo za konia”. Gdyby udało Ci się znaleźć w zakresie tematycznym II RP inne zdjęcie jakiegoś spadochroniarza z tak uformowaną czaszą, jak poniżej to właśnie „królestwo za takie zdjęcie”.

PS: O naszej pielęgniarce ciągle piszę, ale jeszcze potrzebuję trochę czasu. W każdym razie coś do dyskusji będzie dla zainteresowanych aeronautyką międzywojenną.

1.thumb.jpg.9326c933463b20e2af72fdeb5ab4b461.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.




×
×
  • Create New...

Important Information