Jump to content
Prenumerata eKiosk eGazety Nexto

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 01/06/20 in all areas

  1. 1 point
    Babka z moich prywatnych zasobów.
  2. 1 point
    Nie płacz, jeszcze się KS-a nie dostaje za pikawę
  3. 1 point
    PS Powyżej do lądowania na Texas Highway 87 podchodzi szybowiec Frankfort Cinema II zanim jeszcze zdążono go przemalować na usaafowski olive drab i nazwać Frankfort TG-1A. Poniżej jest zdjęcie takiego szybowca w Lamesa Field już po przemalowaniu na oliwkowo i dodaniu od spodu skrzydeł napisu U.S. Army. Tymi właśnie szybowcami ćwiczono „szybowcowe DOL-e”, a ponieważ to wyjątkowo precyzyjna sprawa to na sto procent przylatywał po nie samolotem na drogę szef pilotów-holowników Charles M. Wood, czyli „nasz” człowiek w USAAF. Po te szybowce na drodze przylatywały samoloty-holowniki najwyżej cenione przez pilotów USAAF holujących szybowce treningowe i nazywane przez nich „amerykańskim Storchem” ze względu na świetne właściwości pilotażowe. Był to samolot Stinson L-1 Vigilant.
  4. 1 point
    Szybownictwo II RP a wojskowe szybownictwo transportowe USAAF Część 2 Opis fotografii. 1. Szkoła szybowcowa 28th A.A.F.G.T.D. była tak ciekawa, że aż dokonał w niej inspekcji USAAF-owski VIP gen. Barton K. Yount. Był szefem szkolenia USAAF. Tutaj widzimy go właśnie w Lamesa Field. Stoi przy szybowcu Schultz ABC w USAAF oznaczanym jako TG-16. Na kadłubie widzimy oznaczenie szkoły 28th A.A.F.G.T.D. 2. W 28th A.A.F.G.T.D. ćwiczono rzeczy, jakich nie robiło się nigdzie indziej w USAAF. To jest właśnie ten „szybowcowy hardcore”, jaki wspomniałem powyżej. W latach funkcjonowania tej szkoły USAAF ciągle jeszcze nie mogły się zdecydować, jak używać szybowców transportowych. Rozważano nawet szturmy szybowcowe bezpośrednio na miasta, albo przynajmniej na tereny podmiejskie z dobrymi pasami lądowania. Ćwiczono więc coś, co dziś w Polsce nazywamy w lotnictwie wojskowym DOL (drogowy odcinek lotniskowy). Symulacja tego w 28th A.A.F.G.T.D. była właśnie hardcore'owa, bo wyglądało to tak, jak wyglądałoby w rzeczywistości, gdyby pilotów szybowcowych USAAF faktycznie zmuszono do szturmu na jakieś niemieckie miasto lub miasteczko. Na zdjęciu jest Texas Highway 87. Lipiec 1942 r. Nie ostrzegano ludności cywilnej, że będą na drodze lądowania szybowców wojskowych, a następnie lądowania po te szybowce samolotów-holowników, tylko szkolony pilot szybowcowy miał za zadanie „rozepchać się” między samochodami, nastraszyć kierowców, żeby uciekali sprzed szybowca i takimi metodami „wywalczyć sobie” pas lądowania. Gdyby doszło do takich operacji bojowych wówczas identycznie musiałoby to wyglądać na terenie danego szturmu szybowcowego, więc symulacja była stuprocentowa. Potem po taki szybowiec przylatywał holownik i zabierał delikwenta do Lamesa Field. I do takich to spraw dorzuciło swoją cegiełkę szybownictwo II RP.
  5. 1 point
    Szybownictwo II RP a wojskowe szybownictwo transportowe USAAF Część 1 Podtrzymuję to, co napisałem powyżej, ale jakiego rodzaju również inne cegiełki wnieśliśmy do tego, że piloci szybowcowi USAAF realizowali podczas II wojny operacje desantowe to można pokazać także w inny sposób. Otóż dzięki olbrzymiemu dorobkowi przedwojennego polskiego szybownictwa mamy pewien swój wkład w funkcjonowanie bardzo ważnej drugowojennej szkoły pilotów szybowcowych USAAF w Lamesa Field w Teksasie. Duch przedwojennej polskiej kultury technicznej w szybownictwie i kultury szkoleń szybowcowych zapewne w jakiejś mierze unosił się nad funkcjonowaniem tej szkoły. A była to szkoła wybitna i najciekawsza w swojej kategorii. Była jedną z tylko czterech tak wszechstronnych cywilnych szkół szybownictwa wojskowego (tzn. na kontrakcie z wojskiem), którym nadano status „Elementary-Advanced”. Czyli szkoliła ludzi od zera, aż do operacji szybowcowych nawet trudniejszych, niż szkoliła swoich pilotów szybowcowych Luftwaffe. Cywilna nazwa tej szkoły to John H. Wilson Glider School, natomiast USAAF na czas kontraktu z wojskiem nazwały ją 28th Army Air Forces Glider Training Detachment Przy bardzo słabym szybownictwie amerykańskim tamtych czasów szkoła ta w swoim marketingu podkreślała, że jej kadra dydaktyczna złożona z ok. 150 instruktorów składa się z pilotów szybowcowych wyszkolonych m.in. w Polsce, Francji, we Włoszech i w Niemczech. Jak na warunki amerykańskie była to rewelacja, bo międzywojenne szybownictwo było tam tępione przez wojsko, a przez cywilne władze lotnicze traktowane tyle, o ile, bez chęci wspierania i rozwoju. Niestety dziś już nie wiadomo, ilu tam było instruktorów szybowcowych wykształconych i wyszkolonych w Polsce, ale wiadomo chociaż trochę. Poniżej jest bardzo ciekawy artykuł ze stycznia 1939 r. autorstwa amerykańskiego pilota szybowcowego Charlesa M. Wooda, który 18 września 1938 r. rozpoczął szkolenie szybowcowe w Polsce. W dwa tygodnie wyszkolono go od kategorii A do C. Po wyszkoleniu zdobył jeszcze w Polsce srebrną odznakę szybowcową, a to przed wojną było bardzo duże osiągnięcie. Polecam przeczytanie artykułu, bo jest świetny i ciekawy, poza tym ma bardzo fajną atmosferę oglądu naszego szybownictwa oczami cudzoziemca z kraju bardzo wymagającego pod względem szeroko pojętej aeronautyki. Do czego to wszystko Woodowi się przydało i co to ma wspólnego z desantami szybowcowymi USAAF podczas wojny? Podczas wojny Wood był szefem pilotów-holowników szybowców we wspomnianej szkole szybowcowej USAAF 28th A.A.F.G.T.D. w Lamesa Field w Teksasie. Dla US Army była to unikatowa szkoła, ponieważ przygotowywała pilotów szybowców transportowych do bardzo ambitnych operacji szturmowych, do jakich inne szkoły szybownictwa wojskowego USAAF nie przygotowywały. Ośrodek ten był szkołą cywilną, ale z powodu dramatycznej mizerii szkoleniowej USAAF w dziedzinie szybownictwa został wynajęty przez US Army właśnie do szkolenia pilotów do przyszłych desantów szybowcowych. To, czego tam uczono, to był szybowcowy hardcore, a więcej o tym w poniższej części drugiej tej opowieści. Ale to nie koniec ciekawostek związanych z wojskową teksaską 28th A.A.F.G.T.D. i szybownictwem II RP. Szefem technicznym tej szkoły w Lamesa Field był inżynier lotniczy i pilot szybowcowy Robert F. Blaine. Lotnicze studia inżynierskie odbył na niemieckim Universität Göttingen. Ale tu olbrzymia ciekawostka, tym większa, że Amerykanie mieli wtedy bzika na punkcie szkolenia szybowcowego w kultowym niemieckim Wasserkuppe. Tymczasem Blaine zafascynował się polskim dorobkiem szybowcowym. Przeszedł w Polsce dwa szkolenia szybowcowe w latach 1934 i 1935. Mam nadzieję, że to dla Was odrobinę ciekawe, bo w Polsce o takich sprawach się nie pisze, a i na świecie też niekoniecznie.
  6. 1 point
    Twoją mądrość posiadła także nasza polska panna. Jest to fotografia amerykańskiego fotoreportera podróżującego po międzywojennych europejskich szybowiskach. Zawitał także do II RP i sfotografował „Polish girl”, jak opisał to zdjęcie. No i nasza „girl” wyposażyła się na lot w nakrycie głowy podobne do hełmów drugowojennych brytyjskich spadochroniarzy - hełmów używanych do celów szkoleniowych, czyli tych miękkich „turbanów-odbijaczy”.
  7. 1 point
    Co za strata że z wywiadu pozbyliśmy się tak doświadczonych fachowców od rozwiązywania takich spraw. Pewnie znaleziono by pana prokuratora M. nieżywego z 20 promilami we krwi coś jak u księdza Zycha.
  8. 1 point
    Wzruszające. Ciekawe czy z Tobą zgodzi się choć jedna rodzina z tych 93 ? Ps. Mam dostęp do opracowywanych przez historyka akt takiej zbrodni sądowej. Zacytuję z pamięci jedno zdanie zaprotokołowane w trakcie rozprawy: "odwołuję wszystkie zeznania i wszystko co podpisałem - przez 7 dni byłem bity, głodzony i pozbawiony snu". Zgadniesz jaki mało poważny wyrok zapadł wobec 20-letniego wywrotowca ? KS i ciało ukryte w lesie pod Poznaniem.
  9. -1 points
    A co ma do tego 500+ i emerytury 13 - te ? Przypominam, że restrykcyjne prawo dla poszukiwaczy zostało uchwalone w Sejmie przez wszystkich darmozjadów, czyli PO, PIS, SLD, PSL itp...
  10. -1 points
    Jesteś wręcz wzorcowym przykładem czytelnika GP [znam kilku takich], a więc sorry, ale nie wierzę w to co napisałeś, no chyba, że jest jeszcze coś bardziej skrajnego do czytania... Ja się tam do PiS-u nigdzie nie odnosiłem, ani do jego elektoratu. Ja tylko widzę, że PiS chce przejąć państwo i aby to zrobić, to stosuje metodę znaną od tysiącleci, czy zapewnić ludowi chleb [500+] i igrzyska, czyli dekomunizację po 30 - latach od upadku PRL-u. A tak naprawdę to chodzi o to, aby wszędzie wstawić swoich, nawet głupszych, ale swoich. Świetnym przykładem jest tu wywalenie doświadczonych oficerów z BOR-u i zastąpieniu ich jakimiś młodzieniaszkami, którzy tłuką niemiłosiernie te pancerne limuzyny za miliony. Swoją drogą, to jak to się dzieje, że np. taki odpowiednik naszego marszałka sejmu, w kraju gdzie faktycznie jest duże zagrożenie terrorystyczne, potrafi przyjść do parlamentu na butach, a u nas zamykają całe ulice aby kolumna pancernych limuzyn dowiozła na miejsce jakiegoś dygnitarza? O lotach rządowym odrzutowcem ważnego polityka do burdelu, nie będę pytał, bo głównego świadka odwiedził seryjny samobójca, a więc to zapewne nie była prawda. Do tego widzę, że Tobie, jak pewnemu kapralowi w wojsku, wszystko kojarzy się z jednym - jemu z dupą, a Tobie z GRU. Bo dalej nie wiem co miał wspólnego nasz płytki wywiad w Afganistanie, który osłaniał nasz kontyngent, z GRU??? Czekam na poważną odpowiedź. A odnośnie tego Michnika, to już wcześniej odpowiedziałem Ci pisząc, że jeszcze jakieś 20-lat temu wyrok na niego przyjąłbym z satysfakcją, bo ma na sumieniu kilka KS-ów i udział w wielu sfingowanych procesach [tłumaczył się, że był młody i naiwny]. Ale dzisiaj uważam, że jest to robienie szopki dla gawiedzi, bo po pierwsze z góry wiadomo, że Szwecja go nie wyda, a po drugie i tak zapewne by się nie udało postawić przed sądem 90-latka, chociażby ze względu na stan zdrowia. Czyli igrzyska dla maluczkich...
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00


  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...

Important Information