Jump to content
Sign in to follow this  
pzl

Kb Ur wzór 1935 niewykorzystana szansa

Recommended Posts

Oooo, czyżby chłopaki ze Śląska dorobili się dłuuuugiego kija? :)

Pozdrawiam, Mariusz, grupa Cytadela

Share this post


Link to post
Share on other sites
...Przeciwczołgowy uderzeniowy granat ręczny ET-38 był udoskonaloną wersją granatu ET-37 , zgłoszonego na konkurs przez Edwarda Tymoszaka , majstra -pirotechnika z CWP w Rembertowie .Granat miał skorupę wykonaną z dwu wytłoczek z blachy stalowej , o kulistych dnach .Wewnątrz obu połówek mieściły się dwie ruchome osłony zapalnika . Uderzeniowo - bezwładnikowy zapalnik składał się z ołowianej kulki , górnego bezwładnika z iglicą , sprężyny oraz dolnego bezwładnika z tulejką mieszczącą spłonki zapalającą i pobudzającą . Obie połówki granatu , wypełnione prasowanym trotylem , były związane ze sobą za pomocą złącza . W czasie transportu i przechowywania granatów , przed zbliżeniem się do siebie bezwładników i przypadkowym nakłuciem spłonki chronił bezpiecznik utrzymywany za pomocą przetyczki . Kółko przetyczki było mocowane do ucha wieszaka na dźwigni- łyżce , połączonej uchwytem z drutu z bezpiecznikiem . Dźwignia-łyżka , stanowiąca osłonę granatu , miała na bocznych płaszczyznach wycięte dwa kwadratowe otwory . Kształt dźwigni i otworów dobrano doświadczalnie tak ,że jej odchylenie następowało z pewnym opóźnieniem po wypuszczeniu granatu z ręki . Żołnierz ujmował granat prawą ręką , kółkiem przetyczki do siebie . Po odgięciu ucha-wieszaka wkładał palec w kółko i wyciągał przetyczkę z granatu .Przyciskając dźwignię-łyżkę rzucał granat do celu .Po rzuceniu granatu dźwignia pod naporem powietrza oddzielała się od granatu wyciągając bezpiecznik . Od tego momentu bezwładniki zapalnika utrzymywała w skrajnych położeniach sprężyna . Z chwilą uderzenia granatu w przeszkodę , pod wpływem siły bezwładności następowało przesunięcie kulki , która -ślizgając się między górną osłoną zapalnika a wklęsłym denkiem górnego bezwładnika - powodowała jego przesunięcie w dół . Bezwładnik pokonywał opór sprężyny i uderzał iglicą w spłonkę zapalającą , której płomień dochodził do spłonki pobudzającej i powodował detonację granatu . Wybuch niszczył pancerze lekkich czołgów i samochodów pancernych oraz zewnętrzne zespoły tych pojazdów .Do września 39 roku w dziale zapalników Wytwórni Amunicji nr 2 zdążono przygotować oprzyrządowanie i elementy do wykonania próbnej serii granatów w ilości 300 sztuk .
Źródło: Zbigniew Gwóźdź Polskie granaty ręczne " cz.2 WPT

Share this post


Link to post
Share on other sites
...Przeciwczołgowy uderzeniowy granat ręczny ET-38 był udoskonaloną wersją granatu ET-37 , zgłoszonego na konkurs przez Edwarda Tymoszaka , majstra -pirotechnika z CWP w Rembertowie .Granat miał skorupę wykonaną z dwu wytłoczek z blachy stalowej , o kulistych dnach .Wewnątrz obu połówek mieściły się dwie ruchome osłony zapalnika . Uderzeniowo - bezwładnikowy zapalnik składał się z ołowianej kulki , górnego bezwładnika z iglicą , sprężyny oraz dolnego bezwładnika z tulejką mieszczącą spłonki zapalającą i pobudzającą . Obie połówki granatu , wypełnione prasowanym trotylem , były związane ze sobą za pomocą złącza . W czasie transportu i przechowywania granatów , przed zbliżeniem się do siebie bezwładników i przypadkowym nakłuciem spłonki chronił bezpiecznik utrzymywany za pomocą przetyczki . Kółko przetyczki było mocowane do ucha wieszaka na dźwigni- łyżce , połączonej uchwytem z drutu z bezpiecznikiem . Dźwignia-łyżka , stanowiąca osłonę granatu , miała na bocznych płaszczyznach wycięte dwa kwadratowe otwory . Kształt dźwigni i otworów dobrano doświadczalnie tak ,że jej odchylenie następowało z pewnym opóźnieniem po wypuszczeniu granatu z ręki . Żołnierz ujmował granat prawą ręką , kółkiem przetyczki do siebie . Po odgięciu ucha-wieszaka wkładał palec w kółko i wyciągał przetyczkę z granatu .Przyciskając dźwignię-łyżkę rzucał granat do celu .Po rzuceniu granatu dźwignia pod naporem powietrza oddzielała się od granatu wyciągając bezpiecznik . Od tego momentu bezwładniki zapalnika utrzymywała w skrajnych położeniach sprężyna . Z chwilą uderzenia granatu w przeszkodę , pod wpływem siły bezwładności następowało przesunięcie kulki , która -ślizgając się między górną osłoną zapalnika a wklęsłym denkiem górnego bezwładnika - powodowała jego przesunięcie w dół . Bezwładnik pokonywał opór sprężyny i uderzał iglicą w spłonkę zapalającą , której płomień dochodził do spłonki pobudzającej i powodował detonację granatu . Wybuch niszczył pancerze lekkich czołgów i samochodów pancernych oraz zewnętrzne zespoły tych pojazdów .Do września 39 roku w dziale zapalników Wytwórni Amunicji nr 2 zdążono przygotować oprzyrządowanie i elementy do wykonania próbnej serii granatów w ilości 300 sztuk .
Źródło: Zbigniew Gwóźdź Polskie granaty ręczne " cz.2 WPT

Share this post


Link to post
Share on other sites
Drodzy koledzy dla czego uwazcie że nie uzywano tego karabinu.
Ten karabin to była nowość i dla tego jeżeli ktos pisze o uzyciu przeciw czołgom działka 37 mm to jest to zostało uzyte" a jak jest cos a karabinie p.panc to brzmi to tak BOŻE MÓJ".No i dla tego tak to wygląda.
Niemiaszki używali wojsk pancernych i zmotoryzowanych na małym froncie,tak żeby szybko się przebić i okrążyć przeciwnika.W Wojsku Polskim te karabinki były rozdane na całym froncie,dla tego wiekszość mogła sobie strzelać do niemieckich taborów .Wielka szkoda że nie mam przed nosem danych o faktycznych stratach w wozach bojowych niemieckich wojsk pancernych (BARDZO POLECAM).
Trudno nie zauwazyć że przy tak ogromnej przewadze w sile zywej,artylerii,lotnictwie i wojkach pancernych+zmotoryzowanych straty były b.duże.(Cały czas biorąc pod uwagę sposób działania niemieckich pancerniaków).Jeżeli jakiś polski major nie widział czołgu a nie był to wyjatek,a biorąc pod uwage że pan major czy pulkownik miał zawsze jakiś kontakt z technika to wydaje mi sie całkiem logiczne że szeregowy Kowalski nawet nie wiedział czy czołg to czołg czy samolot jakis?
I własnie dla tego uważam że cos,a raczej ktoś naruchał tych czołgów aż tyle.A słuszne rozkazy coby czołg butelką,
są słuszne tyle że do tego trzeba by kilku zbiegów okoliczności:
1.czołgisty który pcha się do przodu bez zabezpieczenia (teren zalesiony lub zabudowany).
2.żołnierza dla którego czołg to coś co widzi po raz pierwszy,ale odważnie bierze jakąś tajemniczą butelke i idzie w bój.
3.dowódcy ktory wysyła takiego żołnierza.
A co do tego że niby stan wyszkolenia,tajemnica itd,itp to ja już sam nie wiem,to trochę tak jak przesiąść się z malucha
do dużego fiata i stwierdzić że teraz trzeba robić nowy kurs.Jedynym mankamentem było to że nikt nie wiedział co taki karabi może zrobić?To raczej prosta sprawa,czy strzelać żeby tarfić czy strzelać do kierowcy i dalej po której stronie siedzi kierowca?
Z tym się mogę zgodzić,ale nie z bzdurami że należało uczyć obsługi karabinu.Jeszcze raz bardzo żałuję że nie mam tych danych pod nosem bo same cyfry normalnie mówia.











Share this post


Link to post
Share on other sites
Do DTH
Kolego ie używano" bo,może to moje wrażenie,wszyscy sa zafascynowani tym,że gdzięś tam ktos sobie strzelił.Chodzi mi raczej o masowe ożywanie karabinu.
Obsługa"-w Wojsku Polskim stosowano amunicje p.panc do ckm-ów i dla tego jako takie obycie z bronia p.panc piechoty musiało być.Masz racje,ale na to też zwróciłem uwagę,że trzeba było jeszcze wiedzieć gdzie dokładnie celować.
Co do strat"-wydaje mi się że we wrześniu 1939 wszystko co strzelało do czołgu po prostu go niszczyło.Dla tego działka p.panc i artylaria polowa,raczej rozbijały te czołgi w drobny mak.Taką dużą puszkę od sardynek chyba przebijały co wiekrze odłamki artyleryjskie.Karabin robił dużą dziurę i raczej wyłączał czołg z dalszej ekspoloatacji i tylko na tej podstawie wnioskuje że duza część tych postrzelanych wozów to zasługa KbUr wz.1935.
Troche się rozwinałem i przepraszam za moją roztargnioną poprzednią wypowiedz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No dobra wielka dziura+rozpierdułka siły żywej w czołgu,ale prawdopodobieństwo kompletnego zniszczenia wydaje mi sie małe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
he he
a ja zrozumiałem chyba trochę więcej niż DTH

Po pierwsze nie ma dowodów na to, że Ur nie był powszechnie urzywany.

Po drugie trzeba trafić na jakiś czołg żeby mieć możliwość urzycia kb p.panc. a na wielu kierunkach czołgów niemieckich nie było zbyt dużo. W końcu owa" niemiecka doktryna zakładała zgrupowanie czołgów w dużych jednostach które z natury rzeczy działały na dość ograniczonym obszarze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pytanie w kwestii formalnej.Czy UR przypadkiem(znowu brak wiedzy przeze mnie przemawia)nie miał za zadanie trafić mechanika-kierowcy w czołgu?(taki niemiecki Grigorij Saakaszwilii?)Bo na to że zrobi rozpierduchę w czołgu to raczej nie było co liczyc.I myślę ze nie ma co liczyć na ewentualne duze dziury w pancerzu i płonące pojazdy po trafieniu z UR-a.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
TomekSz czy masz moze ten artykuł z Wojskowego Przeglądu Historycznego o Urz-e?
jaca2003 Co do trafienia kierowcy na to bym nie liczyl chyba ze przez przypadek. Prawdopodobnie pocisk przebijajacy pancerz powodował wybicie cos ala korka (srednica jego byla trzykrotnie wieksza niz pocisku)i jego odłamki mialy za zadanie zabic lub ranic załoge, no chyba ze strzelec Ur-a trafił w silnik i to mogło spowodowac zatrzymanie czołgu.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Na trafienie w silnik to raczej mało było szans.Chyba bardziej prawdopodobne było jednak trafienie kierowcy.No chyba że(w co watpie)niemiaszki mieli taką stal do produkcji czołgów jak ruscy.Tam przy uderzeniu pocisku w pancerz nawet bez przebicia załogę raziły odpryski stali(zła technologia odlewu).Ale znając niemiecką precyzje jest to chyba mało prawdopodobne.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Niemcy chcieli tak uszlachetnic swoja stal ze przedobrzyli. W wyniku tego w niemieckich czolgach (np. tygrysach) tez pojawial sie problem odpryskow. oczywiscie do czasu...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak słusznie zauważył Pitt34 pocisk Ura trafiając w pancerz wybijał korek o średnicy ok. 3 kalibrów, a fragmenty korka rykoszetując wewnątrz niewielkiej opancerzonej przestrzeni czołgu z dużym prawdopodobieństwem poważnie raniły lub eliminowały jego załogę. Nasuwa się więc wniosek. Czołg, jeśli nie został trafiony w czułe miejsce" po wymianie załogi powinien nadawać się natychmiast do powtórnego użytku.
Ironrat

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pocisk był stosunkowo mały i lekki dla tego gro trafień szła po pancerzu Panu Bogu w okno.Chyba żeby był efekt to strzelec musiał trafić pod kątem bliskim 90 stopni.Gdzieś czytałem że strzelali do sam.pancernego i to chyba tak z 200m,były ze dwa trafienia a samochód się wziął i wycofał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Na pewno nie był to pocisk jak z armaty od IS-2, ale jeżeli już trafił i przebił, to efekty były jak opisane powyżej. Żadnych fajerwerków. To musiało być stresujące dla strzelca. Praktycznie nie wiedział, czy strzelił i trafił skutecznie, czy też nie. Załoga mogła być już martwa, a czołg mógł jeszcze posuwać się do przodu. Nie zazdroszczę mu.
Ironrat

Share this post


Link to post
Share on other sites
To w ramach uzupełnienia i porównania informacja o naboju HALGERA z których z pewnością korzystali twórcy Ura:

przy prędkości początkowej 1450-1475 m/s 7 mm nabój Halger 280 HV Magnum przebijał z odległości 50 metrów płytę pancerną grubości 12 mm ustawioną pionowo wybijając otwór o średnicy około 15 mm, w czasie prób uzyskano skupienie 5 pocisków w kole o średnicy 25 cm co uznano za wynik bardzo dobry

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pare drobnych uwag a postaram sie podrzucic pare standardowych instrukcji zwalczania czolgow jutro.

Lajanie zolnierzy za brak efektywnosci w zwalczaniu czolgow nalezy brac ze szczypta soli. Smutnym zjawiskiem wrzesniowym bylo to ze niektorzy z naczalstwa obwiniali zolnierza za wlasne bledy. Rzekome uciekanie przed czolgami bylo popularnym chwytem. olnierz nie chce sie bic i ucieka przed czolgami" jak podobno usprawiedliwial jeden general to ze zwial zostawiajac walczaca armie.

Koledzy maja racje ze brak widzialnych efektow byl deprymujacy dla zolnierzy (zreszta podobny problem byl z nkm). Ale jednak efekt zauwazyli Niemcy, i to na najwyzszym szczeblu (Halder), co swiadczy ze skuteczne uzycie kbppanc bylo zjawiskiem czestym a nie sporadycznym.

Nikt nie zaprzecza ze ujawnienie kb na miesiac przed wojna byloby kozystne dla wyszkolenia. Ale tu trzeba wziasc pod uwage ze jakkolwiek to nam, znajacych wydarzenia z historii, wydaje sie oczywiste kiedy wojna sie zacznie, to nikt po stronie polskiej przed faktem nie mial gwarancji ze akurat w tym miesiacu to bedzie a nie w nastepnym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
co do terminu wojny, to wiedziano więcej niż nam się wydaje.
Kolegi dziadek pracował w konsulacie polskim w Gdańsku.
Dostali rozkaz palić dokumenty zaraz przed pierwszym września.
Przeszkolenie wybranych żołnierzy miesiąc czy dwa wcześniej nie wpłynęło by negatywnie na tajemnicę.
Nawet jeśli, to przecież nie odwołano by ataku (a może?), nie zdążono by też dopancerzyć czołgów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information