Jump to content

J.H.

Forum members
  • Content Count

    145
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Neutral

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie ma absolutnie żadnych szans na zlokalizowanie złota w takich warunkach o jakich piszesz. Niezależnie od wykrywacza.
  2. W tej sytuacji podejmowanie decyzji o zakupie na podstawie tego co mówi/pokazuje to wyraz sporej nonszalancji.
  3. A Odyn czasem nie zajmuje się sprzedażą wykrywaczy...?
  4. Producent zapewne wychodzi z założenia, że większość użytkowników i tak nie będzie moczyć wykrywacza, a tym nielicznym którzy będą, da się nowy w ramach gwarancji. Z tego co wiem z realizacją gwarancji nie ma problemu zasadniczo u nas. Obawy, że wykrywacz szlag trafi i zostaniesz zupełnie z niczym raczej nie ma. Musisz się jednak liczyć, że czekają Ci długie przerwy w posiadaniu sprawnego wykrywacza, bo albo będziesz czekał aż dokonają naprawy, albo przyślą nowy. Oczywiście może się zdarzyć, że nawet taki amatorski wykrywacz do brodzenia wytrzyma długo, ale to będzie loteria. Obejrzyj sobie po prostu na żywo jak to wygląda i będziesz wiedział o czym mowa i jakie te konstrukcje wzbudzają zaufanie.
  5. Wszystkie te niby-wodoszczelne wykrywacze są do brodzenia po kolana w wodzie i sporadycznego zanurzania. System uszczelnienia jest prowizoryczny i zalanie elektroniki to kwestia czasu. Nokty wprawdzie nie widziałem, ale wodoszczelnego z nazwy deteknixa mam i nawet na deszcz owijam go folią spożywczą. At pro też zdarzyło mi się używać i jego zabezpieczenia przed wodą nie wzbudzają zaufania. Jeśli Kolega chce regularnie szukać pod wodą, to proponuję kupić wykrywacz podwody z prawdziwego zdarzenia w stylu excalibur
  6. Hubala mogą trafić przypadkiem. Pewnie leży w zbiorowej mogile i przy zrywce lasu czy coś może ona zostać odkryta. Inna sprawa że byłoby to znalezisko ze wszech miar niewygodne. Wznowienie dyskusji na temat działalności tego oddziału nikomu nie jest na rękę. Jeśli chodzi o poszukiwania ''Orła'', to sprawia wrażenie wyciągania dotacji. Szum przed robotą, i cisza po... Zdecydowanie nie ta kolejność.
  7. Niemniej weryfikowanie - choćby i negatywne- takich spraw potrafi być fajne. W przeciwnym razie za parę lat będzie powtórka.
  8. Tak się właśnie zastanawiam nad tymi niby 'najczęstszymi' pofalowaniami. Pofalowane widuję tylko monety miedziane, nie wiem czemu. Srebra albo są zgięte , przeważnie ponad 90 stopni, albo równo ułamane, jakby ucięte. Im większa moneta, tym mniej fikuśnie uszkodzona. Takie mam doświadczenia.
  9. To da tylko obraz braku wyobraźni. Pierwszy z brzegu uraz mechaniczny, jaki może spotkać zgubioną monetę: przejechanie przez wóz, albo rozdeptanie przez konia, podkutego. Na kamienistej drodze efekt będzie identyczny z potencjalnym przeżuciem przez krowę, prawdopodobieństwo zbliżone...
  10. Kolego Landszaft, przez chwilę pisałeś na (jakimś) poziomie, ale widzę źle się czujesz bez chamstwa. No trudno. Oddzielanie niektórych zwierząt od siebie to ABC hodowli. Krowa ze świnią nie może stać w jednym pomieszczeniu. Tradycyjnie na polskiej wsi krowa i koń stały razem, świnie osobno, kury (chyba razem z kaczkami) osobno. Wszędzie- choćby tych kur było dwie i świń też dwie. Różne rodzaje gnoju mają różne własności, to nie jest wiedza tajemna. Na końskim pieczarka rośnie jak wściekła, a na kurzym w ogóle. Nie trzeba być geniuszem Twojej miary aby to zauważyć, nawet tacy ciemni ludzie jak moi przodkowie potrafili dokonywać takich obserwacji i wyciągać wnioski. Uprzedzając - daruj sobie jakieś kolejne próby obrażenia mnie, albo wyśmiania miejsca zamieszkania. Mnie to nie rusza, a swoich kompleksów w ten sposób i tak nie uleczysz. Załatwianie potrzeb fizjologicznych na zewnątrz było powszechną normą W CAŁEJ EUROPIE aż do czasów pojawienia się toalet. I to jest niezbity fakt, z którym nie wiem po jaką cholerę próbujesz się kłócić.
  11. Nie wiem jak jest z krowami, koza bardzo ostrożnie sprawdza co je i sądzę, że nie wzięła by nic twardego między zęby. Koń tak samo - kilka razy mnie ugryzł, ale najpierw delikatnie smyrał wargami (czy jak to się tam u konia nazywa) dokładnie sprawdzając teren. Biorąc się za jedzenie też nigdy nie chapie na dzień dobry, jak pies na przykład. Tak naprawdę trzeba by trafić monetę bezpośrednio w kupie, aby jednoznacznie stwierdzić, że została zniszczona przez zwierzę. Oczywiście teoretycznie jest to możliwe, ale to przypuszczenie jak każde inne. Na mój gust, najwięcej uszkodzeń monet znajdowanych na polu pochodzi od saperek...
  12. Czy aby w regulaminie nie ma, że forum jest od 18 lat?
  13. Kolego Landszaft, Twoje przykłady to przypuszczenia, które mogą tu i ówdzie być trafne, ale nie muszą. Będąc chłopem z dziada pradziada, miałem kontakt z owymi dziadami właśnie. Nie wiem jak było w wieku 18 czy 19 (Ty też nie wiesz) ale ludzie nauczeni rolnictwa w okresie międzywojennym gówna ludzkiego nie uznawali za nawóz. Wywiezienie zawartości wychodka na pole byłoby takim samym skandalem jak baba w spodniach albo chłop bez czapki. Także w ramach nawozu zwierzęcego istniało twarde rozróżnienie co jest do czego. Już nie pamiętam, bo mnie to -nomen omen- gówno obchodzi, ale stare dziadki na jedno pole woziły nawóz kurzy, na inny koński, a jeszcze gdzie indziej żadnego. I to nie było wszystko jedno.
  14. Kolego Landszaft, dziękuję za zalecenia. Rozmowy z ludźmi prowadziłem zbierając materiały do książek. Tacy ludzie nazywają się świadkami i w procesie analiz zjawisk historycznych są prawie tak ważni, jak forumowi wszechwiedzący fachowcy z internetu z pretensjami do pouczania i obrażania wszystkich wkoło. Na początku lat 30-tych sławojki były rzadkością. Na wiejskiej prowincji mieli je urzędnicy i mieszkańcy pracujący w państwowych zakładach dla ''przykładu''. Chłopi przeważnie nie mieli i chodzili za stodołę tak jak ich przodkowie. Żadne źródła pamiętnikarskie ani w ogóle inne nie wskazują, jakoby obora czy inne budynki gospodarcze były używane powszechnie jako kible. To zwykłe, mocno naciągane przypuszczenie. Oczywiście można gdybać, czy bardziej komfortowe jest wystawianie dupy na mróz pod czereśnią, czy sadzanie tej samej dupy na zamarzniętą i pokrytą szronem deskę sławojki. Myślę, że takie gdybanie w pełni odpowiada Twoim intelektualnym ciągotom. Nie mniej, będzie to tylko jałowe gdybanie bez wiążących wniosków. Edit. Apropo filmu. Film jest po to, by pokazać, że monety leżące w ziemi były na przestrzeni lat narażone na najróżniejsze urazy mechaniczne, których dziś już niełatwo się domyślić. Boratynce leżącej w ziemi jest raczej obojętna data rozpoczęcia produkcji maszyny czy narzędzia, które ją uszkodzi. Uszkodzenie mogło mieć miejsce dwieście lat temu, albo wczoraj.
×
×
  • Create New...

Important Information